Dla dzisiejszego młodego odbiorcy muzyki artysta znany jako Robert Palmer może wydawać się obcy, lecz te cztery czy nawet pięć dekad temu nazwisko wspomnianego wokalisty było jednym z najbardziej rozchwytywanych w branży. Debiutował w 1974 roku albumem Sneakin’ Sally Through the Alley. Płyta oscylowała w klimatach funku i soulu, które mimo że modne w tamtym okresie, nie oddawały prawdziwego muzycznego ducha Palmera. Kolejne sześć albumów, jakie wydał w okresie od 1975 do 1983 roku, pokazało jego artystyczną wszechstronność, gdyż umiejętnie poruszał się po wielu gatunkach, lecz dopiero dzięki ósmemu wydawnictwu uwiódł cały świat. Riptide, bo taki właśnie tytuł nosi nie tyle najbardziej rozpoznawalny, co otwierający mu wrota do wielkiej sławy i pieniędzy materiał, odniósł olbrzymi sukces komercyjny. Co dodatkowo szczególne, płytę zarejestrowano w stolicy Bahamów – Nassau, zaś jej zawartość cechuje zdecydowane rockowe brzmienie, czyli grunt, po którym Plamer nie poruszał się do tej pory. Jeśli wyobrazimy sobie gwiazdy rocka sprzed czterdziestu lat, zobaczymy długowłosych, przyodzianych w zdarte dżinsy i skórzane kamizelki nieokrzesanych dzikusów, przez co autor Riptide mógł wyglądać na ich tle, delikatnie mówiąc, dość osobliwie. Wizerunek Palmera na pierwszy rzut oka nie miał bowiem nic wspólnego ze światem rockowych wymiataczy. Artysta nadał swojej muzyce wysmakowanej elegancji, gatunkowej precyzji i salonowej wytworności, co rockowym wykonawcom z tamtego okresu nie mieściło się w głowach. Wyjątkiem jest tutaj współzałożyciel i lider brytyjskiego zespołu Roxy Music – Bryan Ferry, lecz mimo podobnego „palmerowskiego” wyrafinowania jego styl osadził się bardziej na gruncie new romantic, a nieco później popu, poza który to pop od pewnego momentu już nie wychodził. Natomiast dla Palmera – muzycznego kameleona, który inne gatunki miał w małym palcu, rockowe klimaty były czymś stosunkowo nowym, a jak czas później pokaże, zbawiennym.

Od premiery Riptide mija w tym roku dokładnie czterdzieści lat. To zaledwie trzydzieści sześć minut muzyki, gdzie każdy z dziewięciu utworów, przy czym piosenka otwierająca i zamykająca materiał jest tą samą, zabiera nas w energetyczną, nieprzewidywalną podróż. Album zaczyna się dość niepozornie, bo spokojną, tytułową piosenką, lecz kolejna na trackliście, będąca moją ulubioną spośród wszystkich nagrań Palmera, czyli Hyperactive, atakuje już potężnym, bardzo charakterystycznym brzmieniem bębnów i gitary elektrycznej. Gospodarz, cechujący się chropowatym i jednocześnie zmysłowym głosem, porusza w niej temat zapracowanej dziewczyny, która – gdy tylko noc postawi pierwszy wyraźny krok – zamienia się w elektryzującą, wyzwoloną kapłankę klubowych parkietów. Mówiąc w skrócie, to piosenka o nieprzewidywalnej kusicielce, z jednej strony pięknej i dającej pole do popisu dla przyszłych adoratorów, lecz z drugiej nieosiągalnej, niedającej schwytać się w męskie sieci. To utwór, którego masywne pop-rockowe brzmienie będzie cechować dalszą, pełną zaskakujących przygód ekspedycję. Na marginesie dodam, że wspomniany kawałek został wykorzystany w filmie Widok z sypialni (1987), w reżyserii Curtisa Hansona. Nastrój filmu ciekawie uzupełnia tematyka tej właśnie piosenki.
