
Mimo że na prawdziwe koncertowe szaleństwa musimy jeszcze trochę poczekać, ku naszej uciesze artyści coraz chętniej dołączają do mniejszych inicjatyw. Jedną z nich był występ stołecznej grupy Cukier w legendarnym klubie Stodoła.
Choć pierwsze skojarzenia ze słowem Cukier bywają zazwyczaj dość słodkie i jednoznaczne, z pewnością nie można powiedzieć tego o piątkowym koncercie. Może Stodoła nie jest moim ulubionym koncertowym wyborem, jednak to tutaj przecierałam pierwsze szlaki i zawsze wracam do tego miejsca z ogromnym sentymentem. Ale przechodząc do rzeczy..
Od samego wejścia Cukru na scenę czuć było niesamowitą energię. Pewnie poniekąd spowodowała to wyjątkowość sytuacji w jakiej wszyscy się znaleźliśmy, jednak bez wątpienia można przyznać, że Bartek Caboń i Amek Krebs to właściwe osoby na właściwym miejscu.

Już w pierwszej piosence, jaką zagrali – Przypał (zarazem rozpoczyna ona album chłopaków!) pojawia się wers „spaliliśmy stodołę”. I wiecie co? Była to samospełniająca się przepowiednia! Oczywiście tylko metaforycznie, jednak trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że na scenie był ogień!

Kolejne utwory odkrywały przed nami następne palety barw. Kawałki, które na płycie brzmią już bardzo żywiołowo, dostały drugie życie. Byłam i wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem, że naprawdę świetne piosenki na żywo nabierają jeszcze więcej mocy.
Niezwykle wyjątkowe dla mnie było dla mnie wykonanie Pyłu, jednego z moich osobistych faworytów na albumie. W wersji live nabrał on jeszcze większego sensu i mocy niż miał dotychczas. „Tak jest i zrozum to wreszcie, to wszystko pył jest na wietrze” usłyszane na żywo, prosto w twarz uderzyło mocniej niż niejedno działo.
Przy okazji okazało się, że Cukier gra muzykę dla wszystkich – pod sceną znalazła się całkiem spora grupa młodzieży, nie brakowało też dorosłych, a najmłodszym fanem okazał się kilkuletni chłopiec!
Trzeba przyznać, że Bartek w roli frontmana spisywał się świetnie – zebrani fani chętnie śpiewali kolejne piosenki, tańczyli, czy choćby tupali nóżką. Na ich twarzach malowały się uśmiechy, a to mówi samo za siebie.


Ciekawym smaczkiem było też wykonanie nowego utworu, który pojawi się na następnej płycie zespołu! Wielki plus za wplecenie przedpremierowo kawałka twórczości dla wybranych.
W jednym z utworów zespołowi towarzyszyła gościnnie Ola Wielgomas, która także jest podopieczną projektu My Name Is New. Wspólnie zaśpiewali przeszywający na wskroś kawałek Dom.
Na zakończenie usłyszeliśmy finałowy kawałek z płyty. Przysięgam, ten miks gatunkowy robi rażenie jak mało co. Jeśli kiedykolwiek miałabym polecać komuś jakikolwiek utwór na najlepszą domówkę świata, Światło byłoby bezapelacyjnym zwycięzcą. Było tak, jak miało być – głośno, hałaśliwie, ale nie przytłaczająco.
Żaden dobry koncert nie może odbyć się bez wyjścia na bis – tak też było tym razem! Zespół wykonał ponownie piosenkę, którą rozpoczynał występ, co spotkało się z entuzjazmem fanów.

Poza kilkoma małymi technicznymi niuansami, z których chłopaki zdawali sobie sprawę, wszystko było na naprawdę wysokim poziomie. Nie można chyba wyobrazić sobie lepszego sposobu na spędzenie piątkowego wieczoru, niż wśród fajnych ludzi i przy dobrej muzyce. Zespół zdecydowanie pokazał nam czym jest dobra zabawa.
PS. Ten Cukier najlepiej dawkować w dużych ilościach! W niektórych przypadkach może kończyć się to uzależnieniem!

