MENU

    „Zdobyłam swój K2”. Rozmowa z Alicją Majewską

    Alicja Majewska znana jest niemal wszystkim Polakom dzięki takim piosenkom jak „Jeszcze się tam żagiel bieli” czy „Odkryjemy miłość nieznaną”. W ciągu 50 lat życia na scenie zdobyła najważniejsze nagrody muzyczne, w tym główną nagrodę na Festiwalu w Opolu, Grand Prix na festiwalu w Hawanie, Złoty Mikrofon i brązowy medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Niedawno wydała kolejną, szesnastą (o ile dobrze liczę) płytę, zatytułowaną „Żyć się chce”. A to jeszcze nie jest jej ostatnie słowo! Piosenek z nowej płyty można posłuchać na koncertach jubileuszowych, na które wciąż przychodzą tłumy starych i nowych fanów. Sekret jej sukcesu? Współpraca z najlepszymi muzykami i tekściarzami, ciężka praca i duża doza humoru i optymizmu.

    Co ciekawe, Alicja Majewska nie pisze swoich piosenek. Może ja zamawiać, poprawiać, przebierać w nich. Od 40 lat współpracuje z Włodzimierzem Korczem, który zazwyczaj komponuje muzykę, oraz z wieloma znanymi artystami i poetami, którzy proponują swoje teksty. Sama pani Alicja skupia się na śpiewaniu, co od tylu lat niezmiennie wychodzi jej doskonale. Każdy, kto miał przyjemność poznać panią Alicję, musi przyznać, że to kobieta z wielkim doświadczeniem, klasą, ciepłem i wdziękiem. Jej koncerty to wspaniałe przeżycie emocjonalne i artystyczne, doprawione szczyptą dobrego kabaretu. Dlatego tym bardziej jestem zaszczycona, że pani Alicja zgodziła się odpowiedzieć mi na kilka (nie zawsze łatwych) pytań.

    Marta Umiejewska: Mam wrażenie, że jest Pani wulkanem pozytywnej energii. Na ile lat się Pani czuje?

    Alicja Majewska: No tak, niecałe czterdzieści.

    MU: Na nowej płycie, a także na koncertach, nieodłącznym towarzyszem muzyki jest poczucie humoru. Przychodzi to Państwu naturalnie czy muszą to Państwo zaplanować i przećwiczyć?

    Występujemy przed Państwem przygotowani najrzetelniej na świecie, ze świadomością, że czas spędzony z nami ma być oderwaniem się od problemów, zagrożeń  świata, w którym przyszło nam żyć.  Teksty, które śpiewam prowokują do refleksji, ale poczucie humoru, które Pani punktuje w naszych komentarzach czy dialogach sprawia, że ludzie wychodzą z koncertów rozradowani, choć również bywa, że i wzruszeni. Przecież dziedzina, którą uprawiamy to rozrywka – staramy się dostarczyć jej w jak najszlachetniejszej formie.

    MU: Woli Pani wykonywać na scenie stare, dobrze znane piosenki czy te nowe?

    Gdybym nie zaśpiewała dobrze znanych, lubianych takich, jak „Żagiel” czy „Odkryjemy…” publiczność byłaby rozczarowana. Ale nowe, to jak nowa sukienka. Mimo, że w szafie wiszą te klasyczne, sprawdzone, ekscytuje nas czy w tej nowej też zrobimy wrażenie, czy kogoś zachwyci i czy zostanie w tej szafie na zawsze.

    MU: Na płycie pojawia się piosenka „Żal niebieski”, która stanowi wspomnienie Zbigniewa Wodeckiego. Wiem, że Państwo bardzo się przyjaźnili. Czy pamięta Pani w jakich okolicznościach dowiedziała się Pani o śmierci Pana Wodeckiego? Był to dla Pani szok?

    Zbyszek poddał się operacji bajpasów, której się obawiał. Miała miejsce w dniu jego urodzin – 6 maja. Słaliśmy mu esemesy z życzeniami. 7 maja zadzwonił komunikując, że „..kolędy zagramy”, czyli że wszystko poszło dobrze. A rano 8 maja dostałam informację, że nastąpił rozległy udar. Mam doświadczenie z tą chorobą i wiedziałam, że nic już nie będzie takie jak było.

    Pożegnaliśmy go 30 maja w Krakowie. Tłumy ludzi płakały i biły długie, gorące brawa – tak jak lubił.

    MU: Na spotkaniu w Studiu U22 powiedziała Pani, że gdy w towarzystwie pojawiał się Zbigniew Wodecki, każdy od razu się uśmiechał. Moim zdaniem w taki sam sposób Pani działa na ludzi. Skąd Pani czerpie ten optymizm?

    Trudno się nie cieszyć, kiedy w moim życiu dzieje się tyle dobrego, ludzie przychodzą na koncerty, żeby posłuchać moich piosenek, mówią miłe słowa, państwo – różne media – goszczą mnie w swoich studiach czy redakcjach, rodzina wspiera dobrą zupą, żebym przy tych zajętościach jednak coś jadła.  Żyć się chce.

    MU: Przez kilkadziesiąt lat dojrzewała Pani na scenie zarówno jako artystka, jak i jako kobieta. Czego się Pani nauczyła przez ten czas?

    Wydaje mi się, że w sprawach zasadniczych – w stosunku do ludzi, do pracy, pokory wobec życia, nie zmieniłam się. Bardzo doceniam to, co było mi dane osiągnąć. Irena Santor powiedziała, że zdobyłam swój K-2. Myślę, że mogę być z tego dumna.

    MU: Pisze Pani pamiętnik, w którym kryłyby się jakieś tajemnice?

    Nigdy nie pisałam pamiętnika, ale od paru już lat mam propozycje kilku wydawnictw, by wydać książkę o mnie. Jeśli kiedyś nabiorę przekonania, że dla kogoś mogłoby to być interesujące, może wtedy ulegnę namowom i opowiem o wszystkim, co uznam za stosowne.

    MU: Kiedy czuła się Pani najszczęśliwsza w życiu? 

    Bywają takie momenty np. przy obcowaniu z cudami natury, ale pamiętam też doskonale euforię, kiedy powiedziano mi, że zdobyłam główną nagrodę na festiwalu w Opolu w 1975 roku, a to był przecież mój debiut.

    MU: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

    Ostatnio opublikowane