
Już jutro będzie można oficjalnie obejrzeć film dokumentalny podsumowujący spektakularną karierę zespołu Coldplay od chwili założenia, aż do ostatniego koncertu w ramach trasy promującej ich ostatni krążek. Dziś miałem okazję zobaczyć tę produkcję przedpremierowo i zapewniam was, że jeśli nie macie planów na jutro, wybierzcie się do Multikina na seans. Nie będziecie zawiedzeni!
Przyznam szczerze, że pomimo faktu, iż muzyka Coldplay towarzyszy mi właściwie od zawsze, nigdy nie byłem zagorzałym fanem twórczości tego zespołu. Dostając jednak zaproszenie na przedpremierowy pokaz dokumentu w reżyserii Mata Whitecrossa, postanowiłem z niego skorzystać, bo uwielbiam filmy o znanych muzykach, więc poczułem wewnętrzną potrzebę zobaczenia i tego. Po zakończonej projekcji wiem, że gdy Coldplay ogłoszą kolejne show w Polsce, pojawię się na nim i ja, a to chyba najlepsza rekomendacja tego filmu.
Co wyróżnia A Head Full of Dreams na tle innych muzycznych filmów dokumentalnych? Przede wszystkim to, że nie mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju hagiografią, wychwalaniem głównych bohaterów, czy z tworzeniem na ich temat mitów. Reżyser filmu Mat Whitecross towarzyszył członkom Coldplay od samego początku, gromadził materiały na ich temat, nie mając jeszcze żadnej pewności, że kiedyś będą warte więcej, aniżeli źródło wspomnień dla samych zainteresowanych.
Wydawać by się mogło, że tematyka spełniania marzeń w kontekście znanych osób to temat banalny i przewałkowany w tak wielu produkcjach, że ciężko stworzyć coś jeszcze zaskakującego. Whitecrossowi się udało. Przez to, że w filmie pokazano dziesiątki niepublikowanych wcześniej, bardzo starych materiałów wideo, mamy dowód na to, że Chris Martin, Guy Berryman, Will Champion, Jonny Buckland oraz Phil Harvey od zawsze wierzyli w swój talent i osiągnięcie sukcesu, który na pewnym etapie zaskoczył ich samych. Nie ma tu tandetnej pogadanki z perspektywy czasu, są na to dowody. Jednym z najmocniejszych momentów jest wideo, kiedy Chris mówi do kamery, że za równe cztery lata o Coldplay będą mówić w telewizji publicznej, które następnie zestawione jest z tym, co aktualnie wydarzyło się po upływie wyznaczonego przez frontmana grupy czasu, czyli występem na festiwalu w Glastonbury. A Head Full of Dreams to również film o prawdziwej, męskiej przyjaźni.
Poza rarytasami dla fanów Coldplay w postaci archiwalnych taśm, wrażenie robią umieszczone w filmie fragmenty ich ostatniej trasy koncertowej – A Head Full of Dreams Tour. Przygotowane z tak wielkim rozmachem, że patrząc na nie, ma się wrażenie, jakby grupa grała przed nami koncert na żywo!
W filmie pojawia się nawet sama Beyonce, która wspólnie z Coldplay nagrała wielki hit Hymn For The Weekend. Kiedy widzi się proces twórczy muzyków tak legendarnego już zespołu i tak istotnej dla naszych czasów artystki, a przede wszystkim słyszy ich razem acapella, aż wgniata w fotel, naprawdę. Pomyśleć, że czasami wielkie rzeczy powstają w pokoju dziecięcym chwilowo przekształconym na studio nagraniowe.
Coldplay: A Head Full of Dreams to, moim zdaniem, jeden z najlepszych dokumentów muzycznych. Przygotowany ze starannością, wszystko w nim jest logiczne, ułożone chronologicznie, nie pominięto żadnej z er w twórczości zespołu, ani nie silono się podkoloryzowanie historii. Na koniec jeszcze mała rada dla osób, które w trakcie napisów opuszczają sale kinowe – nie róbcie tego na tym seansie! ;)
Film Coldplay: A Head Full of Dreams z polskimi napisami będzie wyświetlany w kinach sieci Multikino jutro, 14 listopada o godzinie 20:00. Bilety na seans można rezerwować za pośrednictwem oficjalnej strony Multikina, klikając tutaj.
