TYNSKY jest wokalistą, autorem tekstów oraz producentem muzycznym. Jako pierwszy artysta w Polsce wydał utwór w ramach programu Spotify Singles, a także wspominał o jego talencie magazyn Rolling Stone. W 2024 roku zaprezentował swój materiał It’s All About Changes, na którym znajduje się 6 utworów. W styczniu został wyróżniony jako jeden z dziesięciu wykonawców, którzy zaprezentują się podczas polskich preselekcji na Eurowizję. Z TYNSKIM rozmawialiśmy o jego EPce, jego inspiracjach, a także o przygotowaniach z utworem Miracle do preselekcyjnego koncertu, który odbędzie się 14 lutego.

Julia Maciąg: W październiku wydałeś swoją EP-kę, It’s All About The Changes. Jakie znaczenie ma ten tytuł dla całokształtu?
TYNSKY: Ma bardzo duże znaczenie. Ten tytuł przyszedł mi do głowy z rok temu i tak leżał w moim notatniku na telefonie. I tak idealnie w zasadzie podsumował trochę to, co było dla mnie najważniejsze w poprzednim roku — zmiany, które się wydarzyły i jakieś takie następstwa, nowe sytuacje i dużo wewnętrznych refleksji moich. Cały ten tytuł podsumowuje w ogóle to, co się zadziało razem z tymi wszystkimi utworami. I nie jest to w zasadzie tytuł żadnej piosenki, ale bardzo dobrze to podsumowuje i wyszło naprawdę dobrze. I tak jakoś złożyło się wszystko w jedną całość o tych zmianach.
JM: EPkę otwiera Mr. Believer. Jest tam cytat, który mnie tak zaintrygował You’re the reason he’s still holding on. Kim jest właściwie ten tytułowy Mr. Believer i jaką rolę odgrywa dla historii tej piosenki?
TYNSKY: Mr. Believer to ja w tej piosence. Ten wers brzmi może tak bardzo dramatycznie, ale to nie jest aż takie straszne, jak by się wydawało. Chodzi tutaj o ludzi, chyba konkretnie o osobę, o moją dziewczynę, która jest przy mnie bardzo blisko. I dużo ze mnie zdejmuje czasem. Dużo rozmawiamy i dużo takich przemyśleń i sytuacji, które są ciężkie, zdejmuje. I stąd też taka fraza. Nie jest aż tak bardzo straszna i drastyczna, jak by się wydawało, bo jednak brzmi to dosyć mocno. Ale nie o to w tym chodzi, nie jest to aż takie mocne. Chodzi o to, że właśnie Mr. Believer to jestem ja. No i to chyba rozwiązuje całą zagadkę tej piosenki.
JM: A powiedziałbyś tak o Any Type of Way? Śpiewałeś tam głównej mierze o złamanym sercu.
TYNSKY: Często o tym wspominam, ale większość sytuacji przedstawionych na tej EPce jest niedosłowna. Chodzi tutaj trochę bardziej o relację samego ze sobą, mnie ze sobą. Jest to spersonifikowane. Dosyć często jest to zabieg na tej EPce, personifikacja jakichś sytuacji, emocji, zdarzeń, bądź relacji z reguły takich moich wewnętrznych ze sobą.
I nie jest to o złamanym sercu, jak się komuś może wydawać tak po pierwszym przesłuchaniu. Jest to dosyć oczywiste, że tak się może być, bo tak jest poprowadzona narracja, ale nie do końca tak jest. Niech każdy sobie interpretuje, jak chce. I lubię też pisać takie niedosłowne teksty, bo one wtedy otwierają możliwości do autointerpretacji i właśnie do tego, żeby te przemyślenia nie były takie, jak ja chciałem, tylko żeby każdy mógł znaleźć w tym siebie. I jeżeli ktoś w „Any Type of Way” znajduje to złamane serce, co jest też dosyć oczywistą narracją, to jest w porządku, ale jeżeli ktoś znajdzie coś innego i jeżeli to będzie faktycznie jakaś inna relacja, to też super. Może to być relacja, emocjonalna, tak jak powiedziałem, jakaś sytuacja. Cokolwiek to nie będzie, to będzie cudownie.
JM: Na tej EPce pojawia się bardzo intrygujący tytuł M&M’s. Skąd ta inspiracja, żeby nawiązać do jednej z marek cukierniczych?
TYNSKY: Nawiązanie wyszło dosyć przypadkowo. Geneza jest taka, że mieliśmy piosenkę, która była naprawdę dobra i uważaliśmy, że jest zawarte w niej w zasadzie wszystko. Po prostu nie mieliśmy dobrego tytułu. Producent, z którym pracuję, napisał do mnie i powiedział „nie mam tytułu, ale mam pomysł, nazwijmy to M&M’s”. Stwierdziłem, że dobra, spoko tytuł, zróbmy tak i, jak przyjdzie coś lepszego do głowy, to zmienimy. Więc można się domyślić, że nic nie przyszło lepszego do głowy i po prostu stało tak, jak zostało (śmiech).
