Nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem fanką 3 Doors Down, ale jak większość ludzi, uwielbiam ich niektóre kawałki, na przykład Here Without You czy It’s Not My Time. I właśnie takich kompozycji brakuje mi teraz – takich niezbyt ciężkich rockowych kawałków, nieprzepełnionych elektroniką, ale dobrym graniem. Zasmucił mnie fakt, że ostatni album zespołu to kompilacja największych hitów, bo oznaczało to pewien zastój w tworzeniu nowej muzyki. Ale od paru tygodni na sklepowych półkach widnieje krążek zatytułowany Us And The Night. Czytając dalej, dowiecie się czy według mnie muzyczna przerwa wyszła panom z 3 Doors Down na dobre.
Zespół, który dał się zapamiętać wielu słuchaczom m.in. za sprawą wyżej wspomnianych piosenek, jest doświadczony muzycznie, bowiem ich pierwszy album ukazał się na przełomie wieków – w 2000 roku. Dotychczas muzycy nagrali 7 albumów studyjnych i jeden koncertowy. Pochodzi z nich wiele dobrych, rockowych piosenek, do których miło się wraca. Here Without You to piosenka często wybrzmiewająca w moich słuchawkach w trudnych momentach. Spodziewałam się, że na Us And The Night też będę mogła posłuchać utworów, które zapadną mi w pamięć. Miałam nadzieję, że znajdę piosenki, które do mnie przemówią, sprawią, że będę mieć ciarki. Jednak album nie zrobił na mnie spektakularnego wrażenia. Owszem, jest kilka perełek, których przyjemnie się słucha, lecz moim zdaniem ten krążek nie namiesza zbyt dużo w muzycznym świecie.
Może zacznijmy od plusów w postaci kilku naprawdę wartych uwagi kawałków. Na pierwszy ogień idzie piosenka, od której rozpoczyna się nasza muzyczna przygoda z nowym długogrającym krążkiem 3 Doors Down, czyli The Broken. Co przede wszystkim powinno Was zachęcić do jej przesłuchania, to energia bijąca na odległość. Tekst w refrenie jest prosty, ale z przekazem. Kawałek ma nas postawić na nogi i pokazać, że mimo problemów, nie można się poddać i załamać. Muzycznie też jest całkiem dobrze, słychać że to piosenka 3 Doors Down. Choć pod względem muzyki, moim faworytem jest następny utwór z płyty zatytułowany In The Dark, którego początek jest świetny, mogłabym zapętlać tę wstawkę cały czas. Potem słyszymy mocny głos Brada Arnolda, który jest niestety trochę stłumiony w refrenie przez resztę zespołu. I w sumie nic więcej charakterystycznego i nowatorskiego tu nie ma, czuję jakbym to wszystko już kiedyś słyszała. Przyjemnie słucha się jeszcze tylko gitarowego brzmienia, do którego mam słabość. Piosenką z dobrym refrenem, który właściwie buduje utwór, jest Believe It. Idąc dalej, moją uwagę zwrócił też kawałek I Don’t Wanna Know. Jego tłem jest naprawdę dobra melodia, podbijająca tekst w refrenie. Ta muzyka trochę kawałkuje śpiew Arnolda, ale w miły dla ucha sposób nadaje ciekawy rytm. Dla równowagi, jest też ballada, która wyjątkowo mi się podoba. Pieces Of Me to piosenka, z której wypływa przesłanie, że tomorrow will be a brand new day, czyli w wolnym tłumaczeniu, każdy dostanie nową szansę, zawsze przyjdą lepsze dni, a po burzy wyjdzie słońce. Tak myślą panowie z 3 Doors Down. Jednak czy oni w pełni wykorzystali szansę na powrót z przytupem po 4 latach?
Moim głównym zarzutem wobec krążka Us And The Night jest powielanie schematów, które sprawiają, że ciężko mi odkryć na nowo twórczość bandu. Ja wiem – oni to sobie wypracowali i grają w takim stylu jaki lubią i dobrze znają. Tyle, że mam wrażenie jakby ciągle grali to samo, mimo, że czasami w inny sposób. Nie jestem ekspertem muzycznym, nie znam się na tych wszystkich technicznych sprawach, ale moje ucho wymagającego słuchacza czuje duży niedosyt po przesłuchaniu wszystkich piosenek, które zespół zaserwował nam na nowym albumie. Nawet tytułowy utwór do mnie nie przemawia, bo zlewa mi się z poprzednim Love Is A Lie, chociaż tematycznie trochę się różnią. Te utwory, tak jak Still Alive czy Living In Your Hell, nie są złe, serio. To nie jest totalna klapa. Po prostu, myślę, że te 4 lata przerwy można było spożytkować lepiej i poszukać inspiracji, które sprawią, że na Us An The Night znajdę parę nowości lub coś intrygującego, co zatrzymałoby mnie na dłużej przy tym krążku.
Jeśli chcecie, przekonajcie się sami, o czym piszę i poświęćcie trochę czasu na przesłuchanie nowego wydawnictwa 3 Doors Down. Może Was ten powrót przekona, ale ja nadal jestem zdania, że mimo wszystko, mogło być lepiej.

