Mark Knopfler – Tracker (2015), recenzja Damiana Mączyńskiego

Któż z nas nie zna takich przebojów jak: Money for Nothing, Walk Of Life czy Sultans of Swing brytyjskiej grupy Dire Straits? Utwory te przyczyniły się do wielkiego sukcesu zespołu, o czym świadczy ilość sprzedanych krążków – 120 milionów egzemplarzy! Lider legendarnego bandu – Mark Knopfler gra dziś muzykę o innej charakterystyce. Era stadionowego grania minęła bezpowrotnie. Niemniej jednak brzmienia gitary, aranżacje i wokal byłego lidera Dire Straits są nadal rozpoznawalne. 17 marca brytyjski muzyk opublikował w wytwórni Universal krążek Tracker. Jest on kolejnym dowodem maestrii gitarzysty.

Najnowszy album Knopflera, Pana grubo po sześćdziesiątce, jest kontynuacją drogi obranej dwadzieścia lat temu. Muzyk wytworzył nisze, w której się znakomicie odnajduje. Warstwa liryczna opiera się na jego wspomnieniach, rozważaniach życiowych, lub jak w Beryl czy Basil, inspirując się postaciami do wyartykułowania swoich poglądów na życie. Mowa tu o Beryl Bainbridge i Basil Bunting. Tracker odsłania bardziej subtelne melodie niż poprzednik – Privateering. Mark ograniczył solówki gitarowe do pastelowych dźwięków, oddających niezliczone emocje. Longplay jest folkowo-bluesowo-rockowym tropicielem rzeczywistości. Za produkcje odpowiedzialni są: sam Mark oraz Guy Fletcher. Gościnnie longplayu udzielili się: Ruth Moody (The Wailin’ Jennys) – wokal, Nigel Hitchcock – saksofon i Phil Cunningham – akordeon.

Na ósmym solowym albumie Marka mamy do czynienia z utworami o typowo balladowej konstrukcji oraz z częścią energiczniejszą, z mocniejszymi rytmami i większą ilością gitary. Otwierający album Laughs And Jokes And Drinks And Smokes to długa, ciągnąca się piosenka o beztroskim czasie, brzmieniowo nawiązująca do szkockiego folku. Basil przypomina klimat Brothers in Arms. Ulotny klimat i powolna solówka Knopflera wprowadzają w świetny nastrój. Podobnie jest dzięki Silver Eagle, przy czym prym tutaj wiodą: keyboard i fortepian. Zbyt usypiające i ckliwe natomiast wydają się: Mighty Man, Light Of Taormina i Wherever I Go, na który istotny wpływ miała Ruth Moody, dodając swoje wokale. W balladach uwypukla się nostalgiczny charakter gitarzysty, mający coś z ducha Pink Floyd.

W kilku kawałkach zamieszczonych na Trackerze można odnaleźć klimaty Dire Straits. Najmocniej słychać to w najlepszym utworze na płycie – Beryl. Żywy rytm, świetna linia wokalna oraz smaczki, jak nienachalne hammondy pod The Animals. Rewelacyjny jest także Broken Bones. Oparty na klaskaniu rytm jest interesujący, cały song aż kipi cudownym vibem. Mocny perkusyjny puls to znak firmowy River Towns. Do tego ciepły i przestrzenny saksofon. Świetny kontrast. Skydiver zaskakuje za to Bitelsowskimi harmoniami. Melodyjny, optymistyczny track. Równie dużo energii i przebojowości dostarcza nam Long Cool Girl.

Album, jak zwykle w przypadku Marka Knopflera, króluje na listach przebojów. Tracker osiągnął pierwsze miejsce na listach przebojów w takich krajach jak: Austria, Belgia, Holandia, Niemcy czy też Dania. W Polsce zadebiutował na trzecim stopniu listy, plasując się tuż za Kękę i Melą Koteluk. I słusznie. Krążek byłego lidera Dire Straits urzeka folkową delikatnością, pastelowymi brzmieniami i cudownym, lekkim klimatem. Co prawda czasem robi się zbyt smętnie i nudno, ale ogólnie rzecz biorąc urokliwie. Z drugiej strony żywsze utwory, jak Beryl, świetnie kontrastują z subtelnymi kawałkami. Album dobry. Pomimo tego, że Mark Knopfler od lat artykułuje słowa i dźwięki w podobny sposób, jego dokonania nadal podobają się słuchaczom. Weteran wiosła nadal czaruje.

mark knopfler

Czytaj również