Wiosenna ofensywa koncertowa powoli dobiega końca. Zanim to jednak nastąpi czeka nas jeszcze kilka z nich. Jednym z nich było wyjątkowe wydarzenie – koncert z piosenkami nieżyjącej już Whitney Houston. Działo się!
Nie ma już wśród nas wielu znanych artystów tego świata. Do nieba poszli już Michael Jackson, David Bowie czy Prince. Wśród nich jest też Whitney Houston, która wielką artystką była i jest to fakt niezaprzeczalny. Zostawiła po sobie kilka płyt, kilkadziesiąt utworów, wśród których wiele zostało już wpisanych w kanon historii muzyki. Jestem przekonany, że jej muzyka wciąż będzie wśród nas.
Jedną z form popularyzacji pamięci nieżyjących artystów są koncerty. Szczerze jednak powiem, że często się ich obawiam, bo nie są jakoś wybitnie przygotowane i pozostawiają wiele do życzenia. Czasami mam wrażenie, że nie zostały do końca przemyślane i nie uchwyciły legendy danego artysty. Toruński koncert z piosenkami Whitney Houston w formie symfonicznej pozytywnie mnie jednak zaskoczył. Czułem niedosyt, ale to ze względu na to, że chciałem jeszcze więcej i dłużej. Choć artyści grali i śpiewali około dwóch godzin, czułem jakby to trwało chwilę. Było płynnie, pięknie, z pokazaniem tego, co Whitney zostawiła nam po sobie. Brawo!
Na scenie usłyszeliśmy kilkanaście przebojów zmarłej wokalistki, zarówno tych największych jak i tych mniej znanych dla przeciętnego słuchacza. Usłyszeliśmy How Will I Know, I Have Nothing, All The Man That I Need czy My Love is Your Love. Z ostatniej płyty pojawiło się wykonanie Million Dollar Bill. Wykonała je bardzo utalentowana Hania Stach, obdarzona przepięknym głosem. Mocnym, w balladach łagodnym, barwnym, przesyconym emocjami, nie zwalniającym ani na chwilę. To był jej wielki atut. Nie próbowała naśladować wokalistki, ona po prostu zaśpiewała je tak jak czuje. Wielkie brawa należą się dla muzyków. To, co zrobili podczas tego wieczoru było wybitne. Połączony zespół Hani wraz z muzykami Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej brzmiał fantastycznie i nie słodzę tu bez powodu. To nie były zwykłe wykonania utworów. To były specjalne aranżacje, często wręcz wirtuozerskie.
Najlepsze momenty wieczoru? Było ich wiele. Mi szczególnie przypadło do gustu wykonanie Greatest Love Of All. Moja ulubiona kompozycja Whitney została zaśpiewa i zagrana tak, że nie powstydziłaby się tego sama wokalistka. Publiczności natomiast bardzo podobało się I Will Always Love You z owacjami na stojąco oraz I Wanna Dance With Somebody. Ludzie wstali, śpiewali, bawili się, w końcu! Takich momentów było mało, ludzie woleli siedzieć i słuchać, co dla mnie i towarzyszącej mi osoby, było zdarzeniem dziwnym.
Jeśli na swojej drodze spotkacie kiedyś Hanię Stach, to wybierzcie się na jej koncert. Jeśli natomiast macie okazję pojawić się w Toruniu, to posłuchajcie naszej Orkiestry Symfonicznej. W obu przypadkach – warto!
P.S. Whitney, We Will Always Love You…


