Pamiętacie piosenkę Je veux (Chcę) i trąbienie bez trąbki, którym ZAZ zrobiła furorę? Po trzech latach wraca z nowym repertuarem. Album Recto verso (Jasna i ciemna strona) wydany został 13 maja, zaś od 21 maja promowany jest przez singiel On ira (Pójdziemy) . Z tej okazji też 1 lipca artystka zawitała do Polski dając koncert w Warszawie w ramach festiwalu Francophonic.
ZAZ, czyli Isabelle Geffroy w swojej muzyce łączy przede wszystkim jazz i soul. Wyczuwalna jest też nuta bluesa, piosenki afrykańskiej, andaluzyjskiej, latynoskiej czy brazylijskiej, które świetnie sobie przyswoiła. Nie obca jest jej także piosenka francuska, przez którą porównywana jest samej Edith Piaf! Podobnie jak ona, zaczynała grywając na Montmartrze. Występowała również w kabaretach czy piano barach. Od tego czasu zmieniło się jednak sporo. ZAZ koncertowała już w Rosji, w Japonii, w Egipcie, no i oczywiście w Polsce, gdzie zresztą jej krążek pokrył się podwójną platyną. Przez niektórych jej pierwsza płyta była uważana za debiut roku 2010. I słusznie, bo ZAZ jest jedyna, oryginalna i niepodrabialna. Piosenki, które śpiewa to wizytówka jej samej. Uzewnętrznia w nich swoje przeżycia i wrażenia z nimi związane. W jej zachrypniętym głosie odbijają się emocje, którymi jest przepełniona.
Porównując płytę Zaz z Recto Verso słuchacz bez problemu zauważy zmianę w nastroju. I choć ZAZ wciąż zarówno lekko drapie jak i pokazuje pazury, nowa płyta jest zdecydowanie dojrzalsza. Z szalonej, skaczącej po scenie dziewczyny, wyrosła świadoma swojego głosu kobieta. A dźwięki, które wydaje pokazują jej niebywałe umiejętności wokalne. Mimo niezaprzeczalnych atutów, płyta nie powtórzyła jeszcze sukcesu debiutu. Ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, wydawnictwo plasuje się bowiem w czołówce list przebojów i mam cichą nadzieję, że znacznie podskoczy. Dlaczego? Bo tej płycie po prostu należy się miejsce przynajmniej w pierwszej trójce.
Rozpoczynający i promujący krążek utwór On Ira to jeszcze lekki powiew z poprzedniej płyty. Ma podobny nastrój i podobną siłę. Tekst wypełnia optymizm. Szczęście istnienia upatrywane jest w różnicach, które charakteryzują odmienne kultury, rasy, a przez to urozmaicają otaczającą rzeczywistość:
Oh qu’elle est belle notre chance/ Aux milles couleurs de l’être humain/ Mélangées de nos différences/ A la croisée des destins
tłumaczenie: Och, jak wspaniałe mamy szczęście/ Wśród tysięcy kolorów istot ludzkich/ Wymieszanych dzięki różnicom/ U zbiegu przeznaczenia
Na krążku znajduje się aż 17 utworów. I tak reszta utworów to całkowicie świeży powiew. Począwszy od Comme Ci, Comme Ca (Raz tak, Raz siak),w którym usłyszymy charakterystyczną dla francuskich piosenek gitarę. Poprzez J’ai Tant Escamote (Mam tyle do ukrycia) , której stylistyki i oprawy muzycznej nie powstydziłaby się wspominana już Edith Piaf. Piosenka przez pogwizdywanie przynosi na myśl gwar paryskich ulic, ale w połączeniu z nostalgią i zamyśleniem się nad samym sobą. Album zamyka utwór Laissez Moi znów troszkę przenosi nas wspomnieniem do krążka Zaz, a to przez charakterystyczne dla artystki trąbienie. Warto jeszcze wspomnieć o najdojrzalszej tekstowo, ale i ukazującej walory wokalne muzyczki piosence Si (Jeśli). W ostatnich partiach głos zdaje się ciąć szkło. I jeszcze najbardziej zaskakujące wykonanie, zabawne i zdradzające doświadczenia kabaretowe wokalistki Oubile Loulou (Zapomnij o Lulu).
http://www.youtube.com/watch?v=D9argSRXhlI
Hmm, co mi pozostaje powiedzieć na podsumowanie… bierzcie słuchawki w łapki i włóżcie sobie na uszy najnowszą płytę ZAZ. Z czystym sumienie mówię, że jest to jeden z najlepszych kąsków tego roku i zupełnie nie rozumiem dlaczego jeszcze nie ma potrójnej platyny.

