„Czasem na długie lata schodzę na manowce i dopiero potem dowiaduję się gdzie byłem. Teraz nie wiem za bardzo w jakim momencie się znajduję – wiem tylko, że dobrze mi tu i na pewno jest ciekawie.” Wywiad z Piotrem Roguckim

Zdania są podzielone – niektórzy widzą w nim głos i nadzieję pokolenia, inni jedynie butnego, owładniętego żądzą innowacji sztukmistrza. Niezależnie od tego, co widzicie w nim akurat wy, jedno nie ulega wątpliwości – każdy nowy projekt Roguckiego rozpala głowy, zasiewa czujność, nie daje się zlekceważyć. Buntownik? Wizjoner? Poeta?

Z Piotrem Roguckim rozmawiamy o meandrach postmodernizmu, chaosie form i misternej sztuce percepcji. No i o kompozycji, która dostrajając poszczególne elementy rzeczywistości staje się kreacją. Ach, i jeszcze o tym, kto ukręcił łeb autorytetom i skąd się biorą koszmary.

Joanna Gulewicz: Mam wrażenie, że Twój najnowszy album, J.P. Śliwa, skupia się jeszcze bardziej na problematyce przemian cywilizacyjnych i społecznych, niż to miało miejsce dotychczas. Wydaje się, że nie do końca jesteś przekonany do obecnego wyglądu rzeczywistości. Czujesz się postmodernistycznym opozycjonistą?

Piotr Rogucki: Faktycznie, zagadnienia zarysowane w wydawnictwie dotyczą również warstwy społecznej, lecz pod względem formalnym są skonstruowane w oparciu o dominujące nurty postmodernistyczne. Zarówno na poziomie tekstu jak i muzyki głównym medium konstruowania pracy od strony formalnej była dla mnie typowo postmodernistyczna technika kolażu, sporą inspiracją muzyczną prace minimalistów i wyraźne nawiązania do różnych stylów. Zatem nie, nie czuję się opozycjonistą – korzystam z darów schyłku czasu pełnymi garściami.

Joanna Gulewicz: J.P. Śliwa lawiruje między wieloma odmiennymi stylami. Muzyka symfoniczna, klasyczny, brudny rock, elektronika ciążąca nawet w stronę trip-hopu. Co się kryje za tą różnorodnością? Chodzi tylko o pokazanie źródła inspiracji, czy może jest coś więcej, co chciałeś w ten sposób pokazać?

Piotr Rogucki: To kontynuacja mojej koncepcji dotyczącej tego wydawnictwa i kolejny ukłon w stronę postmodernizmu – kompozycja pracy będąca odbiciem współczesnego sposobu percepcji rzeczywistości. Kształt muzyczny miał odzwierciedlać strumień uwagi człowieka żyjącego w wielkim mieście, zanurzonego w atakującym go bodźcami środowisku. Bodźce, które na nas oddziałują nie są spójne, często kontrastowe, a jednocześnie z ich kompozycji wyłania się każdy kolejny dzień naszego życia, które w szerszej perspektywie stanowi jednorodną całość, niezaprzeczalnie złożoną z nieprzystających często do siebie elementów.

Joanna Gulewicz: Przemiany społeczne, anomia, alienacja, pęd, ruch… I gdzieś w tym wszystkim Twój bohater, Jan Paweł Śliwa – dziecko swoich czasów i jednocześnie symbol całego straconego pokolenia. Kim jest Twój bohater i co Ty sam, jako twórca, o nim myślisz? Lubisz go?

Piotr Rogucki: Żal mi go. Lubię go tak jak się lubi człowieka, któremu współczujemy, wiedząc, że nie będzie się umiał wydostać ze swojego trudnego położenia, bo nie ma do tego predyspozycji. Nie ma rozeznania w obiektywnej rzeczywistości, nie potrafi przyznać się do straty, woli tkwić w błędzie, niż próbować się z niego wydostać. Wydostanie się z błędu bowiem wymusza pozycję przyznania się przed sobą do porażki.

Joanna Gulewicz: Jak zapatrujesz się na obecne realia społeczno-ekonomiczne? Wierzysz, że istnieje jakieś wyjście z tej sytuacji, czy raczej wszystko stracone? W dramacie, który został dołączony do albumu oprócz głównego bohatera, Jana Pawła Śliwy, wprowadzasz postacie takie jak Chochoł, czy Wernyhora. Trochę złowróżbnie… To nie jest przypadkowy wybór, prawda?