To dosyć śmieszna sytuacja i też niecodzienna, ale w zasadzie jest tam fraza „muscle memory” i po prostu ona była użyta w bardzo dużej ilości piosenek jako tytuł. Więc nie chcieliśmy robić czegoś takiego, co już było użyte wiele razy i stwierdziliśmy, że „‚M&M’s” i tyle. Nie ma to żadnego powiązania z marką, niestety bądź stety. (śmiech)
JM: Szkoda, taki barter byłby dobry. (śmiech) Dla mnie piosenki Can’t Take It Back oraz Too Young wyróżniają się na tej płycie, ponieważ mam wrażenie, że ty idziesz bardziej w tych utworach w elektronikę, a kojarzysz mi się z takim Kushnerowymi brzmieniami. Czy zamierzasz tworzyć więcej takich utworów, czy zostać w tej swojej strefie komfortu?
TYNSKY: Moja strefa komfortu się zmienia. Myślę, że to jest moja strefa komfortu teraz, w której chciałbym się poruszać i że mogą się pojawić jednak takie piosenki podobne do tych, które robiłem kiedyś. Może bardziej takie gitarowe i akustyczne. Ale wątpię, że tak będzie. Bo moje inspiracje uległy dużej zmianie przez ostatni rok, może dwa lata.
JM: A kto teraz jest?
TYNSKY: Takim największym wzorem moim jest Jon Bellion. Naprawdę przesłuchałem chyba każde piosenki, jakie można było przesłuchać i obejrzałem chyba każde nagrania ze studia. To, jak on się zachowuje przy robieniu muzy i to, jak on żyje tym, jest niesamowite. Jest dla mnie ogromną inspiracją. W taki sposób chciałbym doświadczać muzyki, bo on jej naprawdę doświadcza. On po prostu żyje tym wszystkim i naprawdę jednym z moich największych marzeń, takich muzycznych, jest mieć z nim sesję w studio i w ogóle pracować z nim. I na pewno on jest moją największą inspiracją w tym momencie. Także John Mayer mija się w mojej głowie gdzieś tam z Bellionem. Ale moją też ostatnią dużą inspiracją jest Mk.gee — nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Więc dużo się zmieniło, jeżeli chodzi o moje inspiracje muzyczne ostatnio.
Wracając do „Can’t Take It Back”’ i „Too Young”. To chyba jest kierunek, w którym chciałbym podążać. Ciężko mi powiedzieć jak to będzie, bo robiąc nowe utwory, nie skupiam się na tym, jak to będzie brzmiało i czy to będzie w takim nurcie, czy w innym. Jeżeli coś brzmi dla mnie fajnie i brzmi jak to potencjalny kierunek, w którym mam się dobrze czuć, to po prostu w to idę. Co z tego wyjdzie, to w ogóle jest na samym końcu w zasadzie.
Ale fajnie, że je doceniasz, bo „‚Too Young” chyba było najbardziej takim wysiedzianym utworem i tam po prostu już tak się skupiłem, że w pewnym momencie przesadzałem, żeby tam wszystko było tak dopieszczone. Finalnie jestem super zadowolony z tej wersji, która jest i też z miksu, który zrobił Piotrek Przedbora.
„Can’t Take It Back” też było dosyć eksperymentalne, bo ograniczyliśmy się w zasadzie do takiej jednej paczki instrumentów. Stwierdziliśmy, żeby zrobić coś ciekawego i właśnie otworzyliśmy w zasadzie jeden plug-in, jedną wtyczkę i powiedzieliśmy dobra, używamy tylko tego nic innego. No i tak w zasadzie było, jeżeli chodzi o muzyczną warstwę tego utworu. Wiadomo, że tam bębny czy inne jakieś dodatki były brane z zewnątrz, ale to była bardzo fajna też przygoda i bardzo fajnie się też pisało tę piosenkę.

JM: Produkujesz utwory dla innych artystów. Czy jak je tworzysz, to czy od nich też czerpiesz jakieś inspiracje do swoich piosenek?
TYNSKY: Tak, to jest bardzo dobre pytanie. Byłem na sesji kiedyś, myślę z półtora roku temu i pisaliśmy piosenkę dla innej artystki. Ostatnio przeglądając głosówki i moje notatki, których jest strasznie dużo, jakoś natknąłem się na jedną i była zapisana jako „‚good idea” i data. Odpaliłem to i okazało się właśnie, że na tej sesji powstał zarys do „Any type of way” i o tym nie wiedziałem. Później tak mi się spodobał ten pomysł, że nagrałem to i chciałem tego użyć kiedyś. Tak się stało i zapomniałem o tym totalnie. Ostatnio jak mi się to przypomniało i w ogóle jak to odkryłem, to miałem taki full circle moment. To było bardzo ciekawe doświadczenie, więc trafiłaś w punkt idealnie. Jak widać czasami na innych sesjach, też można zaczerpnąć inspiracji do swoich utworów, co jest, myślę całkiem fajne, tylko trzeba być uważnym. Jest mnóstwo pomysłów i wiadomo, że nie zawsze ten, który myślałem, że będzie najlepszy, faktycznie jest najlepszy. Akurat to było na tyle fajne, że poczułem, że chcę tego użyć. Jak nie ty, to ja. I tak wyszło.
