„Ważny jest dla nas pierwiastek błędu, brud, prawda, wszystkie te elementy często wykraczają poza strefę perfekcjonizmu” Wywiad z Polą Chobot & Adamem Baranem

Niedawno ukazał się nowym minialbum autorstwa Poli Chobot i Adama Barana. Wydawnictwo Trzeba Mi przeprowadza Nas przez niesamowicie emocjonalną podróż po emocjach, sercach i umysłach dwojga artystów.
Miałam ogromną przyjemność porozmawiać z Polą i Adamem na temat procesu powstawania EPki, jej dla Nich znaczenia oaz tego w jaki sposób pandemia zmieniła ich podejście do muzyki i jej tworzenia.

Adrianna Małolepszy: Po pierwsze serdecznie gratuluję płyty.

Dziękujemy bardzo.

Adrianna Małolepszy: To niby płyta, ale właściwie bardziej podchodzi to pod EPkę, bo to tylko 5 utworów. Dlaczego akurat EPka, a nie pełny album?

Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy pisać w trakcie pandemii, nie w tej pierwszej fazie tylko trochę później i bardzo dużo rzeczy z Nas wyszło, bardzo dużo rozgrzebaliśmy i doszliśmy do wniosku, że nie chcielibyśmy żeby te emocje za długo spały i gnuśniały na dysku, żeby się zestarzały. Pandemia obudziła w Nas dosyć skrajne emocje i zależało Nam, żeby to wyszło troszkę prędzej, a że byliśmy w stanie tak całkiem dokończyć te 5 utworów, które wybraliśmy to jakoś wszystko zupełnie naturalnie zmierzało w stronę minialbumu. Jest on zapowiedzią większego wydawnictwa, które miało ukazać się jeszcze w tym roku, ale zobaczymy jak wyjdzie. Ciężko teraz cokolwiek planować.

Adrianna Małolepszy: Miałam pytać o to czy będzie coś jeszcze, bo wydaje mi się, że emocjonalnie to nie jest jeszcze wszystko. Czuję, że zachowaliście sporo dla siebie.

Emocji na albumie jest dużo, bo czas był gęsty. Ale tak. Forma jest krótsza i właściwie ma sygnalizować pewnego rodzaju zmianę, a właściwie ewolucję, która nastąpiła i wciąż trwa, wzbogacając nasz język, czyli dodanie fortepianu i harmonii głosowych. Natomiast generalnie jest to zapowiedź czegoś szerszego i większego co będzie kontynuacją. Wszystko zmierza ku temu by złożyć to w jakiś album i pełniejszy koncept, ale to wszystko się buduje i jest w powolnym procesie twórczym.

AM: Pamiętam EPkę Brudno z 2017 roku. Ona była znacznie bardziej bluesowa niż to co jest teraz. Czy ta zmiana była zamierzona czy bardziej naturalna?

To było totalnie naturalne. Myślę, że chodzi tu o nasz rozwój i to jest główna przyczyna tego wszystkiego. Gdy słuchamy innych artystów to chyba najbardziej cenimy tych, którzy ewoluują w trakcie swojej drogi, super, gdy pierwsza płyta jest zupełnie inna od na przykład piątej. Od tamtego czasu minęły 4 lata i my nasiąknęliśmy mnóstwem innej muzyki i inspiracji, zmieniliśmy się też jako ludzie i myślę, że stąd ta zmiana.
Wtedy miałem ogromną fazę na starych bluesmanów i dalej podchodzę do tych artystów z jakimś takim namaszczeniem, natomiast teraz słucham dużo innej muzyki. Dużo więcej skandynawskich rzeczy, dużo pianistów.

Nie chcemy stopować tego co zupełnie naturalnie z nas wychodzi dlatego, że 4 lata temu założyliśmy sobie, że będziemy oscylować wokół jakiegoś konkretnego gatunku. Wydawało nam się to zbyt dużą ingerencją w zupełnie naturalny proces twórczy i rozwój, postanowiliśmy pozwolić dziać się temu samoistnie. Może kolejna będzie jeszcze inna. Lubimy zaskakiwać. I siebie i otoczenie. 

AM: To co uwielbiam w tym materiale to to jak niesamowicie jest naładowany emocjami. Chciałabym nawiązać tutaj do utworu Kurz, który bardzo do mnie przemówił. Tam jest też bardzo dużo fajnego komentarza. Moglibyście powiedzieć coś więcej na jego temat?