Piotr Rogucki: Nic w „Śliwie” nie jest przypadkowe. To tekst podszyty symbolami – zabawa dla tych, którzy mają więcej czasu i ochoty, by się pobawić w czytanie. Nie wiem co nas czeka, nie jestem wróżką, ale czuję, że przemiana, której doświadczamy będzie pozytywna. Nawet jeśli teraz jesteśmy świadkami dziwnych i pozornie niebezpiecznych wydarzeń to wierzę, że doświadczamy ich po to, by zdrowo myślący ludzie nabrali siły, by skonsolidować szyki w imię dobra przyszłej ludzkości. Trochę to patetycznie brzmi, ale jesteśmy świadkami emocjonalnego czasu w dziejach świata, więc można to podkreślić grubiej.

Joanna Gulewicz: Gdyby to zależało wyłącznie od Ciebie chciałbyś coś zmienić w tej rzeczywistości, czy raczej zostawił ją swojemu biegowi?

Piotr Rogucki: Nic nie chcę zmieniać. Świat jest tak pomyślany, że wszystko wyrównuje się do zera, z którego pochodzi i nie zmieni tego nadprzyrodzona siła. Trzeba się cieszyć doświadczając zarówno dobra, jak i zła. To postawa filozoficzna, której życzę każdemu: realnie niemożliwa do osiągnięcia, ale teoretycznie owszem, więc czemu nie.

Joanna Gulewicz: A Ty sam jak się w tym wszystkim odnajdujesz? Podobają Ci się te wielkomiejskie kolory, dynamika, pęd? A może jednak wolisz się zatrzymać, podlać sałatę i cieszyć pieszymi wędrówkami po lesie?

Piotr Rogucki: Różnie. W życiu mam czas na wszystko, to kwestia ustawienia priorytetów.

Joanna Gulewicz: Czy nie jest tak, że muzyczna przemiana pociąga za sobą jakieś osobiste metamorfozy? Czego chciał Rogucki u progu kariery? O czym marzył? Kim był i kim jest teraz? Czy udało mu się zrealizować swoje plany?

Piotr Rogucki: Wszystko idzie zgodnie z planem, ale nie zawsze jest to prosta droga. Czasem na długie lata schodzę na manowce i dopiero potem dowiaduję się gdzie byłem. Teraz nie wiem za bardzo w jakim momencie się znajduję – wiem tylko, że dobrze mi tu i na pewno jest ciekawie. Lubię to miejsce, mimo że nie jest stabilne i nawet nie jest przyjemne.

Joanna Gulewicz: W utworze „Muszę Mieć” śpiewasz: „(…) Przestrzeni ileż więcej poza tekstem. Oddycha się bez ścisku gęstych form. Smakuje się konteksty lepsze, wieczne” – wiesz, że to jest cel niebłahy, wręcz karkołomny. Porywały się na niego wszystkie wybitne umysły romantyczne. Jak chcesz wyłamać się z formy, tekstu?

Piotr Rogucki: Fajnie, że zwracasz uwagę na ten fragment. To ważny tekst na tym albumie, puenta wszystkich działań głównego bohatera. Nie identyfikuję się z filozofią romantyków i nie wiedziałem, że poruszali ten temat. Dla mnie wyjście poza tekst to rodzaj wyzwolenia się z potrzeb, które narzuca na nas udział w pędzie cywilizacyjnym, to “Czas Odnaleziony” Prousta, codzienna medytacja istnienia, po prostu czucie bycia.

Joanna Gulewicz: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że w pewnym momencie przeraziła Cię rola głosu pokolenia. Czy nie wydaje Ci się jednak, że posiadanie podobnego wzorca jest dla wielu zbawienne? Młodzi potrzebują takiego głosu – kogoś, kto wskaże im drogę albo przynajmniej pokaże, że tych dróg jest znacznie więcej, niż chce się im wmówić. Sądzę, że to są kwestie, które nie dają spokoju także i Tobie… Mylę się?

Piotr Rogucki: Nie mam do tego prawa. To pokolenie decyduje kto jest jego głosem – nie dziennikarze, nie politycy, nie specjaliści od PR, lecz historia i ludzie. Młodzi mają w nosie wzorce i autorytety, nie wiem czy to nie ja powinienem się od nich uczyć. Każdy autorytet, w chwili gdy zostaje uznany za autorytet, przestaje być wiarygodny. Kapitalizm go zje: zostanie skonsumowany przez fabrykę wódki, garniturów albo sam się połknie wydając siedem autobiografii o tym jaki jest zajebisty. Nie wierzę w możliwość współczesnego autorytetu, która nie byłaby skażona jadem konsumpcjonizmu.

Joanna Gulewicz: Romantyk z ogniem w sercu i buntem w oczach, czy raczej człowiek sentymentalny – tęskniący za tym, co ulotne i stracone, niemogący odnaleźć swojego miejsca? Po której stronie byś się umieścił?