JM: Czy kiedyś możemy na przykład spodziewać się że będziesz tworzyć coś w języku polskim? Wiem, że wszystkie Twoje piosenki są po angielsku, ale czy coś chciałbyś też spróbować się w swoim ojczystym języku?
TYNSKY: Chyba nie. Kiedyś, bardzo dawno temu miałem jakieś podejścia do tego, ale skończyło się to dosyć średnio. Napisałem po polsku kilka piosenek. Nie uważam się za dobrego songwritera w tym języku. Z chęcią mogę wymyślać melodię, ale uważam, że pisanie tekstu po polsku jest naprawdę dużym wyzwaniem. Napisanie dobrego tekstu w każdym języku jest dużym wyzwaniem, ale polski jest naprawdę wybitnym wyzwaniem, bo jest to trudny język, jeżeli chodzi o rytmikę, o składnię i o dźwięczność. Wydaje mi się, że angielski jest znacznie łatwiejszym językiem, jeżeli chodzi o płynność i taką muzykalność, więc chyba zostawiam pisanie tekstów po polsku lepszym ode mnie i myślę, że dużo jest takich osób w tym kraju, którzy potrafią to zrobić fenomenalnie i niech robią to dalej.
JM: Twoja propozycja eurowizyjna Miracle także się znajduje na EPce i jest najbardziej rozchwytywana w tym momencie. Czy byłbyś w stanie coś więcej o niej opowiedzieć?
TYNSKY: Taki pierwszy zarys powstał u mnie w domu i to był pomysł w zasadzie jednego dnia. Nie do końca byłem przekonany do niego, ale przeszedłem się z tym, wróciłem i okazało się, że jest super. Zacząłem pracować nad tym dalej i skończyłem demo i zostawiłem w takiej formie. Pokazałem to Radkowi, z którym pracuję, też producentowi i powiedział, że super, że to kończymy. Ja też to chciałem skończyć, bo uważałem, że to jest naprawdę dobry utwór. Mieliśmy później też okazję pracować z songwriterami ze Stanów — Chloe Copoloff i Francis Karel. Naprawdę dużo od siebie tam dali i jestem bardzo wdzięczny za to, bo ta piosenka nabrała naprawdę dużego znaczenia też dla mnie, dzięki też ich pomysłom i ich różnym myślom i refleksjom.
To był naprawdę super proces i to był ewidentny wybór też dla mnie i taka pewność tego, że jestem gotowy, żeby zgłosić to na Eurowizję w tym roku do preselekcji. Ta gotowość pojawiała się już jakiś czas temu może z innymi utworami, ale w zasadzie cieszę się, że się to nie sprawdziło, bo chyba to nie było odpowiednie miejsce dla mnie i czas na to, żeby się zgłaszać wtedy.
JM: Co Miracle posiada będąc takim wyróżnikiem na tle innych piosenek preselekcyjnych?
TYNSKY: Uważam, że mogę mówić o tym, co dla mnie jest wartościowe w tej piosence. Nie wiem, czy o tym, co się wyróżnia, bo to chyba jest nie dla mnie do oceny. Myślę, że wartościowa jest w tym warstwa produkcyjna, która jest naprawdę ciekawa, w której jest tam bardzo dużo smaczków, jakichś tam drobnych lub większych zabiegów, które tworzą tę całość. Jest tam naprawdę gęsto, jeżeli chodzi o produkcję. Też uważam, że ma bardzo dobry topline, ciekawy i taki, jaki powinien być. Jestem bardzo dumny z tej piosenki. Jest to ballada oczywiście, ale myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja.
JM: Zrobiłeś też eurowizyjną wersję, więc czy w takim wypadku planujesz coś ekstrawaganckiego dodać do swojego występu?
TYNSKY: Nie wiem, czy planuję dodać coś ekstrawaganckiego. Chciałbym oprzeć się na tym, że czuję wartość swojej piosenki. Jest to też Konkurs Piosenki i chciałbym postawić na swoją piosenkę. Nie chcę też zdradzać dużo, bo chciałbym to tak zostawić na 14 lutego. Mamy naprawdę wiele dobrych pomysłów i myślę, że będzie to super zrealizowane. Chciałbym po prostu postawić na wysokim poziomie swój występ. Wszystko się okaże w zasadzie za niedługo, ale wiem, że będzie bardzo dobrze.
JM: Mam nadzieję, że zajmiesz dobre miejsce i że to ten występ Cię rozsławi bardziej, bo zasługujesz na to. Tym samym chciałam Ci podziękować za rozmowę.
TYNSKY: Dzięki, było bardzo miło!
