Fani gitarowego, grungowego grania zawsze wyczekują nowych wydawnictw takich zespołów jak Alice In Chains. Pomimo tego, że era grunge’u już dawno przeminęła, nie zmieniło to miłości niektórych grup społecznych do tej muzyki. Czy zatem zespół spełnił oczekiwania fanów i wydał najlepszą tegoroczną płytę?
Miano the best of 2018, to może za dużo powiedziane. Jednak na pewno jest to najlepsze dzieło grupy przy współpracy z nowym wokalistą. Niestety, Alice in Chains, zaliczają się do grona zespołów, które straciły swojego pierwszego wokalistę. Wszystko przez najczęściej spotykane zdarzenie – przedawkowanie i przewlekła depresja. Zatem w 2006 roku miejsce Layne’a Staley’a zajął William DuVall. Była to na pewno trudna sytuacja, dla samego zespołu, jak i nowego wokalisty. Pierwsze dwa krążki nagrane z udziałem DuValla nie powaliły na kolana. Prawda jest taka, że 5-letnia przerwa w nagraniach, nie poszła na marne, a po tych kilkunastu latach, wszyscy radzą sobie razem bezbłędnie.
Wokalista wokalistą, ale co ważne, szósty album Alice In Chains związany jest z miejscem, do którego każdy grungowiec powinien kiedyś wrócić. Mowa oczywiście o Seattle. Miejscu narodzenia, tej mocnej, acz tajemniczej muzyki. Zespół postanowił powrócić nawet do tego samego studia, w którym powstała ostatnia płyta nagrana wraz ze Staley’em.
Zostawiając całą otoczkę w spokoju, czas skupić się na samym krążku, który jest powrotem do korzeni Alice In Chains. Złożony z 10 utworów Rainer Fog to mocne gitary, powolne tempo i tajemnica zmieszana z ponurym tłem. Tak właśnie można określić najnowsze wydawnictwo. Przemawiają za tym chociażby takie utwory jak So Far Under, które już na wstępie wita nas wyraźnym riffem, czy przeciągniętą linią wokalu, czy Drone, posiadającym podobne cechy. Drugą stroną medalu są kompozycje, w których tajemniczość i ponurość momentami znika, na rzecz delikatnie szybszego tempa i odsłonięcia wysokich partii wokalu. Tak dzieje się chociażby w singlowym The One You Know oraz tytułowym utworze Rainer Fog. Okazuje się, że DuVall bardzo dobrze radzi sobie nie tylko w niskich partiach wokalu. Natomiast do jeszcze cięższego, niemal czysto metalowego brzmienia wpada Red Giant.
Jak na rockowe płyty przystało, na Rainer Fog nie zabrakło także ballad. Należą do dość szczególnych, gdyż jedynie delikatnie spowalniają tempo. Giną w nich głównie wszystkie mięsiste gitary. Pierwszą z nich jest Fly. Melodyjna i tajemnicza gra strun, w mostku przeradzająca się w całkiem przyjemne solo. Natomiast utwór Maybe, oparty jest na płynącej po subtelnych dźwiękach gitarze, a także długich frazach linii melodycznej wokalu. W tle całkiem dobrze pracuje też bas, który tworzy klimat łagodnego mroku. Jeśli już mowa o mroku, to jest to idealne określenie dla ostatniego na trackliście utworu. All I Am, trwający ponad 7 minut, wprawia nas w uczucie nostalgii. Z takim pozostawia do kolejnego przesłuchania płyty Rainer Fog.
Jeśli fani buntowali się po dwóch poprzednich krążkach z udziałem Williama, tym razem mogą stwierdzić, że w końcu się udało. Rainer Fog jest bardzo bliski klimatom płyt takich jak Black Gives Way to Blue, czy Dirt. Już teraz można stwierdzić, że DuVall jest wokalistą na właściwym miejscu. Pomimo, że na zawsze pozostanie „tym nowym”, to radzi sobie w grupie na prawdę dobrze.
