Po trzech latach od premiery debiutanckiego albumu, zespół Years & Years wydał na świat swoje drugie muzyczne dziecko. Palo Santo to wędrówka w klimatach dance i electropop, podczas której poruszane są tematy związane z religią, seksualnością oraz relacjami międzyludzkimi. Nadszedł czas sprawdzić czy Olly, Mikey oraz Emre dźwignęli ciężar rewelacyjnego debiutu, a może wręcz przeciwnie, upadli pod jego naciskiem.
Wszystko zaczęło się wraz z początkiem marca, kiedy to mogliśmy usłyszeć pierwszą zapowiedź płyty Palo Santo. Singiel Sanctify przyciągnął uwagę oraz zainteresowanie fanów i pokazał, że nadchodzący album będzie utrzymany w podobnym stylu co jego poprzednik. Tutaj właśnie zaczął się największy problem Years & Years. Ich pierwszy krążek był debiutem na bardzo wysokim poziomie. Zgadzało się tam dosłownie wszystko i ciężko było się do czegoś przyczepić. Niestety, taki sukces odbił się tym, że fani zaczęli mieć bardzo wysokie oczekiwania wobec zespołu. Polecam słuchać Palo Santo skupiając się tylko i wyłącznie na nim. Ciągłe wracanie do płyty Communion wywołuje jedynie zbędne zamieszanie i sprawia, że można naprawdę wiele przeoczyć.
Ucieszyłem się słysząc po raz pierwszy drugi singiel z płyty. If You’re Over Me było powiewem świeżości. Kawałek pozornie bardzo oddalony od tego, czego oczekuje się po Years & Years, a jednak wciąż nagrany w ich stylu. Porządna dawka pozytywnej energii, która przyda się każdemu, kto jest w stanie utożsamić się z tekstem piosenki. Zdecydowanie jednym z najlepszych utworów na płycie jest All For You. Refren w tej piosence wygrał dosłownie wszystko. Słuchanie tego typu piosenek to czysta przyjemność. Kompozycja Palo Santo była finałowym zwiastunem i ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że na ten album naprawdę warto było tyle czekać.
Gołym okiem widać, że Olly Alexander bardzo rozwinął się i otworzył w trakcie tworzenia nowej płyty. Teksty stały się o wiele bardziej bezpośrednie, a piosenki zaczęły dotykać tematów, o których wokalista wcześniej śpiewał w bardziej subtelny i wycofany sposób. Wokalnie chłopak również pozwolił sobie tym razem na o wiele więcej. Ewolucję jego głosu i udane próby sięgania dźwięków, których wcześniej nie słyszeliśmy z jego ust dobrze słychać w bardzo intymnym Here, które z łatwością może przyprawić człowieka o ciarki. Popisów wokalnych nie zabrakło również w utworze Lucky Escape, chyba najbardziej personalnym kawałku z całego albumu. Na nowym wydawnictwie nie mogło zabraknąć rozdzierającej serce ballady. Mowa tutaj oczywiście o bardzo delikatnym, a jednocześnie nieco mrocznym Hypnotised.
Nie do końca kupił mnie utwór Karma. Wprawdzie pod względem lirycznym bardzo mi się podoba, jednak muzycznie tym razem coś tutaj nie zagrało. Jest to jedna z tych kompozycji, która w sumie czy jest, czy jej nie ma, to zbyt wiele nie zmienia. Miłośnicy tanecznej wersji Years & Years z pewnością często będą wracać do utworów Preacher oraz Rendezvous. Oba są bardzo przyjemne, dobrze brzmią przy odsłuchu całości, jednak w odosobnieniu radzą sobie znacznie gorzej, więc po cichu liczę na to, że nie zostaną obarczone odpowiedzialnością promowania całości na listach przebojów. Jak już jesteśmy w temacie kolejnego singla, to porozmawiajmy o perełce zwanej Hallelujah. Przy pierwszym odsłuchu tej kompozycji nie mogłem sobie odebrać tej przyjemności i zaraz po zakończeniu utworu puściłem go jeszcze raz i jeszcze raz i tak w kółko. Idealny materiał na hit, który w okresie wakacyjnym mógłby śmiało podbić wszystkie kluby. To jeden z tych, które szybko wpadają w ucho, zostają w głowie i nie bardzo chcą z niej wyjść.
Osobiście uważam, że zespół Years & Years wykonał kawał dobrej roboty tworząc Palo Santo. Chłopaki jednocześnie trzymali się swojego stylu i spróbowali paru nowych sztuczek. Cieszy mnie fakt, że Olly postanowił o wiele bardziej obnażyć się przed swoimi fanami. Dzięki temu z pewnością jeszcze więcej osób będzie mogło utożsamić się z jego utworami i kto wie, może to właśnie one pomogą ich w gorszych momentach. W celu podsumowania płyty odwołam się do samego znaczenia jej tytułu. Palo Santo z języka hiszpańskiego oznacza Święte Drzewo, które w południowoamerykańskich tradycjach jest używane do oczyszczania złej atmosfery. Ten album, bazując głównie na tekstach piosenek, jest z pewnością swego rodzaju oczyszczeniem dla jego twórcy, które zaowocowało dawką solidnego i utrzymanego na wysokim poziomie popu.

