
Dzisiaj już 10. dzień stycznia. Jak się okazało był to całkiem ciekawy dzień. Może nie do końca należał do tych wesołych, bo jak wiadomo, jedni się rodzą, drudzy umierają. Dlatego też czeka na Was garstka informacji o śmierci, ale także narodzinach wielkich i wybitnych gwiazd. Do ich grona dołączył również najwybitniejszy soulowy muzyk, który trafił na najbardziej znany, hollywoodzky chodnik.
2016
Całkiem niedawno, bo dokładnie 2 dni temu wspominaliśmy Wam o wydanej przez Davida Bowiego płycie Blackstar. Był to również dzień jego 69 urodzin. 10 stycznia również 2016 przyniósł nam niezwykle smutną wiadomość. Media przez cały dzień podawały tylko jedną wiadomość – legendarny David Bowie nie żyje. Wydawałoby się, że sam spodziewał się tego wydarzenia. Pierwszy singiel pochodzący z krążka rozpoczynał się od słów „Look up here, I’m in heaven„, a teledysk ukazywał artystę leżącego na szpitalnym łożu.
Była już śmierć, czas więc na narodziny. Dokładnie 73 lata temu w stolicy Wielkiej Brytanii na świat przyszedł Rod Steward. Jedna z tych postaci w muzyce, o których równie trudno zapomnieć. Poprzez swoją charakterystyczną barwę wokalu, płynącą przez zachrypnięty głos niejednokrotnie trafiał na szczyty list sprzedaży, a właściwie wszystkie krążki pokrywały się platyną. Ostatni z nich ukazał się w 2010 roku, jednak nie znaczy to, że wokalista powiedział już swoje ostatnie słowo na muzycznej scenie.
1997
Lekko ponad 10 lat temu jeden z bardziej docenianych wokalistów muzyki soulowej trafił w grono najznamienitszych artystów. Mowa o Jamesie Brownie, którego „gwiazdę” możemy podziwiać na Hollywood Walk of Fame, czyli hollywoodzkiej alei sław. Artysta ma na koncie kilkadziesiąt albumów zarówno studyjnych jak i koncertowych, a także niezliczoną ilość kompilacji. A z resztą, kto z nas nie zna takich utworów jak It’s a Man’s Man’s Man’s World, czy I Got You (I feel You).