Piotr Rogucki: Po żadnej. Sądzę, że to nie jest opozycja. To tylko dwa z wielu wariantów rzeczywistości, oba bardzo niezdrowe. Mam fajne, bardzo ciekawe życie, nie czuję potrzeby by je klasyfikować – to niepotrzebne.

Joanna Gulewicz: Najwięksi też urabiali rzeczywistość, nigdy nie przyjmowali jej w zastanej formie. Czujesz się twórcą w tym doniosłym znaczeniu – kreatora nowego świata i zarazem tego, który wskazuje drogę? A może raczej jesteś tym, który neguje i zmusza do zachowania ciągłej czujności?

Piotr Rogucki: Nie jest jakoś specjalnie odkrywcze to co robię, ja tylko obserwuję otoczenie i je przedstawiam w jakiejś tam bardziej lub mniej wymyślonej koncepcji. Każdy jest kreatorem nowego świata, jednakowoż każdy z nas może kreować jedynie z tych fragmentów, które przed nami poukładali już inni. Jedyna opcja stworzenia czegoś nowego to w miarę świeża kompozycja tego, co już było – bardzo trudne w postmodernizmie.

Joanna Gulewicz: Mariaż poezji śpiewanej i muzyki współczesnej to połączenie trudne, wymagające zarówno od twórcy jak i od słuchacza. Właściwie Tobie pierwszemu udało się je zrealizować i osiągnąć sukces, pociągnąć za sobą całą Polskę. Jak się do tego przygotowywałeś?

Piotr Rogucki: No nie do końca się zgodzę. Współcześnie wszyscy tak tworzą – wszyscy najbardziej wartościowi i ambitni artyści w Polsce i na świecie. Uczę się od nich i zazdroszczę lekkości, świeżości, komunikatywności, prawdy. Jesteśmy świadkami cudownego odrodzenia, zawartego w komunikacie artystycznym, jaki niesie ze sobą piosenka – komercyjny przekaźnik. To jest teren do wspaniałych dokonań i to nie ja ich dokonam. Całą Polskę? Bez żartów. To co robię (i robiłem) to tylko realizacja pierwotnej koncepcji zestawienia poezji z nośnikiem muzyki współczesnej jako przekaźnikiem masowego rażenia, przekaźnikiem o szerokim zakresie oddziaływania, zatem potencjalnie zwiększa się możliwość dotarcia do odbiorcy. Wydając tomik poetycki raczej nie masz szans za życia – inaczej gdy wydasz album np. rockowy. Takie było założenie. Nie wszyscy się na to załapują.

Joanna Gulewicz: Bez względu na tematykę Twoje kompozycje zawsze tętnią życiem, energią, emocjami. Mam wrażenie, że śpiewasz całym sobą, nie tylko głosem. Myślisz, że to wyłącznie kwestia świetnego warsztatu aktorskiego? Jaki jest Twój sekret?

Piotr Rogucki: Dziękuję, bo to chyba komplementy, ale tak w dobrą stronę. To połączenie technik scenicznych i wykonawczych podparte doświadczeniem wielu dziedzin i latami pracy, która nie została doprowadzona do końca (i pewnie nigdy nie zostanie) oraz naturalna przypadłość wpojona z mlekiem matki, czyli nadpobudliwość (nie życzę nikomu). I nie do końca się zgodzę, że to kompozycje. Utwory to dopiero początek, zawsze najpełniejszym wyrazem mojej pracy i działania był wyraz i kształt sceniczny wypowiedzi. Tam, na koncertach, jest zazwyczaj lepiej niż na płytach.

Joanna Gulewicz: Wielkimi krokami zbliża się premiera następnej płyty Comy. Uchylisz rąbka tajemnicy?

Piotr Rogucki: Idziemy dalej w temacie łączenia tekstu z rockiem – tym razem bardzo grubo i eksperymentalnie.

Joanna Gulewicz: W przyszłym roku stuknie wam 18-tka. Czas podsumowań? Przemian? Rachunku sumienia? Jest coś, co byś zmienił albo czego żałujesz jako członek zespołu na przestrzeni tych 18-tu lat?

Piotr Rogucki: Jest kilka rzeczy, których żałuję, ale to chyba nie jest warte publicznej rozmowy.

Joanna Gulewicz: Czy chciałbyś przekazać coś swojemu pokoleniu? Może coś doradzić, przestrzec przed czymś?

Piotr Rogucki: Chciałbym ich przestrzec przed objadaniem się na noc. To może powodować koszmary.

Bardzo dziękuję za wspaniałe pytania!

Joanna Gulewicz: Dziękuję za rozmowę.

Czytaj również