Bardzo się cieszę, bo na wielu płaszczyznach jest to dla mnie ważny utwór. Powstał jako jeden z pierwszych, które w ogóle napisałam na tę EPkę sama na fortepianie. Pokazałam ten szkic Adamowi, zachwycił się, szybko rozpoczęliśmy pracę nad nim. Pomiędzy kuchnią, a sypialnią. Tekstowo jest mocno, choć nie wprost. Ale ja lubię taką nieco pokrętną intensywność słów. Pandemia to dla mnie czas wzbogacający i trudny. Rozliczam się ze sobą i ze swoimi emocjami. Mam teraz potężny moment zwrócenia się do wewnątrz, ku sobie. Bardziej niż dotychczas.
W tym utworze podejmuję bliski mi temat ocen, wartościowania, braku wiary w siebie, i krzywdy, jaką niegdyś wyrządzało mi otoczenie, środowisko, rówieśnicy. “Kurz” jest przesiąknięty bolesnością, ale taką uświadomioną, to taki ból, który akceptujemy i rozumiemy, a świadomość jego źródła automatycznie uwalnia nas od niego. Faktycznie jest on dla mnie prywatnie bardzo ważny, autoterapeutyczny. Ale przez odbiorców czytany różnie.

Cieszę się, bo po premierze docierały do nas różnego rodzaju interpretacje i bardzo emocjonalne punkty widzenia. To oznacza, że moje bardzo intymne uczucie stało się pretekstem do projektowania kolejnych, równie intymnych, a piosenka nosi w sobie potencjał pozostania uniwersalną. 

AM: Ale działa i to najważniejsze.

Tak.

AM: Mówisz o tym, że pandemia dała Ci taki moment na refleksję. Było coś konkretnego co zmieniła w Waszej perspektywie?

Było. Zamieściliśmy to na tej EPce. Pierwsza rzecz to to, że wydaliśmy płytę, mieliśmy zaplanowane koncerty, jakiś plan działania, jakiś cel… Aż tu nagle wybucha pandemia, świat zostaje spowity mgłą wirusa, wszystko rozwala się w sekundę. Nagle okazuje się, że tak naprawdę na nic nie mamy wpływu. Boleśnie zdaliśmy sobie sprawę z kruchości wszystkiego, kariery, pracy, życia chociaż brzmi to bardzo banalnie. Mieliśmy też takie zwykłe problemy finansowe, nie mogliśmy pracować. Od tamtej pory, pełnej niemocy, zakwitło w nas jakieś takie przeświadczenie, że jedyne czego możemy być pewni to tego, że jesteśmy tu i teraz. Wczoraj już było, a jutro może się nie wydarzyć. Pokłosiem tych myśli jest to, że złapałam za fortepian. Do tej pory komponowałam na pianinie i przenosiliśmy te wszystkie kompozycje na grunt gitary. Taka też była koncepcja, natomiast w trakcie pandemii uświadomiłam sobie, że nigdy nie będzie dobrego momentu, żeby doprowadzić tę moją grę na fortepianie do takiego idealnego stanu, który pozwoliłby mi hipotetycznie być z tego zadowoloną. Stwierdziłam, że po prostu trzeba to zrobić. Nie ma czasu, akceptuje to jak to wygląda teraz, nigdy nie będzie tego tak zwanego “dobrego momentu”, idąc dalej zdecydowałam, że wszystkie fortepiany na płytę nagram ja, nie korzystając z pomocy osób trzecich.
Dla nas to jest zupełnie przełomowy czas, w którym zdaliśmy sobie sprawę, że właściwie cieszymy się z miejsca w którym jesteśmy, cieszymy się z otoczenia, które jest wokół nas i nic nas nie ogranicza. Możemy zrobić wszystko. I tak, to są banały, ale uderzająco prawdziwe, no i ich świadomość mocno się w toku intensywnego życia zaciera. 

Na pewno też porzuciliśmy dążenie do perfekcjonizmu. Ważny jest dla nas pierwiastek błędu, brud, prawda, wszystkie te elementy często wykraczają poza strefę perfekcjonizmu. 

AM: Ja od jakiegoś czasu często to powtarzam bo doszłam do takiego wniosku już jakiś czas temu, że muzyka nie powinna być idealna.

Też tak uważam. Być może to się zmieniło w ciągu ostatnich kilku miesięcy, bo chyba kiedyś obydwoje wychodziliśmy z założenia, że pewne rzeczy należałoby doprowadzać do perfekcji, ale czym właściwie jest ta perfekcja?

AM: No właśnie.
Czy dużo osób poza Wami uczestniczyło w tym projekcie?

