Alicja Janosz – RetroNowa (2016), recenzja Beaty Prętnickiej

0
355
fot. Marek Maziarz BTW photographers

Alicji Janosz nie trzeba jakoś specjalnie przedstawiać. Każdy kto śledzi zmagania w talent shows wie, że była pierwszą zwyciężczynią tego typu programu. Idę jednak o zakład, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, że wokalistka miesiąc temu wydała trzecią w swojej karierze płytę. Pojęcie Supernowej, kojarzy nam się bardziej z astronomią, z czymś co jest pasjonujące. Być może tym tropem trzeba iść, by zrozumieć znaczenie materiału zamieszczonego na RetroNowej?

Programy typu talent show mają to do siebie, że tam oprócz talentu trzeba mieć również pewnego rodzaju przebojowość lub też inny czynnik, który pozwoli przetrwać i w późniejszym czasie zdobyć sympatię słuchaczy. Wróćmy jednak do czasów, kiedy w polskiej telewizji po raz pierwszy sięgnięto po tego rodzaju format. 2002 to rok, w którym zadebiutował Idol, który obok Szansy na Sukces dawał wówczas realną szansę na zaistnienie. Pierwszą edycję wygrała właśnie Alicja Janosz. Sukces 16-latki przetarł szlaki późniejszym programom typu The Voice, Must Be The Music czy X-Factor. Można zastanawiać się, dlaczego artystka nie wykorzystała w pełni szansy danej przez los?

Po przesłuchaniu jej debiutanckiej płyty Ala Janosz, którą promowała słynną jajecznicą zaserwowaną przez Patrycję Kosiarkiewicz wysuwają się pewne wnioski. Ciężko nazwać nawet to wszystko popowym materiałem, gdyż nawet się to do radia nie nadaje – i to wcale nie z powodu niestandardowości typu Granda Moniki Brodki. Przypadek albumu-debiutu młodziutkiej wówczas wokalistki jest doskonałym przykładem na to, jak nie zaczynać kariery muzycznej – materiał nadawał się właściwie do… niczego i nawet nachalna promocja w Telewizji Polsat mu nie pomogła. Wprost przeciwnie – pogorszyła całą sprawę.

Właściwie od tamtego momentu wokalistka poszukiwała swojego JA w muzyce. Ten proces w większości przypadków jest trudny i żmudny. Dawid Podsiadło od początku miał pomysł na siebie i nie zważając na innych, konsekwentnie wraz z Bogdanem Kondrackim swoją wizję realizował. Błędem Alicji Janosz było poddanie się woli wytwórni, dzięki której dostała gotowe piosenki, które musiała tylko zaśpiewać. Z jednej strony można takie postępowanie zrozumieć – artystka była młodziutka, wzięła się właściwie znikąd, a Idol był jej pierwszym większym sukcesem (w 1999 roku wygrała odcinek Szansy na Sukces z Kayah). Z drugiej, była to z pewnością jej lekcja życia, a artystyczną pracę domową odrobiła już przy następnym albumie Vintage.

RetroNowa to kolejna muzyczna podróż pani Janosz. Gdy słucha się tej płyty, masz wrażenie, że jest niedzisiejsza. To klimaty lat sześćdziesiątych, dzięki którym odnieśli już sukces tacy artyści jak Mikromusic, Marcelina czy Ania Rusowicz. Wszystkie wokalistki łączy kilka cech: lekkość w śpiewaniu, chwilami skupienie oraz charakterystyczna maniera wykonywania utworu. Wystarczy spojrzeć na pierwszy z brzegu przykład, jakim chociażby jest numer otwierający album. Byleby zdążyć w refrenie pod względem melodycznym przypomina poczynania Indili w najbardziej rozpoznawalnym francuskim kawałkiem ostatnich czasów, czyli Dernière Danse. Dalszy aranż oraz wokal Alicji wraz z różnymi innymi ozdobnikami w postaci chociażby chórku (gdzie również jest Alicja – ot taka ciekawostka!) sprawia, że Byleby zdążyć słucha się niezwykle przyjemnie. Gdy przychodzi noc, singiel promujący płytę jest z kolei pewnego rodzaju prowokacją dla stacji radiowych. To pewnego rodzaju wiadomość dla słuchaczy, którą wokalistka stara się wysyłać już przy okazji Vintage: to jestem JA, a to jest wreszcie moja muzyka. Zdefiniowałam się od nowa, proszę – poznajcie mnie. Wysoka jakość nagrań, niebanalne teksty w połączeniu z bardziej kobiecym głosem (pierwiastek dziewczęcego wdzięku jest nadal obecny, lecz jakby mniej) powoduje, że płyty chce się słuchać naprawdę bez końca.

Muzykę retro charakteryzowały romantyczne teksty, wykonywane przy akompaniamencie instumentów dętych, instrumentów klawiszowych. Gdy się ją słyszy ma się wrażenie, że jest się wśród osób tańczących w wielkiej sali balowej. A przede wszystkim, ma się wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. By zrozumieć, co mam na myśli, wystarczy zamknąć oczy i posłuchać przykładowo utworu Choć raz. Sporą niespodzianką na tym albumie jest również kawałek Wiem. Powodem mojego zaskoczenia był głos dawno niesłyszanego Kuby Kęsego, laureata drugiego miejsca w trzeciej edycji Idola (tak, w tej samej co wygrała Monika Brodka).

RetroNowa jest na pewno bardzo dobrym albumem, może nawet o niebo lepsze od poprzednika. Osobiście, bardzo cieszę się z faktu, że żyjemy w czasach, kiedy artyści mogą pokazywać na co ich naprawdę stać. Nie jest łatwo postawić na swoim, jeżeli chodzi o pomysł, nie tylko pod względem szukania odpowiedniego wydawcy. Alicja Janosz kolejny raz udowadnia, że można znaleźć swoje muzyczne eldorado, w którym bardzo dobrze muzycznie się czuje. Ba, można konsekwentnie realizować swoją wizję, nie patrząc na kwestie finansowe czy też na to, żeby płyta się bardzo dobrze sprzedawała – chociaż fakt, chciałabym, żeby albumy takie jak ten znalazły jak największe grono odbiorców. Chciałabym, by sam artysta czuł się muzycznie spełniony i zrealizowany, a słuchacze mieli chęć odkrywania czegoś nowego. Mniej więcej w takiej postaci jak SuperNowa w wersji Retro.