Shura – Nothing’s Real (2016), recenzja Pawła Markiewicza

1
169

Mamy rok 2016 XXI-go wieku, a na rynku muzycznym pojawia się płyta wyjęta z lat 80. Shura cofa się do lat, w których się urodziła i dorastała przy twórczości Prince’a i Madonny. Artystka zainspirowana tą muzyką, postanowiła nagrać własny materiał opierający się na brzmieniach charakterystycznych dla tamtego okresu.

Pomimo, że w latach 70. a tym bardziej 80. nie było mnie na świecie, to nigdy nie korciło mnie do tego, by odkryć od środka jak brzmiała tamta muzyka i czym szczególnym się charakteryzowała. Brzmień charakterystycznych dla lat 80. dostarczyła mi młoda, zdolna Brytyjka, która nazywa się Alexandra Lilah Denton, ale Wam pewnie będzie znana jako Shura.

To jedna z najskromniejszych osób na rynku muzycznym, która dodatkowo wyposażona jest w przesłodki wokal. Naprawdę, bardziej uroczego głosu jeszcze nigdy nie słyszałem. Artystka pomimo słabej rozpoznawalności współpracowała z najlepszymi producentami i songwriterami. Współpracowała, ponieważ 3/4 tekstów pochodzi spod jej pióra, podobnie jak produkcja. Na liście pomagierów znajdziemy Joela Potta, który współtworzył płytę Jamesa Bay’a i Grega Kurstina (artysta odpowiadający za światowy przebój AdeleHello).

Fani, jak i przypadkowi słuchacze wiedzieli jak będzie brzmiał debiutancki album Shury. Przed wydaniem krążka wokalistka zdążyła opublikować 7 z 13 utworów. Wszystko to było spowodowane długą pracą nad wydawnictwem, ale finalny efekt na pewno to zrewanżował.

Pierwsza płyta Shury to lata 70. i 80. Klimaty electropopu i dancepopu są tutaj mocno odczuwalne. Proste, minimalistyczne teksty – mniej znaczy więcej. Perfekcyjna produkcja i przeważające szybkie, taneczne tempo. Brzmienia są interesujące, chociaż czasami zlewają się w jedną całość. Na szczęście na płycie znalazł się interlude (ii) – krótka rozmowa Shury z bratem.

Przeważają tu kompozycje taneczne, które w tamtych latach podbijałyby wszystkie dyskoteki. Już przy pierwszym, tytułowym utworze niemożliwym jest, żeby nasza nóżka czy bioderko nie poruszało się w rytm muzyki. W tym wszystkim mocno odczuwalny jest syntezator, który jest podstawą każdego utworu. Alexandra fajnie pokombinowała i zrobiła fajne przejście pomiędzy nostalgicznym, chillowym Kidz 'n’ Stuff, a dynamicznym Indecision. Końcówka K’n’S to początek Indecision. Brzmi jak jeden długi utwór, a to dwie zupełnie inne piosenki. Niezły myk producencki, rzadko spotykany.

Never thought I’d be stuck in this bed
With a cheap clock ticking above my head
One for me, one for you, one for them
Oh, what you looking at?
Somebody get me out of this dress
I’m a dead girl walking
And I need medicine

Zapewne znaliście już wcześniej Touch i 2Shy. To dwa największe hity Shury, które zaprosiły mnie w świat brytyjskiej wokalistki. Dziękuje za zaproszenie, chętnie zostanę dłużej. Dwie stonowane, nostalgiczne kompozycje, które wprowadzają w pewnym stopniu w stan hipnozy i potrafią wyciszyć słuchacza. Spokojna melodia połączona z dość obojętnym głosem i ładnym tekstem brzmią fantastycznie. Pomimo jednolitości nie ma tu mowy o nudzie.

Teksty są proste, ale mają w sobie coś magicznego. Typowe dla introwertycznej osobowości, jaką posiada Alexandra. Słowa powstały na podstawie przeżyć wokalistki w okresie dorastania. Właśnie za ich pomocą artystka zamyka pewien etap w swoim życiu. Nieważne czy jesteście introwertykami, czy ekstrawertykami – pióro Shury na pewno przypadnie Wam do gustu.

Your language got me tongue tied
Do you mind if we speak mine?
Is there some place we can go hide?
We wanna but we’re too shy

Płytę zamykają dwie 10-minutowe kompozycje. Ostatnie The Spaces Tape, to podsumowanie wydawnictwa, znajdą się tam fragmenty słów wyrwane z piosenek zawartych na albumie. Przeważa tam instrumental z okrojonym wkładem głosu Shury, który został ciekawie zmodyfikowany.

Całe wydawnictwo Nothing’s Real najlepiej podsumowują słowa mamy wokalistki: „…it gets better with every listen…

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.