My mamy raczej skromny team jeśli chodzi o pracę. Obrazkami zwykle zajmują się nasi przyjaciele, Dorota i Tomek Miko Jeśli chodzi o samo pisanie to jako że jesteśmy ze sobą związani to tak naprawdę pisaliśmy to we dwoje non stop w miejscu, w którym żyjemy na co dzień. Dopiero później zaangażowaliśmy Jarka, który grywa z nami na perkusji i nagrywał też pierwszą płytę. Współprodukował i nagrywał nas tak jak zawsze Ignacy Gruszecki. To są właściwie cały czas te same osoby. Nowością był tylko gościnny udział Ambrożego Ranza na wiolonczeli oraz dziewczyn w chórkach – Julii Kulpy i Martyny Dukowicz. Jeśli znajdujemy ludzi o podobnej do nas wrażliwości jesteśmy zwyczajnie szczęśliwi i pielęgnujemy te relacje, praca twórcza z tymi wrażliwcami to ogromna wartość.
Totalnie nie odczuliśmy w nagrywaniu pandemii, bo wyjechaliśmy do monochromu, który jest zupełnie oddalony od całej rzeczywistości. To jest piękne studio położone na odludziu. Będąc tam kompletnie nie odczuliśmy klimatu pandemii, bo tam wszystko żyje i funkcjonuje tak jak przed nią – jest cicho, czysto, zielono lub biało zimą, można oddychać pełną piersią.
A jeśli chodzi o sam proces tworzenia to klimat pandemii nieco się na nas odbił, aranże z debiutu powstawały w dużej mierze na koncertach. Teraz ze względu na to, że jesteśmy zamknięci w domu dużo powstało na komputerze. Na pewno miało to wpływ na ostateczne brzmienie.

AM: Czy jest na tym minialbumie jeszcze coś co jest dla Was szczególne, na co chcielibyście zwrócić większą uwagę słuchaczy?

Ja bym bardzo chciała, żeby zwrócono uwagę na słowo, które dla mnie zawsze pełniło dużą rolę w muzyce i jest zwyczajnie ważne. Zawsze proces pisania warstwy tekstowej jest dla mnie czymś niesamowitym i nieobliczalnym. Czasami siadam z kartką i tekst wypływa ze mnie w ciągu pięciu lub dziesięciu minut, a czasami nie mogę się przebić dalej przez dwa pierwsze wersy. To się wciąż dzieję trochę jakby poza świadomością, ale byłoby mi miło, gdyby zwrócono uwagę na słowa. Jestem z nich bardzo dumna. 

AM: Który z tych tekstów był takim, który się z Ciebie tak “wylał” w ciągu pięciu minut?

Chyba właśnie Kurz. Wydaje mi się, że wtedy był jakiś straszny bałagan w domu, otwarte okno, było ciepło, pianino stało prawie na balkonie, ściemniało się i jakoś tak nagle go napisałam. Czasami jest tak, że harmonia przywodzi na myśl pewne emocje. Dopiero grzebiąc w nich materializuję je słowami. 

AM: A kto zwykle przychodzi pierwszy, Adam z muzyką czy Ty z tekstami?

Bardzo różnie. Wymieniamy się. Ja i tak zawsze piszę, bo marzy mi się wydanie własnego tomiku wierszy. Pewnie kiedyś to się wydarzy. Kasia Nosowska wspominała kiedyś o pięknej idei przechowywania słów, którą nazwała “piwnicą jednosylabowych słów”, a ja mam piwnicę pozaczynanych zdań i zwrotów. Dużo rzeczy mam już zaczętych i czasami używam ich do improwizacji, ale zazwyczaj ten cały proces jest bardzo pomieszany. Czasami jest tak, że Adam łapie gitarę i coś ćwiczy, ja robię kolację i słyszę, że coś fajnego wypływa zza drzwi, odstawiam kolację na bok, idę do pianina, zaczynamy grać… Godzimy się z tym co do nas przychodzi i podążamy za tym i to jest super.
To jest w dużej mierze efekt pandemii i tego, że nauczyliśmy się szanować tego ducha weny.

To czego chciałbym spróbować, a co jeszcze się nie zdarzyło to pisać muzykę do tekstu Poli. Najpierw mieć tekst, a dopiero później zacząć pisać muzykę. Bo teraz jest tak, że nawet jeśli ten tekst napisany był kiedyś wcześniej to zawsze staramy się go dopasować do już powstałej muzyki. 

AM: Jestem bardzo ciekawa czy to by się bardzo różniło.

Zrobimy ten eksperyment specjalnie dla Ciebie.

AM: Dajcie znać! *śmiech*
Mówisz, Polu, że piszesz wiersze. Czy to jest dla Ciebie coś zupełnie osobnego czy zmieniają się one czasem w teksty piosenek?

Zmieniają się. To zupełnie nie jest osobna działka. Te teksty często mają taką wierszową konstrukcję. Na przykład “Trzeba mi”. Czasem jest tak, że zaczynam z intencją pisania jakiejś strofy typowo pod wiersz, a w głowie gdzieś pojawia mi się melodia i już słyszę, że to ma potencjał na jakąś piosenkę. Obie te strefy bardzo się przenikają i żyją jednym życiem. 

AM: Bardzo serdecznie Wam dziękuję!

My Tobie również.

Ostatnio opublikowane

Popularne