niXes – niXes (2017), recenzja Christiana Cieślaka

2
335

Ania Rusowicz tworząc swój retro-big-beatowy styl metaforycznie zatrzymała dla swoich słuchaczy czas. Aby popchnąć swoją karierę do przodu zapewne musiałaby poszukać kompletnie nowych dla siebie brzmień. Dlatego, nie porzucając artystycznej schedy po swojej mamie Adzie Rusowicz i nie naruszając swojej już obranej muzycznej ścieżki, postanowiła stworzyć alter ego, które zwie się niXes. Czy nowe wcielenie Ani Rusowicz to jedno wielkie nic, czy może zupełnie nowy duch na polskim rynku muzycznym? Przekonajmy się.

Już po pierwszym przesłuchaniu byłem prawie pewien, a co nie zdarza się u mnie zbyt często, że jest to płyta jedyna w swoim rodzaju. Drugie podejście tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, iż klimat towarzyszący wszystkim dziesięciu utworom jest naprawdę niespotykany. Określiłbym go jako z pogranicza psychodelicznych fantazji na temat tego jak wygląda świat podczas narkotycznego uniesienia z dodatkiem brokatu w każdym dostępnym kolorze, pixel artowych gier komputerowych oraz kiczowatych gifów z błyszczącymi kwiatami. Zupełnie niespotykana mieszanka jak na światowe standardy muzyczne, nie wspominając już o tych polskich.

By jeszcze było wam mało dziwacznych porównań, to powiedziałbym, że niXes to jakby córka niepokojącego i enigmatycznego charakteru twórczości Lany Del Rey oraz szaleństwa i kosmicznej inności Davida Bowiego, a jej płyta to alternatywna odpowiedź na płytę Keshy Rainbow. Gdyby wspomniana Kesha jeszcze bardziej zagłębiła się w swoje muzyczne inspiracje, to myślę, że brzmiałoby właśnie w taki sposób – psychodeliczny, a zarazem bardzo prosty w odbiorze.

Oczywiście, poza elektryzującą atmosferą towarzyszącą każdemu utworowi, to niXes ma kilka szczególnie wyjątkowych momentów. Po pierwsze, Circles, które jest kwintesencją całego tego albumu.

Wyobraźcie sobie taki obrazek. Para młodych ludzi spokojnie siedząca na plaży. Piasek jest jakby bardziej sypki, niż zwykle. Woda mieni się soczyście szmaragdową barwą. Na niebie widać miliony, jak nie miliardy gwiazd oraz idealnie biały księżyc. Ich światło jest tak silne, że nasza para musi mieć na swych nosach ogromne różowe okulary przeciwsłoneczne z oprawkami w kształcie ust. Totalna wolność. Wieczna miłość. Bezgraniczna radość. Taki jest właśnie ten utwór.

Po drugie, Hole In The Universe, czyli pierwszy singiel z płyty i muszę przyznać, że równie niezwykły jak Circles. Gdy słucham tej piosenki po prostu nie potrafię nie widzieć oczami swojej wyobraźni Volkswagena Transportera model T1 Camper pomalowanego we wszystkie kolory tęczy i jadącego przez Dolinę Śmierci, pozostawiając za sobą zupełnie inny od tego pustynnego krajobraz. Krajobraz pełny soczystej zieleni, najpiękniejszych i najbujniejszych kwiatów świata, strumyków z krystalicznie czystą wodą, którą piją w spokoju wszystkie zwierzęta Ziemi, nawet te, które są dla siebie wrogami w swym naturalnym środowisku. A to wszystko dzięki tajemniczej smudze magicznego pyłu wydobywającego z się tłumika owego Volkswagena.

Po trzecie, Summer Waves, czyli najdłuższa piosenka na płycie. Początek zupełnie nie zwiastował późniejszej niespodzianki zawartej w tym utworze. Dokładnie w trzeciej minucie i jedenastej sekundzie, utwór zupełnie zmienia swój charakter ze zwykłej gitarowej ballady w prawdziwą alternatywną dyskotekę dla wszystkich, którzy choć trochę czują w sobie miłość do wolności i do ery dzieci kwiatów.

I po czwarte, Galaxy Sounds. To z pewnością najbardziej wyróżniający się swoim brzmieniem utwór na niXes, choć w żadnym wypadku nie można brać tego za oznakę jego słabości. Potężne w swoich dźwiękach bębny dodają tej kompozycji prawdziwie ceremonialnego charakteru rodem z najgłębszych części lasów tropikalnych. Późniejsze dźwięki, które powstały, jak mi się wydaje, dzięki syntezatorom, jeszcze bardziej podkreślają charakter tej piosenki.

Biorąc wszystkie pojedyncze piksele obrazka nazwanego niXes, nie potrafię znaleźć żadnego niepasującego elementu tej muzycznej układanki. Ze stuprocentowym przekonaniem mogę umieścić tę płytę na moim osobistym pierwszym miejscu polskich albumów tego roku, jak nie ostatnich kilku lat. Teraz tylko warto zadać pytanie, czy niXes zamierza pozostać między nami na więcej, niż na jeden album. Jeśli by się tak jednak stało, to byłaby to wielka szkoda dla polskiego rynku muzycznego, bo niXes to coś niezwykłego.

2 KOMENTARZE

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.