
Mieliśmy z Dorotą pojawić się na koncercie Michała Szpaka w Toruniu. Z uwagi jednak, że tego samego dnia gra u nas Kasia Lins, zdecydowaliśmy się pojechać na jego koncert do Bydgoszczy. I chyba na dobre nam to wyszło!
Wypełniona po same brzegi Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy otwierała najnowszą trasę Michała Szpaka zatytułowaną Dreamer Tour. I jak sam przyznał zdecydował się tu zagrać swoje najnowsze kompozycje, choć są w jego mniemaniu bardzo trudne w odbiorze i ciężko też mu przekazać wszystkie emocje jakie w nich zawarł. To jednak ostatecznie okazało się mitem, gdyż publiczność znala chyba każdy tekst i każdą frazę. Posunę się nawet o tezę, że muzyka Michała łączy pokolenia i przestaje istnieć bariera, która na wielu koncertach są. Na jego koncerty przychodzą całe rodziny i nie chodzi mi tu tylko o małżeństwa czy brata z siostrą. Na publiczności znajdują się i małe dzieci i te większe, są osoby starsze a więc zapewne dziadkowie. Przedział wiekowy jest naprawdę imponujący i za każdym razem da się tu odczuć rodzinną wręcz atmosferę. Nie wiem czy na koncertach innych artystów można mieć takie same odczucia. Uwierzcie, że bywam na wielu koncertach i zazwyczaj artysta ma fanów z konkretnego przedziału wiekowego. A tu jest naprawdę szerokie grono odbiorców – wszyscy świetnie się bawią, śpiewają, ruszają, głośno biją brawa, czasami wręcz słychać głośne krzyki radości.
W opozycji do jego ostatniej trasy koncertowej, tu Michał jest głównym punktem na scenie. To on śpiewa i tworzy całą otoczkę przedstawienia. Są oczywiście utalentowani instrumentaliści, i choć mają świetne solówki, są jego tłem. Bardzo się cieszę, że Michał w większości zdecydował się o zaśpiewanie utworów z najnowszej płyty. Te według mnie są o wiele ciekawsze od swoich poprzedników i przynajmniej mi o wiele lepiej się słuchają. Przykładem chociażby są tu King of the Season, magiczne Blue Moon czy Rainbow, przy którym zabłysły dziesiątki światełek. Nie oznacza to jednak, że zapomniał o swoich poprzednich hitach takich jak śpiewane w bardzo zmienionej aranżacji Byle być sobą czy chyba jego największy hit Color of Your Life.
I to co mi się bardzo podobało to sceniczność. Michał w trakcie ponad godzinnego koncertu kilkukrotnie się przebierał, tak jakby chciał dopasować to co ma na sobie do tego co będzie śpiewał. Z drugiej strony jednak nie stoi w miejscu. Rusza się, próbuje przekazać emocje również ruchem.
Trasa dopiero się zaczęła, a przed Wami jeszcze kilka jego koncertów. I jeśli chcecie się na którymś z koncertów pojawić, to lepiej kupcie bilety wcześniej. Pamiętajcie – Bydgoszcz była sold outem.














































