MENU

    „Z koncertu wyszedłem naładowany energią i endorfinami, których zapas uzupełniłem na najbliższych kilka tygodni” – o koncercie Darii Zawiałow w Krakowie. Relacja Arkadiusza Zroślaka

    Helsinki to jeden z tych albumów, na który w tym roku czekałem najbardziej. Kiedy pojawiła się sposobność, aby usłyszeć ten materiał na żywo. Dlatego też wybrałem się na koncert Darii Zawiałow do krakowskiego klubu Studio. I wyszedłem z niego niezwykle zadowolony.

    W zeszły piątek równo o dwudziestej rozpoczął się koncert Darii Zawiałow w krakowskim kubie Studio. Jednak zanim wokalistka weszła na scenę przed widownią wystąpił support wokalistki, którym był zespół Kolory, dzięki czemu poznałem część ich twórczości. Grupa, dla której był to pierwszy występ w powiększonym składzie zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. i chociaż grają muzykę której raczej sam z siebie nie słucham, to jednak potrafili mnie zaintrygować i przyciągnąć swoimi utworami. Wszyscy fani inde rockowych brzmień powinni jak najszybciej zapoznać się z Kolorami, o ile jeszcze tego nie zrobili, warto będzie śledzić dalsze poczynania chłopaków.

    Niedługo po supporcie na scenie pojawili się muzycy Darii. Chwilę później na skąpanej w czerwieni scenie pojawiła się główna gwiazda wieczoru, czemu oczywiście towarzyszył głośny aplauz. Już od startu wokalista zabrała słuchaczy to tytułowych Helsinek, czyli jak sama tłumaczyła miejsca tajemniczego i enigmatycznego. Ja także sama przyznała – do tej pory nie była w stolicy Finlandii, jednak wybiera się tam w kwietniu za sprawą sekretnego projektu. Już zacieram ręce, żeby przekonać się jaki będzie jego efekt.

    Koncert rozpoczął się od piosenki Punk Fu, co było naprawdę godnym otwarciem „z wysokiego C”. Z każdym kolejnym utworem było tak samo dobrze, a nawet lepiej. Oczywiście większość utworów pochodziło z Helsinek, to jednak nie mogło zabraknąć ukłonu do poprzedniej twórczości Darii. W setliście pojawiły się uwielbiany przez publiczność Malinowy Chruśniak, Lwy czy Kundel Bury, który wybrzmiał podczas bisu. Niespodziewanie także wokalistka wykonała Szare Miraże, które były pięknym hołdem dla Kory. Daria utrzymała ducha oryginału, a jednocześnie dodała swój charakterystyczny pierwiastek. Setlistę domknął przewrotny Kryzys Wieku Naszego.

    Trzeba przyznać, że na scenie Daria czuje się jak ryba w wodzie. Wokalistka brzmi tak samo dobrze (a momentami nawet lepiej) niż w wersjach studyjnych. Artystka niemal od razu rozkręciła publiczność, która bawiła się doskonale i nie wydaje mi się, żeby znalazła się osoba, która żałowałaby zakupu biletu. Trzeba też przyznać, że potrafi idealnie pobudzić określone emocje u słuchacza. Kiedy ma szaleć pod sceną to to robi, natomiast kiedy ma poczuć melancholijną, nieco intymną atmosferę to także sprawia ku temu odpowiednie warunki. Od wokalistki na scenie bije wręcz pasja i miłość do tego, co robi. Z koncertu wyszedłem naładowany energią i endorfinami, których zapas uzupełniłem na najbliższych kilka tygodni.

    Coś czuję, że Daria Zawiałow jeszcze nie jednym nasz zaskoczy i każdą kolejną artystyczną decyzją będzie ugruntowywać swoją i tak już dość stabilną na polskim rynku muzycznym. Trzymam kciuki i nie mogę się doczekać kolejnej okazji do spotkania. Mam nadzieję, że szybko to nastąpi.

    Arkadiusz Zroślak
    Arkadiusz Zroślak
    Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie zamyka się w określonych gatunkach muzycznych, jednak najwięcej miejsca na playliście zajmuje pop zarówno w wersji mainstreamowej jak i alternatywnej. Baczny obserwator Eurowizji, który w wolnych czasie stara się szukać nowych bodźców muzycznych.

    Ostatnio opublikowane