Yungblud – 21st Century Liability (2018), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Jego kawałek Anarchist już jakiś czas temu podbił wszystkie rockowe playlisty na Spotify. Mowa o tajemniczym Yungblud, który w pierwszych tygodniach lipca zaprezentował światu swój debiut fonograficzny 21st Century Liability. Naturalnym było, że zachęcona niesamowitym singlem promującym ten album będę chciała zapoznać się z całością materiału. Przekonałam się na własnej skórze, że jak to się mówi: „jedna jaskółka wiosny nie czyni”.

Yungblud to tak naprawdę Dominic Harrison – brytyjski piosenkarz wywodzący się z nurtu alternatywnego rocka. W wieku szesnastu lat porzucił szkołę i na dobre oddał się tworzeniu muzyki. Swoją konsekwencją w działaniu, już w 2017 r. powoli wdawał się do podświadomość szerokiej publiczności. Na ten moment jego kariera przeżyła aż dwa momenty kulminacyjne. Pierwszy, to nagranie kompozycji Falling Skies wraz z Charlotte Lawrence na potrzeby soundtracku do drugiego sezonu popularnego serialu 13 Reasons Why. Drugi moment przełomowy, to wydanie 6 lipca 2018 r. swojego debiutanckiego krążka – 21st Century Liability. Płyta ukazała się nakładem wytwórni Locomotion i zawiera 12 premierowych kompozycji.

Znalezione obrazy dla zapytania Yungblud – 21st Century Liability

Zanim jednak przejdę do omówienia albumu ważne żebyście wiedzieli, że Yungblud kreuje się na dość szalonego, wręcz niestabilnego emocjonalnie artystę. Widać to w jego teledyskach, słychać w manierze jego śpiewu. Dlatego też nie skłamie jeśli powiem, że cała ta otoczka, która się wokół niego tworzy ma ogromne znaczenie w odbiorze jego repertuaru. Ten zaledwie 21-letni muzyk jest wręcz mistrzem przerysowanej ekspresji. Po tym krótkim wstępie możemy iść dalej.

Płytę otwiera coś na kształt preludium, czyli Eulogy – krótkie, zaledwie trzydziestosekundowe intro mające być rozgrzewką. Następnie w głośnikach leci dynamiczne, ale bez szału Die For The Hype. Tym samym wyjątkowo zacznę od złych stron krążka. Do tej kategorii bez cienia wątpliwości można zaliczyć nużące, męczące Kill Somebody. Dosłownie nic a nic się tam nie dzieje, typowy zapychacz. Psychotic Kids ratuje jedynie ciekawa melodia w refrenie. Reszta bez większego wyrazu. Machine Gun (F**k The NRA) ma potencjał, ale tutaj z kolei całość rujnuje właśnie… refren. Co za ironia – to co jest mocną stroną Yungblud w tym przypadku nie zdało egzaminu.

To co ważne, to pozytywy. Do mocnych stron albumu warto jeszcze dorzucić kilka kompozycji, a mianowicie niesamowicie klimatyczne i pełne emocji Anarchist, które od pierwszej nuty zaskakuje swoją dorosłością i niebanalnym tekstem. Kolejna to California – piękna ballada, w której główną rolę odgrywa głos Dominica. To właśnie tutaj ma możliwość pokazania całego swojego warsztatu. Dalej, I Love You, Will You Marry Me z genialnym, przebojowym, do bólu zapamiętywalnym refrenem. To samo dzieje się w kompozycji Polygraph Eyes. Warta uwagi jest też kompozycja Medication, która wyróżnia się spokojniejszymi zwrotkami i harmonijną melodią. Ciekawa mieszanka. Cały krążek zamyka utwór tytułowy i jak na tego typu piosenkę przystało Yungblud zadbał o to, by wiele się w niej działo. Zdecydowanie ostrzejsze i dość specyficzne dźwięki też mu służą.



Podsumowując, 21st Century Liability to album przyzwoity jak na debiut. Bez fajerwerków, ale warto dać szanse temu krążkowi. Jest nad czym pracować, są ciekawie dobrane kompozycje. Yungblud to bardzo młody artysta szukający swojej niszy, w której mógłby się realizować. Pomimo kilku potknięć idzie w dobrą stronę. Jeśli na kolejnym albumie postawi na bardziej ujednolicone dźwięki, skupi się na swoim ciekawie brzmiącym głosie i da nam krążek naładowany kompozycjami w stylu Anarchist to myślę, że nie będzie musiał bać się o brak publiczności. Ludzie zaczną brać jego muzykę garściami. Na razie jednak, nazwanie tego albumu dobrym jest w zupełności wystarczające.

oceny

autor recenzji

Aleksandra Żeleźnik
Aleksandra Żeleźnik
Lat 23, studentka. Miłośniczka dobrej muzyki. Słucha wszystkiego co wydaje jej się interesujące i godne uwagi. Fanka Adama Lamberta, Arctic Monkeys oraz Royal Blood.

Sprawdź nasze inne

Recenzje