King Dude – Music to Make War To (2018), recenzja Zuzanny Janickiej

Naprawdę nazywa się Thomas Jefferson Cowgill, ale na początku muzycznej kariery stwierdził, że nada sobie pseudonim, który będzie taki arystokratyczno-luzacki. Tak narodził się King Dude – wokalista, który w moich głośnikach zadebiutował przeszło trzy lata temu za sprawą świetnej płyty Songs of Flesh & Blood – in the Key of Light. Artysta nie próżnował. Parokrotnie zjechał USA i Europę. Wydał dwa kolejne albumy. Zeszłoroczny, Music to Make War To, to mój pewniak w rankingu najlepszych krążków 2018 roku.

Porównywany do Johnny’ego Casha, choć w jego twórczości country przybiera mroczniejszą, gotycką formę. Nazywany dalekim kuzynem Nicka Cave’a, choć w jego piosenkach mniej tego poetyckiego pierwiastka. On sam siebie nazywa jednak “niebieskookim Mefistofelesem z akustyczną gitarą w ręce”. Od dziesięciu lat kręci się na obrzeżach muzycznego biznesu regularnie oddając w nasze ręce kolejne płyty. Na ostatniej pozostał sobą rozkładając jednocześnie większy wachlarz swych muzycznych możliwości.

Mrok w twórczości Amerykanina obecny był od zawsze, ale mało kiedy pokazywał takie oblicze, jak w otwierającej album neo folkowej kompozycji Time to Go to War. Wykonywana z dużą dozą niepewności czy nawet lekkim strachem piosenka jest ponurym, wywołującym ciarki utworem, który zachwycił mnie od pierwszego usłyszenia. Z nagraniem kontrastuje kolejna propozycja Dude’a. Velvet Rope przyjmuje bardziej rockową formę będąc najchwytliwszym punktem Music to Make War To. Lepszą, wyraźniej zahaczającą o post punk i jednocześnie puszczająca oczko do fanów Joy Division kompozycją jest I Don’t Write Love Songs Anymore.

Jeszcze głośniejszymi numerami są chłodne, zwracające uwagę wokalnymi modyfikacjami Dead Before the Chorus oraz oldskulowe, przenoszące w czasie do lat 70. The Castle. Hałaśliwie robi się momentami w Twin Brother of Jesus. Sama piosenka jest ciężka, powolna, a sam Cowgill wykonuje ją zmęczonym, obolałym głosem. Smaczku utworowi nadaje kobiecy wokal należący do Josephine Olivii. Artystka w pełnej okazałości daje się poznać w najbardziej zaskakującym nagraniu w karierze Kinga. Good & Bad jest seksowną, mroczną, jazzującą kompozycją przypominającą mi o zespole Morphine. Niesamowity klimat, przemyślana, oszczędna aranżacja w połączeniu z tak różnymi muzycznymi osobowościami daje utwór, który śmiało zasługuje na miano jednego z najlepszych duetów 2018 roku. Nie sposób nie wspomnieć o pozostałych trzech kawałkach. Pokochałam przygnębiające, zaaranżowane na pianino God Like Me. Warto także sięgnąć po wzbogacone elektroniką, dark wave’owe In the Garden oraz utrzymane w stylu americany Let It Burn.

Music to Make War To jest próbą odkrycia, co życie w nieustannym stanie konfliktu oznacza dla ludzkości. Jest podejściem do odnalezienia wojny w mniej oczywistych miejscach za pomocą alegorii i rock & rolla – mówi o swoim nowym albumie King Dude. Artysta nie stworzył płyty, która mogłaby wywołać wojnę. To raczej muzyka, która pomogłaby przetrwać trudny czas przekonując, iż nie jesteśmy w naszych problemach odosobnieni. Music to Make War To jest najciekawszym elementem dyskografii King Dude’a. Najbardziej przystępnym, lecz nie mniej mrocznym, nastrojowym. Dużo się tu dzieje, ale całości udało się zachować spójną formę.

oceny

autor recenzji

Zuzanna Janicka
Zuzanna Janickahttp://www.the-rockferry.pl
Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Autorka strony The-Rockferry, na której oprócz recenzji płyt znaleźć można całą masę innych muzycznych artykułów. Nałogowa uczestniczka koncertów. Wielka fanka Christiny Aguilery, Amy Winehouse, Kate Bush, Finka, Leonarda Cohena i zespołu The National.

Sprawdź nasze inne

Recenzje

Naprawdę nazywa się Thomas Jefferson Cowgill, ale na początku muzycznej kariery stwierdził, że nada sobie pseudonim, który będzie taki arystokratyczno-luzacki. Tak narodził się King Dude – wokalista, który w moich głośnikach zadebiutował przeszło trzy lata temu za sprawą świetnej płyty Songs of Flesh &...King Dude - Music to Make War To (2018), recenzja Zuzanny Janickiej