Wulgarni, agresywni, inni, a co za tym idzie ciekawi i intrygujący. Ludzie lubią to, co alternatywne, dlatego Die Antwoord ma tak dużo fanów. Yolandi i Ninja przygotowują się do wydania czwartego studyjnego albumu. Jednak nim to nastąpi, zaprezentowali nam jego przedsmak, czyli mixtape, na którym znajduje się kilka nowych piosenek i remiksów „starych hitów”.
Pomimo, że Die Antwoord mają miliony fanów na całym świecie, to recenzenci nigdy nie pozostawiają na nich suchej nitki. Zazwyczaj powód jest ten sam: wulgarność, brak pohamowań i agresja – jednych to odrzuca, drugich pociąga. Ninja i Yolandi wypracowali sobie własną, oryginalną ścieżkę i od 6 lat dumnie nią kroczą.
Mixtape to mieszanka wybuchowa. Nowe piosenki zawarte na wydawnictwie wypadają łagodnie w porównanie do remiksów starych utworów. Dance’owym utworom, np. I Fink You Freeky i Enter Da Ninja został nadany jeszcze bardziej dynamiczny i mocniejszy klimat. Jeżeli wtedy uważaliście, że poziom techno brzmień sięgnął granic, to teraz granice zostały przekroczone. Jest dobrze, chociaż mogło być kiczowato. Die Antwoord balansują na cienkiej linii, ale robią to z takim smaczkiem, że ciężko im się nie oprzeć.
Wszystko na przekór, naprzeciw wszystkim utartym szlakom. Jeśli ktoś myślał, że Yolandi i Ninja trochę przystopują z wulgaryzmami, to biada im. Rzekłbym, że jest jeszcze bardziej wulgarnie. Odpalicie mixtape i wystarczy, że po intro włączycie pierwszy utwór: Bum Bum, a później Gucci Coochie, o którym mowa w kompozycji pierwszej – wtedy zrozumiecie o czym mówię. Pomijając już krótką rozmowę przez seks telefon. Oprócz tego dobry bit i urokliwy, trochę mroczny głos Yolandi, który całkowicie kupuje.
I like you when you drop to your knees
I like when I slap you in the face with my dick
Flip around and then we fuck to the beat
I like you when you say: Fuck me anywhere
Na mixtapie znalazły się aż 4 interludy. Wszystkie to krótkie rozmowy czy to Yolandi, czy Ninja. Na dobrą sprawę nie można się do nich przyczepić. Są wyjątkowe i jak na Die Antwoord przystało – charakterystyczne. Moja ulubiona dwójka to: Where’s My Fkn Cup Cake – czyli krzyk Yolandi, a drugie, opozycyjnie Siembamba – coś na wzór kołysanki.
Co do twórczości Die Antwoord można się spierać. Jednak zdolności wokalnych i flow nie można im zarzucić. Zarówno Ninja jak i Yolandi ze swoich ust wypuszczają słowa z prędkością światła. Oczywiście to metafora. Dodatkowo Visser dzięki charakterystycznemu akcentowi i częstym szeptaniu, nadaje klimatu piosenkom. Ta para ma, chciałoby się znowu rzec „charakterystyczny” akcent, co tłumaczą na podstawie nazwy swojej formacji w intro.
Fok Julle Naaiers w remiksie niezbyt się udał. Początek jest nudny, później zaczyna się typowa techniawa. Całość ratuje Ninja i jego rap. Chciałem natomiast zwrócić uwagę na zakończenie FJN, które stanowi jakoby integralną część z I Don’t Care. Podoba mi się takie połączenie. Wtedy dwa utwory, brzmią jak jeden, spójny kawałek.
Die Antwoord mixtapem narobili mi chrapki na nową płytę. Odświeżone wersje starych piosenek są dobre. Trochę za dużo interludów, rozmów, a za mało muzyki. Jeżeli nadchodzące wydawnictwo będzie w takich klimatach, jak nowe piosenki, a wszystko na to wskazuje, że tak – to zapowiada się interesująco.