Po Hyperactive następuje jeden z największych momentów w karierze Palmera, czyli piosenka Addicted to Love. Mimo że we wstępie wysnułem wniosek, iż autor Riptide może nie być znany dzisiejszej młodzieży, tak teraz jestem zmuszony nieco zrewidować swoją opinię, gdyż przywołany utwór jest niezwykle rozpoznawalny, a wręcz kultowy. Do tego jego wizualne oblicze – pięć supermodelek w zmysłowych czarnych kostiumach dzierżących instrumenty: Julie Pankhurst (klawisze), Patty Kelly (gitara), Mak Gilchrist (bas), Julia Bolino (gitara) i Kathy Davies (perkusja), a na środku on – dżentelmen w białej koszuli pod krawatem, śpiewający o swoim uzależnieniu od miłości. Przywołany teledysk jest nie tylko jednym z najbarwniejszych obrazów definiujących popkulturę lat 80. XX wieku, lecz przede wszystkim znakiem rockowego wyrafinowania dającym wyraźny sygnał, że gwiazda rocka nie tyle może, co nawet powinna chodzić w garniturach od Giorgio Armaniego, wyśpiewując przy tym peany na cześć najbardziej pokrętnej spośród wszystkich emocji. Według sprawdzonego źródła w Addicted to Love miała pojawić się Chaka Khan. Niestety, wytwórnia, w której wspomniana gwiazda soulu była wówczas zakontraktowana, nie wyraziła zgody na udział swojej podopiecznej w utworze. Mimo nieobecności panny Khan, jej nazwisko, jako autorki aranżacji, widnieje w booklecie albumu. Jakby tego było mało, teledysk do piosenki zainspirował Palmera do realizacji podobnego klipu, w tym wypadku do kawałka Simply Irresistible, przerobionego odrobinę na potrzeby reklamy Pepsi, zaś Shania Twain zrealizowała jego pastisz, co wyraźnie widać w klipie do Man! I Feel Like A Woman.
Następujące później Trick Bag, będące coverem Earla Kinga, choć nie tak przebojowe jak wspomniany przed chwilą singiel, podtrzymuje energię i brzmienie zapoczątkowane dzięki Hyperactive. Get It Through Your Heart, poprzez swoją melancholię, wyraźnie wyrywa nas z tego euforycznego rytmu, lecz mimo epatowania spokojem jest jednocześnie ciekawym (i potrzebnym) pomostem pomiędzy utworami. Kolejna piosenka – I Didn’t Mean to Turn You On, to drugi cover znajdujący się na albumie. Autorką oryginału jest amerykańska wokalistka Cherrelle, poruszająca się po rhythm-bluesowych klimatach. I tu właśnie kolejny raz wychodzi muzyczny kameleonizm Palmera. Artysta nagrywa wyraźnie rockowy materiał, by mimo wszystko na pewien krótki moment nakierować słuchaczy w stronę swoich wczesnych, funkowo-soulowych dokonań.
Flesh Wound to po Hyperactive kolejny mój ulubiony utwór z albumu. Odznacza się identyczną bezkompromisowością, brzmieniową manierą i poruszonym tematem. Skupia się bowiem na nieosiągalnej dziewczynie pozostawiającej pewne pole manewru, lecz poprzez jej drapieżne usposobienie niejeden samiec może doznać zranienia. I nie chodzi tu tylko o uraz w sensie fizycznym, lecz przede wszystkim psychicznym. Odrzucenie, a raczej przysłowiowe nabicie w butelkę, boli mężczyzn zdecydowanie bardziej niż klasyczny cios w twarz, a jeśli kolejną piosenką jest Discipline of Love, klamra odpowiedzialna za spójność materiału nie mogła zostać dopięta lepiej. Całość wieńczy powtórka z rozrywki, czyli druga część utworu tytułowego będąca kolejnym łącznikiem, lecz w powiększonej skali, gdyż przypomina nam o początku albumu.
