Jest super. W tym przypadku jest to chyba jedyne możliwe rozpoczęcie tekstu o najnowszej płycie Zeusa. Jest Super adekwatnie oddaje bowiem zawartość pod każdym względem w stu procentach, chociaż dotyczy zupełnie czego innego. Jakie składowe stoją zatem za wypadkową „superowości” tego wydawnictwa?
Przede wszystkim warto zacząć od tego, co nie jest typowe dla wydawnictw rapowych. Zeus, w moim odczuciu, już od jakiegoś czasu nie stara się za wszelką cenę wcielić w oczywistą rolę – rolę rapera. Nie oznacza to, że nie jest on raperem – bynajmniej – jednak jego styl bycia artystycznego wymusza na słuchaczu spojrzenie na niego pod innym kątem. Dla mnie tworzy on byt, którego nie potrafię zdefiniować. Coś z pogranicza rapera, piosenkarza, poety, kowala, rzeźbiarza. Co do pierwszych trzech, to chyba każdy się ze mną zgodzi, jednak dwa pozostałe wymagają ode mnie drobnego komentarza.
Warsztat. To jest słowo klucz, które wyróżnia Zeusa od reszty sceny. Nie samo to, że jest on dobry, lecz specyficzny, co paradoksalnie czyni go dobrym. Po raz pierwszy na płycie Jest Super spotykamy się z tym już w pierwszej piosence, kiedy to głos Kamila dawkowany jest od niemalże szeptu po krzyk w punkcie kulminacyjnym. Ten subtelny zabieg świetnie pokazuje możliwości artysty, a dodając do tego treść tekstu, w którym to następuje jednoczesne odcięcie od środowiska rapowego i późniejsze utożsamienie się z nim, uzyskujemy to, o czym wspomniałem wcześniej.

Co jeszcze jest charakterystyczne dla tego wydawnictwa, to możliwość istnienia koło siebie kawałków pozornie nie mogących razem współistnieć. Obok bardzo moralizatorskich tekstów na temat naszych czynów i ich konsekwencji, otrzymujemy także zestaw porad życiowych i tego, że nie należy się poddawać w żadnej sytuacji. Gdyby jednak to nie było wystarczające, to w piosence ODP. 2 możemy usłyszeć kontynuację wątku odpowiadania na wiadomości otrzymywanych przez Zeusa od fanów. Chociaż słowo „kontynuacja” w tym przypadku jest chyba mocno krzywdzące, bo utwór ten tworzy zupełnie nową historię i zupełnie abstrahuje od tego, co autor chciał przekazać w poprzedniej części. Suma sumarum zgadza się tylko tytuł i to, że wiadomości o takiej treści faktycznie trafiły do Kamila.
Ludzie się zmieniają, co także jest bardzo specyficzne w przypadku tej płyty. Począwszy od kwestii muzycznych, poprzez warstwę liryczną, a na nastawieniu skończywszy. To pierwsze stało się bardziej różnorodne, drugie – niewątpliwie bardziej pozytywne, a trzecie – jest super, chociaż to jest jedynie moje gdybanie. Majestatyczna aranżacja rodem z filharmonii towarzysząca utworowi Panteon zdaje się potwierdzać te spostrzeżenia. Mi jednak do gustu przypadło coś innego, co bardzo nadaje się do grania w radiu, jeżeli takowe w ogóle jest przewidziane.
Mowa tutaj o piosence Siewca, która totalnie mnie zafascynowała. Lekko folkowy wstęp dobrze nastraja na to, co dzieje się dalej. A dalej, to już dzieje się wola niebios. Dosłownie. Wszak od razu przy okazji tej piosenki na myśl przyszła mi Przypowieść o siewcy z Ewangelii św. Mateusza. Nie wiem w jakim stopniu (czy w ogóle) Zeus się nią inspirował, jednak tutaj po raz kolejny wychodzi warsztat artysty. Mianowicie uniwersalizm jest w tym przypadku słowem, które najlepiej oddaje treści tekstów Kamila. Sam tekst jest co prawda bardzo konkretny, jednak refren jest już bardziej wieloznaczny.
Na koniec mała dygresja odnośnie niektórych opinii, które spotkałem w związku z tym albumem. Co prawda wiszą mi one i powiewają, zresztą Kamilowi pewnie również, jednak są mi pomocne w jednej kwestii. Mianowicie spotkałem paru słuchaczy rapu, którzy ocenili tę płytę jako średnią albo nawet słabą. Nie pasuje im to, że ta muzyka jest tak pozytywna, napełniona nadzieją – po prostu jest super. Dlatego apeluję do wszystkich ludzi będących ekspertami w zakresie szufladkowania muzyki: pomóżcie mi znaleźć lub wymyślić gatunek, do którego mógłbym przypisać album Jest Super. Bo to coś więcej niż tylko rap. To rzemiosło w czystej postaci.
PS. Na koniec cytat, który stanie się chyba jedną z moich maksym życiowych, a już teraz jest nią pewnie dla Zeusa:
Kto by pomyślał, że ciągła zmiana stanie się moją stałą



