Jak to jest, że ludzie tak bardzo lubią oceniać wszystko po przysłowiowej okładce? Przecież parafrazując jeden z klasyków światowego kina: 'Nowa płyta jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi’. Natura ludzka jest chyba jednak silniejsza, zatem słowa Diox i recenzja w jednym zdaniu mogą wielu zniechęcić – resztę zapraszam do tekstu na temat najnowszego dzieła rapera.
Na początek jednak mała dygresja celem wyjaśnienia ostatniego zdania ze wstępu. Nie jest tajemnicą, że Diox jest ostatnimi czasy obiektem ataków licznej grupy zwanej hejterami. Na szczęście zjawisko to nie wychodzi poza ramy Internetu, gdyż sam zainteresowany w jednym z wywiadów potwierdził, że na ulicy zwyczajnie boją się oni do niego podejść i powiedzieć mu to, co tak ochoczo wypisują na przeróżnych portalach. Jednak może być do sprawa dość deprymująca, dlatego teraz warto oddzielić ziarno od plew i sprawdzić, czy ów hejt jest chociaż w pewnym stopniu krytyką.
Celowo rozróżniłem tutaj te dwa słowa, bowiem pewnie każdy z Was czuje różnicę i wie, że za tym pierwszym stoi bezcelowa ideologia, a drugie jest czasem motorem napędowym ciekawych projektów. Wracając jednak do meritum, czyli do Nowego Testamentu, to chciałbym przede wszystkim znaleźć parę newralgicznych punktów, które mogłyby razić osoby krytykujące, a które to raziły i mnie samego. Nie obędzie się także bez pochwał, bo i na nie ten album sobie zasłużył.
Zacznę może od średniej wg mnie warstwy muzycznej wydawnictwa. Póki co mam tu na myśli całokształt, a poszczególne 'smaczki’ przedstawię jeszcze poniżej. Muzyka zawarta na Nowym Testamencie znacząco odbiega od tego, co mogliśmy usłyszeć na Logice Gry i Backstage’u. Po drodze do najnowszej płyty były jeszcze 7 minut po śmierci, które było próbą mieszania korzeni i nowego brzmienia, oraz wspólny album z Tedem i Sir Michem w ramach projektu Potwierdzone Info – w moim odczuciu zakończonego najgorszą płytą w dyskografii Dioxa, czyli Przypadek? #niesondze. Uzbierało się tego sporo, więc i zrozumiałym wydaje się pójście w stronę eksperymentów muzycznych. W jakim procencie się one udały? Kwestia gustu. Jednak moim zdaniem uliczne brzmienie bije na głowę elektroniczne bajery.
Następnym kamyczkiem do ogródka Nowego Testamentu jest ten mało udany pomysł z modulacją wokalu w pewnych piosenkach. Sztandarowym przykładem jest kawałek Supafresh, który dodatkowo został wybrany jako pierwszy singiel promujący płytę i mógł w znacznym stopniu zrazić sporą liczbę słuchaczy do sprawdzenia dalszych poczynań w związku z wydaniem tego wydawnictwa. Sam Diox nie wypadł w nim najgorzej, jednak CebulCebs zaprezentował wręcz żenujący poziom. Sama idea melodycznego refrenu jest co prawda godna pochwały, bo robią one robotę na koncertach (jak chociażby w przypadku VNM’a), jednak samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia.
Było nieco o muzyce, to teraz czas na teksty. Tutaj też niestety więcej minusów niż plusów, a to za sprawą sporej monotematyczności. Hajs, pieniądze, siano, forsa, cash (kesz)… to głównie przewija się przez całą płytę. To męczy, trochę drażni, ale przede wszystkim po pewnym czasie nudzi. Skoro cała płyta jest supafresh, to czuję się trochę oszukany jeżeli chodzi o teksty. A przynajmniej ich większość, bo jest też coś, co zasługuje na pochwałę.
To przede wszystkim słowa do piosenek Ogień, Karma, Hot32 i Pytania. Pierwsze dwa są naprawdę świeżym powiewem Dioxa, gdyż przy okazji ich odsłuchu, nie przyszło mi na myśl żadne skojarzenie z poprzednią twórczością rapera, ani z twórczością kogokolwiek innego. Co do Hot32, będącego chyba przedłużeniem akcji Hot16challange (gdzie swoją drogą Diox dał jedną z lepszych zwrotek w całej zabawie), to świetnie prezentuje się tutaj flow artysty, co w połączeniu z dynamicznym tekstem i niebanalnymi wstawkami budującymi różne przenośnie, tworzy naprawdę kawał dobrej muzyki. Natomiast odnośnie Pytań, to nie otrzymujemy tutaj wprawdzie wielu fajerwerków, gdyż w trakcie słuchania momentalnie na myśl przyszły mi dwie pierwsze solowe płyty Patryka, jednak nie jest to kalka 1:1. Coś w starym stylu, jednak w nowej oprawie – ciekawe rozwiązanie.
Ostatnia rzecz, jaka utkwiła mi w pamięci po słuchaniu Nowego Testamentu, to niezwykły dystans do siebie rapera. Widać to zarówno po kawałku Hot32 (chodzi głównie o teledysk), jak i chociażby #david_beckham. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wspomniana w początkowych fragmentach tekstu fala hejterów zalewająca klipy na YouTube. Przez takie zachowanie sam Diox poniekąd naraża się na dodatkową nienawiść, ale jest to chyba z jego strony działanie przemyślane i celowe. Wszak Wie on doskonale, że z hejtem i tak nie wygra, ale może za to dzięki niemu coś wygrać – nowych fanów. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, zatem szacunek za odwagę, szacunek za płytę i szacunek za dystans. Haters gonna hate.



