Ania Szarmach – Shades Of Love (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

Na piękne dźwięki płynące z nowych albumów zawsze warto czekać. Po 4 latach od premiery Pozytywki, Ania Szarmach wydała Shades Of Love. Płytę, która jest zdecydowanie odmienna od swoich poprzedniczek, a tym samym wzniosła twórczość Sharmi na znacznie wyższy poziom.

Shades Of Love rozpoczyna singlowy utwór Rolling Stones. Od pierwszych dźwięków słyszymy, że album jest inny niż dotychczasowe dzieła artystki. W nastrój kompozycji wprowadza nas nadal niezwykle czarujący wokal Ani, wsparty rytmem nadawanym przez perkusję oraz delikatnymi dźwiękami piana. W utworze swój udział ma również Frank McComb, z którym Sharmi współpracowała już niejednokrotnie. Później pojawia się utwór Gaze. Soulowa kompozycja, gdzie smaku nadaje elektronika, po której Ania płynie swoim, w tym przypadku, delikatnym wokalem. Jest to kolejny utwór, który utwierdza słuchacza, że Shades Of Love jest płytą dojrzalszą od poprzednich wydawnictw. Następnie z albumu płyną dźwięki By Your Side. Utwór spokojniejszy od mocnego Gaze. Tytułowe Shades Of Love od początku czarują głosem Ani wysuwającym się na pierwszy plan utworu. Po głównej części kompozycji pojawia się męski głos opowiadający, czym dokładnie są cienie miłości. Słowa ta pomagają zrozumieć sens całego albumu.

Walkin’ jest typowym soulowym utworem, z dobrą melodią i ciekawą harmonią muzyki. Jednak uwagę przykuwa tutaj doskonałe brzmienie saksofonu. Kompozycja Kef spokojniejsza w zwrotkach rozbudza słuchacza podczas mocniejszego, bardziej dynamicznego refrenu. W tym momencie płyty docieramy do najmniej oczywistego utworu na Shades Of Love. Witch wyjęte z kompletnie innej bajki, zarówno kompozycyjnie jak i brzmieniowo sprawia, że delikatny wyraz płyty zmienia się o 180 stopni. Niemal plemienne dźwięki refrenu zaskakują jeszcze bardziej. Ania pokazuje w nim swoją bardziej drapieżną i dziką stronę, a jest ona bezwzględnie tak samo dobra. After War sprowadza nas z powrotem w dźwięki soulu i r&b. Utwór spokojny, bez szczególnie zauważalnych zmian tempa wtapia się gdzieś w tło całego albumu.

Ostatnią czwórkę otwiera znów zaskakujące City Of Music. Po raz kolejny można powiedzieć WOW! Utwór o bardziej żywej melodii. Można by powiedzieć, że kompozycja niczym nie odbiega od najlepszych amerykańskich kawałków r&b. Not Gonna Stop utrzymane jest w podobnym charakterze. Ciekawym momentem jest końcówka utworu z bardzo dobrym solo klawiszy. Docierając do końca płyty słyszymy dwie delikatne ballady. Kompozycja Kiss Me jest urzeczywistnieniem sensualności płynącej z muzyki. Swój udział w utworze ma Adam Bałdych, którego skrzypce nadały całości większego wyrazu, a także idealnie budują nastrój. Gdzie Jest Ta Miłość jest jedynym polskojęzycznym utworem na Shades Of Love. Słuchając go można na chwilę powrócić do starszych kompozycji Ani i przypomnieć sobie o pięknie delikatności jej wokalu, który brzmi pięknie nawet w akompaniamencie jednego instrumentu.

Po odsłuchaniu albumu nie można nie zwrócić uwagi na jego bardzo dobre brzmienie. Za jakość produkcji Shades Of Love odpowiadał Chris Athens. Jednak ukłony należą się również kompozytorom płyty, samej Ani, a także Maciejowi „Envee” Golińskiemu oraz Grzegorzowi „Jabco” Jabłońskiemu, który wzbogaca każdy utwór o melodyjne i zawsze trafione w punkt dźwięki klawiszy. Zarówno pod względem kompozycji jak i jakości brzmienia płyta jest naprawdę bardzo dobra. Wydaje mi się, że jeśli Ania nadal będzie szła drogą, którą wskazało jej Shades Of Love, to kolejne albumy będą jeszcze bardziej godne uwagi.

Czytaj również