Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji już od samego początku wzbudzał wśród polskich widzów ogromne emocje. Zaczynając od wolnej ręki w wyborze naszego reprezentanta, przez zagraniczne selekcje nierzadko docierające do nas głośnym echem i towarzyszący im napływ informacji, których przekazywane skrawki momentami znosiło w złym kierunku niczym zabawa w głuchy telefon. I tak aż po miesiącach przygotowań i trzech emocjonujących wieczorach wszystko stało się jasne – Jamala zatriumfowała na scenie w Sztokholmie, po czym w ukłonie dla europejskiej publiczności wydała swój pierwszy międzynarodowy album współdzielący tytuł ze zwycięską piosenką 1944.
Twórczość i wokalne możliwości Jamali miałam okazję poznać blisko dekadę przed tegoroczną euforią eurowizyjną. Pierwsze spotkanie nastąpiło w momencie, który intensywnie wpłynął na rozwój jej kariery. Mianowicie podczas festiwalu Novaya Volna, który odbywał się w łotewskiej Jurmali. Międzynarodowe wydarzenie przez lata gościło w Europie (obecnie w rosyjskim Soczi) nie tylko największe gwiazdy rosyjskiej i ukraińskiej sceny muzycznej, ale również wiele młodych obiecujących talentów z całego świata. To podczas tego wydarzenia Marina Łuczenko zdobyła wyróżnienie z rąk samej Ałły Pugaczowej. Na tych samych deskach amfiteatru Dzintari w 2009 roku wystąpiła również obecna wokalistka zespołu Łzy, Sara Chmiel. Jedną z jej konkurentek była Jamala, która w trakcie trzech występów swym charyzmatycznym głosem, artystyczną wrażliwością i energią oczarowała jury i zdeklasowała pozostałych uczestników. Po zwycięstwie występowała na wielu koncertach w całej Europie, a nagranie debiutanckiego albumu było kwestią krótkiej chwili. W tym samym czasie wokalistka próbowała przejść przez etap krajowych eliminacji do 56. edycji Eurowizji w 2011 roku z całkowitym przeciwieństwem 1944, utworem Smile.

Ukraina od lat zasługuje na miano jednego z najsilniejszych uczestników Eurowizji a ich mocną stroną są występy z udziałem nie tylko pięknych, ale także utalentowanych kobiet. Maratońskie i niezwykle emocjonalne zarówno dla uczestniczących artystów jak i ich fanów, wybory tegorocznego ukraińskiego reprezentanta obserwowałam od samego początku. Mimo, że trójka moich faworytów miała nieco inną kolejność (pierwsze dwa miejsca przyznałabym nowoczesnej grupie The Hardkiss i wokalnie zaskakującym dziewczynom z duetu NeAngely), Jamala zamykała podium – czułam, że to ona dostanie bilet do Sztokholmu i spowoduje niemałe zamieszanie. W odpowiedzi na prowokowane konflikty przez osoby trzecie, tudzież mocno zaangażowane politycznie – wspomnę jedynie, że podczas finału rosyjscy widzowie przed telewizorem przyznali ukraińskiej reprezentantce drugie miejsce, natomiast ojczyzna Jamali zadecydowała, że na wymarzoną statuetkę zwycięzcy Eurowizji zasługuje reprezentant Rosji. To byłoby na tyle w kwestii toczenia domniemanej wojny na polu muzycznym.
Album 1944 oferuje dwanaście kompozycji, w tym dziewięć śpiewanych po angielskiu i trzy w ojczystym języku wokalistki. Całość przybrała kształt umiejętnie połączonego popu, jazzu, niebanalnej elektroniki z wyrazistymi elementami soulu i inspiracją tradycyjnym brzmieniem folku. Natomiast drum’n’bassowym rytmem wita nas singlowe 1944 i od razu zaznaczam, że nie jest to w moim odczuciu najlepsza pozycja na płycie. Formą wydawnictwa mogą być zawiedzeni słuchacze Jamalii o dłuższym stażu, bowiem większość numerów mają już swoje miejsce we wcześniejszym dorobku studyjnym wokalistki. Minimalistyczne I’m Like a Bird hipnotyzuje dźwiękami jazzu skrzyżowanego z r&b podobnie jak My Lover, które dodatkowo wnosi elementy delikatnej elektroniki. Podczas lat poszukiwań swojego brzmienia i repertuaru, Jamala smakowała różnych gatunków i kombinacji dźwięków, co jedynie w niewielkim stopniu jest odczuwalne na składankowej formie 1944. Nie zmieniają tego Watch Over Me, czy Drifting Apart. Jednak najbardziej zawiodłam się na doborze ukraińskich numerów (najwyraźniej dla zmylenia słuchaczy na liście utworów zostały zatytułowane po angielsku). Подих, Шлях до дому i Очима to seria wydanych singli z 2015 roku przy okazji premiery albumu Подих. Piosenki być może wywołają pozytywne wrażenie przy pierwszym odsłuchu albumu, niekoniecznie przy kolejnym. Z miejsca podnosi funkowe I Hate Love, które uosabia istotę niepowtarzalnego głosu artystki – Tak, to nie Gaga. To ona, Jamala! Dostojnie prezentuje się także Thank You z gospelowym wyczuciem. Organy zagrały tu główną rolę i wysokie dźwięki wokalu w towarzystwie chórku. Nie można pominąć klubowego Perfect Man oraz You’ve Got Me, gdzie Jamala daje się ponieść melodii i wokalnym improwizacjom. Jest rytmicznie, świeżo i radośnie – tak wypadałoby określić erę przed Подих i nostalgicznym 1944.
Obecny punkt w którym znajduje się Jamala to przede wszystkim inspiracja wchłanianymi przez lata różnorodnymi dźwiękami kultur świata, poznawaniem nowych instrumentów, dźwięków i połączeń. 1944 po części to odzwierciedla. Solidna konstrukcja elektroniczno-popowych i soulowych utworów zarówno od strony technicznej jak i emocjonalnej ma tu swoje miejsce. Jedyny zarzut z mojej strony to nieugięta monotonność. W większości kompozycji słychać bezpieczną zachowawczość, brakuje rozwinięcia – momentu, który sprawiłby, że wkrótce zatęsknię za płytą. Biorąc jednak pod uwagę istotny fakt, iż jest to zbiór uznanych przez Jamalę, najlepszych utworów towarzyszących jej przez ostatnie kilka lat, wiążę spore oczekiwana w związku z kolejnym, premierowym materiałem od artystki.


Tego się nie da przecież słuchać. xD ;/
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.