Kocham Skandynawię, a dokładniej artystów pochodzących z tego regionu. W tamtejszej muzyce jest coś tak świeżego, że nie mogę się oprzeć. Ich podejście do tworzenia zawsze bezpośrednio wpływa na znakomitą muzykę. Było tak z MØ, Elliphant, Röyksopp i Robyn. Ci wszyscy artyści to prawdziwi mistrzowie tworzenia współczesnego synthpopu z elektronicznymi dodatkami. Przy czym każdy z nich jest kompletnie inny i oryginalny. A kiedy myślałem, że już lepiej być nie może, przyszedł czas na Aurorę i jej przyjacielskie demony.
Aurora pojawiła się tak naprawdę znikąd. A świat pokochał ją tak nagle. Wszystko dzięki kompozycji Runaway, która chwilę po premierze zdobyła duże grono fanów. Ja też należałem do tej grupy. Aurora zachwyciła mnie swoim niewinnym, ale mocnym wokalem. Po pierwszych sukcesach artystka nie próżnowała i postanowiła odwiedzić część europejskich miast. Potem przyszedł czas na wypuszczenie w świat jej debiutanckiego albumu All My Demons Getting Me as a Friend.
Stało się. 11 marca był wielkim dniem dla Aurory. Musiała ona bowiem sprostać oczekiwaniom całego świata. Co według mnie udało się wykonać. Debiutanckie wydawnictwo norweskiej artystki to niezwykle orzeźwiające dzieło. Od tego albumu czuć chłód prawdziwej północy, ale wszystko łagodzi nam delikatny wokal artystki. Wydaje mi się, że ten krążek jest przepełniony kontrastami. Raz słyszymy coś szalenie delikatnego, po czym przychodzi czas na mroźne kompozycje pełne gniewu. A co najbardziej pochłonęło moje serce?
Wybieram gniew. Aurora wspaniale sprawdza się w mocnych i lekko agresywnych warunkach. Jej głos ma ogromną wymowę, a w połączeniu z dobrą melodią to prawdziwa uczta dla uszu. Utwory oparte właśnie na tych schematach spodobały mi się najbardziej. Za coś kompletnie fenomenalnego uznaje piosenkę Under The Water. Kompozycja zaczyna się ekstremalnie skromnie, ale za rogiem tych dźwięków już czai się prawdziwa bomba. Owy utwór przepełniony jest bogatą warstwą instrumentalną. Od samego początku zachwycałem się również Running with the Wolves. I tak też zostało przy odsłuchu całej historii stworzonej przez Aurorę. Moją ogromną miłość zdobył też utwór Murder Song. Myślałem, że będą to kolejne dźwięki z morza ballad. Na szczęście pomyliłem się. A wstawki rodem z muzyki hinduskiej to kolejny cud świata. Na zakończenie ukazała mi się kompozycja Black Water Lilies, która pokazuje jak Aurora świetnie brzmi w lekko elektronicznych dźwiękach. Wysokie partie wokalowe brzmią wręcz anielsko.
Co najbardziej zaszokowało mnie w wydawnictwie All My Demons Getting Me as a Friend? Otóż są to ballady i ich ilość. Jeszcze kilka dni temu nie pomyślałbym, że Aurora będzie autorką tylu melancholijnych czy powolnych utworów. A tak naprawdę jej debiutancki album w dużej większości składa się z tego typu kompozycji, co oczywiście nie jest niczym złym. Jednak w niektórych przypadkach to zdecydowanie nie dla mnie. Po prostu tego nie czuję. Wiadomo są większe i mniejsze plusy takiej estetyki. Uważam, że Aurora ma predyspozycje do bycia bardziej stanowczą.
Jak już wielokrotnie wspomniałem Aurora ma świetne warunki. Jej głos to ogromnie elastyczny instrument, co zresztą udowodniła na swoim debiutanckim albumie. Słychać, jak łatwo jest jej dostosować się do skrajnie różnych brzmień. Niektórzy powiedzą, że większość kompozycji na tym albumie nie wymagają warsztatu wokalnego. Otóż nie. Muzykę popową trzeba przede wszystkim zaśpiewać. A w tej roli Aurora sprawdza się znakomicie.
Potencjał. Tylko o tym myślałem słuchając tego albumu. Nie bałem się też, że coś nie wyjdzie na tym wydawnictwie. Wierzyłem w tą artystkę od początki i nie zawiodłem się, choć album ma swoje minusy, które giną wśród wspaniałych kompozycji. Cóż tu więcej pisać. Każdy chciałby mieć taki debiut. Wracam do słuchania All My Demons Getting Me as a Friend.


