Grzegorz Turnau – 7 widoków w drodze do Krakowa (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Grzegorz Turnau to jedna z tych person, których nikomu przedstawiać nie trzeba. W przyszłym roku będzie obchodził okrągłe 25-lecie swojej działalności artystycznej – to więcej lat, niż ma niejedno z was! Z całą pewnością wykuł kawał polskiej historii muzycznej. Mimo to wciąż nie przestaje zaskakiwać nowymi pomysłami i rewelacyjnym warsztatem. Pod koniec listopada ukazała się jego 13-ta płyta studyjna, zatytułowana – 7 widoków w drodze do Krakowa. Co na niej znajdziecie?

Album otwiera pełne napięcia Tenczyn (Tamta Epoka). Bazą utworu jest wysoko usytuowana partia oboju, który niespiesznie kręci się wzdłuż blisko ze sobą spokrewnionych nut. Po krótkim prologu pojawia się wokal, niemal idealnie powielający linię instrumentalną. Całość jest przepełniona wewnętrznym napięciem, które uwydatnia swoiste opadanie utworu na pięciolinii.

Singlowa Ledwie Chwila to dla odmiany propozycja dynamiczna, choć nie pozbawiona refleksji. W utworze dominuje obój i kontrabas, których dynamiczna linia melodyczna  niejako napędza również pospieszną linię wokalną. Nie brak tu również pewnej muzycznej swobodnej figlarności, igrania z dźwiękiem. Cały czas mamy wrażenie, że głos stara się doścignąć wciąż uciekającą linię instrumentalną, a to dzięki zagęszczeniu dźwięków w refrenach, gdzie pojedynczej całostce wokalnej odpowiada podwojenie motywu muzycznego tła.

Kolejny utwór – Czerna (Może To Ty I Ja) to melancholijna, kojąca i pełna wdzięku kompozycja. Rozwleczone w czasie, rozleniwione partie oboju w asyście subtelnych i stłumionych instrumentów strunowych – oto baza tego utworu. Nareszcie z tła wyłania się senny, pełen wewnętrznego piękna głos kobiecy, a tuż za nim wokal samego Turnaua. Nierzeczywista, nocna aura dominująca w utworze jest doskonale utrzymywana za pomocą molowej, stonowanej, lecz głęboko przejmującej linii melodycznej. Bardzo podobnie został skonstruowany utwór Sen W Czernej. Jest ospały, powolny, delikatny. Wokal powoli płynie wzdłuż utworu, starając się popchnąć nieznacznie wycofane, pół-senne instrumentarium fortepianowo-dęte. Również w kompozycji Tyniec (Wszystko Płynie) utrzymuje się ten permanentny stan sennej fantazji.

Zmiana wewnętrznej dynamiki zaskakuje nas nieoczekiwanie w Krzeszowice (Wesele). Utwór rozpoczyna się od figlarnej zabawy fortepianem. Wtem z tła wynurza się cały orszak orkiestrowy i oscylujący wokół wysokich rejestrów, pełen splendoru i blasku wokal. W drugiej części utworu powraca urokliwa aura snu. Wokal na chwilę zwalnia, pociągając za sobą całe instrumentarium, lecz za chwilę znów wybucha pełnią barw i emocji.

Kompozycja Dom Stary jest wdzięczna, urokliwa i pełna tej szczególnej melancholii, tryskającej słodyczą i tęsknotą. Subtelna linia wokalna doskonale harmonizuje z rozwleczoną w nieskończonym czasie partią instrumentalną. Nieznaczne przesunięcie wokalu względem sekcji fortepianowo-strunowej wywołuje wrażenie gonitwy za uciekającym dźwiękiem. Ten jednak nieubłaganie brnie naprzód, zostawiając za sobą pełen tęsknoty głos artysty. Chyba jedna z najcudowniejszych kompozycji na całej płycie.

W Korzkiew (Aptekarzowa) mamy do czynienia z prezentacją tej tak bardzo charakterystycznej dla Turnaua zabawy fortepianem i głosem. Partia wokalna zdaje się sprzeczać z instrumentarium. Ten specyficzny efekt został osiągnięty dzięki silnie zdynamizowanej linii instrumentalnej oraz umiejętnym operacjom natężeniem dźwięków, który raz wzrasta w mocy ku fortissimo by, w za chwilę znów wrócić do pianissimo. Wokal na tle tak skonstruowanego utworu wydaje się przybierać postać swoistych linii interferencyjnych, wydaje się dyskutować z całą muzyczną przestrzenią. Bardzo podobnie został skonstruowany utwór Ojców (Maczuga).

Sen W Korzkwi to kolejna ujmująca i obezwładniająca swoim melancholijnym pięknem propozycja. Utwór bazuje na molowej melodii fortepianowej, której powolne, sięgająca w wysokie partie pięciolinii dźwięki nieodmiennie przywodzą na myśl wdzięk nocy. Fortepianowi wtóruje nieco spóźniony względem reszty instrumentarium wokal, dzięki czemu zostaje uwydatniona szczególna, senna, kołysankowa aura kompozycji. Bardzo podobna kreacja prześwieca przez kompozycję Wieśniacze Życie.

Senna atmosferę utrzymuje się w również w utworze Grodzisko (Czym Jest Sen), choć aura wisząca nad kompozycją bliższa jest raczej koszmarowi. Pojawiają się tutaj niepokojące głosy, szepty, linia perkusyjna niepokojąco galopuje. I co prawda kojące instrumenty dęte, utrzymywane w molowych, choć wysokich i stonowanych dźwiękach wydają się nieść ukojenie, lecz tylko po to, by znów zaatakować nas pospiesznym galopem. Całość przepełnia wewnętrzne napięcie i nastrój niepokoju, które dodatkowo są potęgowane poprzez ślizganie się po półtonach.

Zamykający krążek utwór Do Leukonoe to kojąca i pełna wewnętrznego ładu i harmonii kompozycja bazująca głownie na zdecydowanym, głośnym wokalu. Durowe partie instrumentów klawiszowych są pogodne i nie mogę oprzeć się wrażeniu, jak gdyby miały być muzyczną ilustracją do Sonetów Krymskich Mickiewicza, czy wszelkich jasnych, słonecznych i kipiących letnimi kolorami pejzaży. Ujmujący!

Podsumowując zapewne nikogo nie zdziwi, że podobnie jak każda inna płyta Grzegorza Turnaua również i 7 Widoków W Drodze Do Krakowa jest niekwestionowanym majstersztykiem. Jeśli wciąż bronicie się przed mistrzem i wydaje się wam, że jeszcze nie dorośliście do poezji śpiewanej i szerszego instrumentarium, macie szansę podjąć wyzwanie. Najwyższa pora wziąć się w garść i sięgnąć po płytę, bo tak jak już kiedyś pisałam – Grzegorz Turnau to jeden z tych artystów, których po prostu trzeba znać!

grzegorz turnau

Czytaj również