Anastacia – Evolution (2017), recenzja Adrianny Małolepszy

0
213

Anastacia ma na swoim koncie wiele hitów. Między innymi Paid My Dues, I’m Outta Love, czy One Day In Your Life. Czemu wspominam akurat o tym? Dlatego, że dopiero niedawno artystka ukończyła trasę promującą wydawnictwo w stylu Greatest Hits. Co dla Nas w tej chwili jednak ważniejsze, podczas tej właśnie trasy powstawał nowy album piosenkarki. To temu, wypełnionemu premierowym materiałem, tworowi poświęcimy dziś uwagę.

Artystka przy okazji płyty Evolution miała zamiar wrócić odrobinę do korzeni. „Pożyczyć” styl swoich pierwszych albumów. Chciała też dać słuchaczom zastrzyk siły i pozytywnej energii. Zdecydowanie się jej to udało.

Idealnym wprowadzeniem w ten dominujący na płycie klimat jest piosenka Boxer. Gitarowe riffy podkreślają tylko moc tekstu, którego głównym zadaniem jest podniesienie na duchu i zachęcenie do walki z przeciwnościami. Podmiot liryczny porównuje życie do walki na ringu, którą zdeterminowany jest wygrać.

„I’ve woken up to see the light
I’ll never give up on this fight!”

„Beauty lies in every scar”

Troszeczkę inne podejście do podobnego tematu proponuje nam Stamina. Ten zdecydowanie bardziej nastrojowy utwór prezentuje wciąż obecną chęć walki i nie poddawania się. Jednocześnie jednak zaznaczony jest tam aspekt zdecydowanych trudności z jakimi zmaga się podmiot liryczny aby ten stan ducha utrzymać.

No i w ten właśnie sposób płynnie przechodzimy do moim zdaniem połączenia tych dwóch sposobów przedstawienia problemu. Not Coming Down to ogłoszenie wypracowanej podnoszeniem się z porażek i trudnych momentów siły. Tej z rodzaju dojrzałych i uświadomionych. Ballada ta jest zdecydowanie jednym z najbardziej wymownych momentów albumu. Idealnie udało się tu osiągnąć coś o czym artystka mówiła jako jednym z celów przy tworzeniu materiału. Zawarcie w nim poczucia siły samej w sobie, a nie koniecznie takiej wynikającej jedynie z instynktu przetrwania.

W utworze przewija się też odniesienie do przeszłości Anastacii. Słyszymy „Nie chcę wracać do osoby, którą byłam, nie chcę sama siebie już hamować„. Ten bardzo wymowny wers chyba zasłużył w oczach amerykanki na rozwinięcie, ponieważ temu właśnie motywowi poświęcona jest cała następująca po Not Coming Down kompozycja. Before to zdecydowanie rozliczenie się z przeszłością ale też jej pełna akceptacja. W piosence nie czuć żalu. Są za to zadowolenie i duma płynące z tego w jakim miejscu mentalnie artystka znajduje się teraz. Znów ta wszechobecna siła! Aż czuć ją pod palcami!

Ale zmieńmy trochę tematykę. I to mam wrażenie w dość ciekawy sposób. Otóż przyszło mi zestawić ze sobą dwie ballady z podkładem opartym głównie na pianinie. Mogą wydawać się przez to podobne, ale zupełnie takie nie są. My Everything to typowy „love song”. Wyraz uczuć do drugiej połówki. Anastacia twierdzi, że chciała stworzyć utwór ślubny – taki, który pozwoliłby przedłużyć żywotność tych emocji ponad ten jeden, szczególny dzień. Czy się udało? Zdecydowanie. Ale jest też Why. Pomimo podobnego do My Everything aranżu wzbudza całkowicie inne emocje. A to za sprawą tekstu. I nie, nie ma w nim siły. Są natomiast obdarte z jakichkolwiek filtrów emocje osoby zagubionej. Zranionej tym, że jej związek jest na ewidentnym zakręcie. Prostota piosenki tylko wzmaga jej oddziaływanie na słuchacza. Nie zdziwiłabym się gdyby co wrażliwsi uronili przy niej kilka łez.

Ale nie martwcie się, siła powraca! Ostatni utwór z albumu, Higher Livin’, jest przepełniony pozytywną energią. Zarówno w warstwie lirycznej jak i w podkładzie. Słysząc ten utwór, aż trudno się powstrzymać by nie zacząć  śpiewać i tańczyć. Zdecydowanie słychać tu ten wspomniany już na początku styl „starej Anastacii”. Nie jest to przypadek w tym względzie odosobniony. Podobne wrażenie odniesiemy słuchając utworów takich jak Nobody Loves Me Better czy Reckless.

Anastacia zdecydowanie osiągnęła to co zamierzała. Evolution to świetny materiał pełen pozytywnej energii, dający słuchaczowi poczucie własnej siły sprawczej. Artystka nie zagubiła w tych wysiłkach swojego bardzo charakterystycznego stylu, a jej nawet bardziej rozpoznawalny wokal, za sprawą minimalistycznego podejścia do produkcji, wciąż jest na pierwszym planie co pozwala skupić się na przesłaniu albumu.