Dzisiaj po pięć swoich utworów prezentują Wam Paweł Markiewicz, Zuzanna Janicka i… Naczelny! Sprawdźcie, co aktualnie gra nam w głowach. A co Wam gra?
Zuzanna Janicka
Madonna – Promise to Try
Lubię takie momenty, kiedy słucham płyty, którą znam od dawna, i nagle odkrywam jej nowe walory. A konkretniej w tym przypadku jeden walor – utwór Promise to Try znajdujący się na Like a Prayer. To prosta, ale niezwykle poruszająca kompozycja, w której Madonna opowiada o śmierci swojej matki.
Janet Jackson – Got ’til It’s Gone
Jeff Buckley – So Real
Jedna płyta Grace i smutna śmierć. Jeff Buckley mógł być jedną z dzisiejszych największych ikon, ściągającą tysiące fanów na koncerty. Zostały nam po nim świetne piosenki, takie, jak np. So Real, sprawiające wrażenie niedopracowanego utworu, a będące jednym z highlightów albumu. Wszystko to za sprawą surowej i nieco psychodelicznej melodii.
Jake Bugg – Storm Passes Away
Storm Passes Away sprawia wrażenie najbardziej retro nagrania na Shangri La. Ta będąca ukłonem w stronę country piosenka jest lekkim, działającym na wyobraźnię utworem. Gdy go słucham, zawsze przed oczami staje mi Jake ubrany w koszulę w kratę, noszący kapelusz i grający na gitarze na środku kukurydzianego pola.
Foals – A Knife in the Ocean
A Knife in the Ocean to najdłuższa propozycja Foals na tegorocznym albumie What Went Down. Utwór brzmi bardziej klasycznie a mniej efekciarsko. Zespół odpowiednio buduje napięcie, prowadząc nas co i raz do mocnego, pompatycznego refrenu.
Paweł Markiewicz
Buka & Rahim feat. Natalia Nykiel – Obiecuję Ci
O tej kolaboracji słyszałem już wcześniej. Kiedyś Nykiel dodała post na Facebooku, że niedługo usłyszymy wspólny utwór Buki i Rahima z jej gościnnym udziałem. Z czasem zapomniałem o tej wiadomości, aż do 6 października, kiedy to wieczorem na kanale YouTube pojawił się ten utwór wraz z teledyskiem. To co artyści zrobili z tym kawałkiem przechodzi ludzkie pojęcie. Z ciekawości posłuchałem jeszcze wcześniejszych singli Buki & Rahima i myślę, że Obiecuję Ci z Nykiel na featuringu jest najlepszy. A z samą Natalią widzę się w tym tygodniu na koncercie w Lublinie.
Elliphant feat. Big Freedia – Club Now Skunk
O Elliphant w życiu bym pewnie nie usłyszał, gdyby nie występ na ubiegłorocznym Openerze. Teraz nie mogę doczekać się jej nowego albumu, a na nim na pewno będzie się działo, czego świetnym przykładem jest jak na razie ostatni singiel Club Now Skunk. Zalatuje trochę w teledysku, jak i w samym utworze Die Antwoord, ale i tak jest dobrze. Może dzięki Club Now Skunk o Elliphant usłyszy więcej osób, bo artystka tworzy interesujący i dobry pop.
Paloma Faith – The Crazy Ones
Ta kobieta przez całą swoją karierę muzyczną mnie zaskakuje, swoją skromnością, emocjonalnym podejściem do muzyki i przede wszystkim wokalem z bardzo ładnym akcentem. Niedawno Paloma nagrała utwór World in Union, jednak nie przypadł mi on do gustu. Artystka szybko się zrehabilitowała i udostępniła przepiękną piosenkę The Crazy Ones. Mam nadzieję, że wokalistka siedzi w studiu i tworzy materiał na kolejną płytę.
Disclosure feat. Lorde – Magnets
Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak tęskniłem za tą młodą, lecz uzdolnioną wokalistką… Dobrze wiecie, że mówię o Lorde. Dobrze, że wróciła jednak jak na razie tylko na featuringu, który możemy usłyszeć na Caracalu Disclosure. Zawsze lepsze to niż nic. A no i bym zapomniał, jeden z najlepszych utworów na płycie brytyjskiego duetu, pewnie dlatego, że wielbię Lorde, bo gdyby śpiewał to kto inny, to tak bardzo nie polubiłbym tego kawałka.
Sam Smith – Writing’s On The Wall
Ok. 20 minut zastanawiałem się co dać na koniec mojej listy. Wahałem się pomiędzy Ellą Henderson i Kygo, a Samem Smithem do Bonda, ale jak widzicie wygrał Sam. Bardzo lubię piosenki do filmu Bonda, słychać w nich wyraźne napięcie i narastające emocje, co stało się również w przypadku Writing’s On The Wall. Tak sobie marzę, że może w przyszłości usłyszymy wspólny utwór Adele i Sama Smitha właśnie do tego filmu?
Łukasz Mantiuk
Hurts — Nothing Will Be Bigger Than Us
Najnowszy krążek zespołu Hurts to majstersztyk. Podoba mi się bardzo, każdy utwór ma coś w sobie. Zdecydowanie lepszy od albumu numer dwa, który lekko mnie zawiódł. Faworytem z trzeciego krążka jest numer Nothing Will Be Bigger Than Us. Tak, panowie poszli w mainstream, tak, to takie złe i w ogóle – so what?! Who cares. To ma mi się podobać, a podoba się nieziemsko.
Leona Lewis — Come Alive (Acoustic)
Pisząc recenzję najnowszego krążka Leony Lewis powrócił również na chwilę do jej poprzednich wydawnictw. A tam, niezmiennie urzeka mnie akustyczna wersja Come Alive. Normalna wersja tego utworu również jest znakomita, jednak akustyk to już w ogóle majstersztyk. Tak powinna brzmieć cała płyta!
Christina Aguilera — Blank Page
Do krążka Lotus Christiny Aguilery również lubię wracać. Jest tam wiele bardzo dobrych utworów, po prostu Your Body nie powinno być pierwszym singlem. Inna kampania i inne podejście do tego albumu i można by myśleć o jakimś umiarkowanym sukcesie. Ej, ja chyba powinienem zostać doradcą artystów w wyborze kolejnych singli, right? Hehe.
Selena Gomez – Me & My Girls
Wydawnictwo Seleny Gomez to olbrzymie zaskoczenie. Jest tam kilka koszmarków, ale również kilka znakomitych, dojrzałych utworów. Ale ja nie o nich dziś. Ja o deluxe’owym Me & My Girls. Szalony, inny, dynamiczny, seksowny. Podoba mi się, przecież nie zawsze musimy słuchać wielkich ballad i cudownych produkcji. A to jest fajne, takie zabawne, mocne i w ogóle. Po prostu ENJOY.
Chonabibe feat. Marika – Na Odległość
Kilka tygodni temu pytałem Martę Mrowiec jaki to gatunek prezentuje Chonabibe. Ona powiedziała, że mi się nie spodoba. Niedawno z nudów włączyłem. Kłamała. Spodobało mi się. Szczególnie uwiódł mnie ten utwór, jak również Nie tylko raz czy Ł. Polecam zapoznać się z całym albumem!