Palmer uchodził za ikonę stylu, co kłóciło się z jego opinią o samym sobie. Mimo że redaktor naczelny poczytnego magazynu o męskiej modzie GQ – Eliot Kaplan, uznał go za jednego z najbardziej stylowych facetów w rock and rollu, żartując nawet: „Nie wiem, co on nosi na plaży, ale ten mężczyzna jest nienaganny”, nie robiło to na wokaliście najmniejszego wrażenia. Okładka Riptide wydaje się na tym gruncie nieco prorocza. Widzimy na niej jedynie twarz Palmera i to w sporym zbliżeniu, jakby bał się on ujawnienia reszty swojej osoby, a co za tym idzie – eleganckiej stylizacji, gdyż na pewno był dobrze ubrany. Autorem zdjęcia jest włoski fotograf – Giuseppe Pino, który w podobnym tonie fotografował m.in. Milesa Davisa, Billa Evansa czy Giorgio Armaniego.
Album Riptide, poza genialną zawartością muzyczną i charakterystyczną okładką, odbił także wyraźne piętno na filmowej popkulturze. Główna bohaterka filmu Chrisa Columbusa – Adventures in Babysitting (1987), odgrywana przez Elisabeth Shue, ma na ścianie w swoim pokoju plakat wizerunku artysty z tej właśnie okładki, zaś jedna z postaci z obrazu Marka Kanievska – Less Than Zero (1987), której twarzy użyczył mało znany wówczas Robert Downey Jr., w jednej ze scen próbuje wykraść z domu akurat wspomniany kompakt. Skoro jesteśmy już w świecie kina, kultowy bohater książki Breta Eastona Ellisa American Psycho i filmu w reżyserii Mary Haron o tym samym tytule – Patrick Bateman, brawurowo zagrany przez Christiana Bale’a, może i wspomina o kultowym singlu Palmera Simply Irresistible z następującego po Riptide albumu Heavy Nova (1988), jednak pamiętać należy, że klip do wspomnianego utworu ma wiele wspólnego z teledyskiem do Addicted to Love.
Riptide, poza sukcesem artystycznym, może również poszczycić się ogromnym wynikiem sprzedażowym. Album osiągnął piąte miejsce na liście UK Albums Chart i ósme na US Billboard 200. W marcu 1986 roku uzyskał certyfikat podwójnej platynowej płyty w Stanach Zjednoczonych, a w sierpniu 1986 został uhonorowany złotą płytą w Wielkiej Brytanii. Kiedy w okresie jego premiery dużą popularnością cieszyły się dwa pierwsze wydawnictwa Madonny, do głosu doszedł Bryan Ferry, lecz bez protekcji kolegów z Roxy Music, Duran Duran i Tears For Fears rośli w siłę, a wokalistki pokroju Whitney Houston zagarniały scenę dla siebie, autor tego niepozornego materiału rzucił totalnie świeże światło na ówczesny rynek muzyczny. Przez resztę kariery nadal rejestrował stylistycznie różnorodne albumy, przy czym ostatni, wydany w maju 2003 roku Drive, uchodzi za najbardziej osobisty. Karierę tego wybitnego artysty przerwała niespodziewana śmierć. Zmarł samotnie w paryskim hotelu, w wieku zaledwie pięćdziesięciu czterech lat. Jako przyczynę zgonu podano zawał serca. Nie jest tajemnicą, że Palmer wypalał nawet do trzech paczek papierosów dziennie, spożywając przy tym sporo whisky. Jednakże czego by o nim nie mówić, pozostaje jednym z najbarwniejszych wykonawców swojej generacji, pokazując przy okazji, że gwiazda rocka może poruszać się po wielu gatunkach muzycznych, a jej osoba być odziana w ekskluzywny garnitur, której towarzyszy tabun równie finezyjnych kobiet.
- Data premiery:
- Single:
