Fonetyka – Ciechowski (2016), recenzja Karoliny Kozłowskiej

0
228

Fonetyka stawia na pierwszym miejscu tekst, wybitny tekst, dopiero potem zwraca uwagę na muzykę. Pewnie dlatego upodobała sobie polskich poetów niepokornych i ich niezwykłe liryki. Wcześniej panowie z Warszawy wzięli na warsztat Andrzeja Bursę i Rafała Wojaczka, teraz przyszła kolej na Grzegorza Ciechowskiego.

Śmiało można stwierdzić, że Grzegorz Ciechowski jest ikoną polskiej muzyki rockowej. Jego działalność w Republice, ale również twórczość solowa jako Obywatel G.C. czy Grzegorz z Ciechowa przyniosła piosenki, które nuciła cała Polska. Białą flagę, Nie pytaj o Polskę, Tak…tak…to ja czy Moją krew zna chyba każdy entuzjasta dobrych dźwięków. Jednak Ciechowski był nie tylko muzykiem, ale w równorzędnym stopniu także poetą. Pisał mądrze, ale przy tym niekiedy przekornie bawił się z czytelnikiem. Artysta pozostawił po sobie kilkanaście tekstów, do których nie zdążył skomponować muzyki. To właśnie te liryki umuzycznili panowie z Fonetyki.

Kapela za główny cel obrała sobie wyeksponowanie liryków, warstwa muzyczna stanowi tutaj tylko tło. Wszystkie kompozycje wydają się być swego rodzaju miniaturami, gdzie powtarzają się pewne psychodeliczne niekiedy schematy gitara-perkusja. O ile rozumiem ten zabieg i wydaje się on uzasadniony, to momentami jest trochę nudno. Myślę, że nie umniejszyłoby to wartości tekstom Ciechowskiego, gdyby zespół w niektórych fragmentach bardziej zabawił się dźwiękami albo ciut więcej „dołożył do pieca”. To samo dotyczy wokalu Przemysława Wałczuka, który bywa monotonny. Przydałoby się, aby wokalista niekiedy bardziej ekspresyjnie artykułował treści i emocje zawarte w wierszach.

Pomimo tego, że momentami oczekiwałabym nieco więcej od płyty Ciechowski, to nie zmienia to faktu, że Fonetyce udało się stworzyć zestaw dziewięciu naprawdę ładnych utworów. Należy zaznaczyć, że muzycy nie mieli łatwego zadania. Chociaż teksty Obywatela G.C. mają w sobie pewną melodyjność, to z drugiej strony nie są łatwe przez często rwany rytm, a przede wszystkim gorzką tematykę. Chociażby otwierający album kawałek To nie ja, który jest autotematyczny, bowiem podmiot liryczny pochyla się w nim nad procesem tworzenia. Ciechowski twierdzi, że to nie on pisze wiersze. Jest tylko „narzędziem” w dłoniach pewnej wyższej siły twórczej. Absolutu, który przez niego przepływa w chwili natchnienia. Rzuca to istotne światło na cały tomik jego poezji „Wokół niej” i pozwala spoglądać na liryki z nieco innej perspektywy.

Właśnie wyżej wspomniany utwór To nie ja oraz Spowiedź, w której Ciechowski podejmuje kontrowersyjne tematy Kościoła i ludzkiej seksualności, stanowią najciekawsze pozycje na krążku. W Drżącym głosem Wałczuk i spółka nieco rozbudowali utwór pod względem aranżacyjnym, natomiast Modliłem się za nas tak cicho i Remote Control są trochę bardziej energiczne od swoich poprzedników. Istotnym jest, że w każdym utworze Fonetyka umieściła charakterystyczny dla siebie pierwiastek.

Słuchając płyty Ciechowski cały czas towarzyszyła mi myśl, jak by to zaśpiewał czy jaką muzykę skomponowałby bohater tytułowy. Niestety, nigdy tego się nie dowiemy, ale na szczęście są takie kapele, jak Fonetyka, która pozwalają, aby te wybitne postacie wciąż pozostawały żywe w naszej pamięci. Chociaż muzycy nie hołubią Ciechowskiego, to da się wyczuć ich duży szacunek i przywiązanie do jego twórczości. Dzięki ich ponownemu wykorzystaniu tekstów mistrza, wciąż możemy cieszyć się jego geniuszem.