oly. wydała niedawno swoją najnowszą EPkę o tytule sentimental.wav. Z okazji jej premiery porozmawiałyśmy między innymi o ekologii, podejścia artystki do muzyki i ścieżce jaką chce iść. Przeczytajcie zapis wywiadu!

AM: Serdecznie gratuluję! EPka już jest. Jak emocje?
Przede wszystkim cieszę się, że ten materiał nareszcie się ukazał. Planowany termin premiery był dużo wcześniejszy, ale pandemia skomplikowała nam trochę plany. Teraz pozostaje sama radość z tego, że piosenki krążą w sieci i w radio. Ten materiał już tyle przeszedł ze mną, z Andrzejem Koniecznym — producentem, z naszymi znajomymi muzykami w studio, a potem z twórcami klipów.
AM: A jaki dokładnie był wpływ pandemii na ten materiał?
Na same utwory i na warstwę muzyczną może nie wpłynęła, ponieważ ten etap zamknęliśmy wcześniej, ale zdecydowanie na proces tworzenia klipów, zdjęć i proces wydawniczy.
AM: Pisałaś ten materiał już w trakcie pandemii czy jeszcze przed?
Jeszcze przed. Wszystkie kawałki zostały napisane i zarejestrowane w studio jeszcze przed lockdownem. Później pracowaliśmy nad częścią wizualną. Ale mam poczucie, że mimo tego, że te kawałki powstawały przed pandemią, to bardzo wpisują się w naszą starą-nową rzeczywistość.

AM: Jest tam trochę taki klimat.
Chciałabym, żebyś mi troszkę opowiedziała o kilku piosenkach z EPki. Zacznijmy może od singla Z Ziemi.
Jest to piosenka, która została napisana dla moich przyjaciół z Łodzi, którzy często wspólnie muzykowali. Dwa lata temu, w wakacje, mieli zagrać razem pierwszy koncert i zaproponowali, żebym dołączyła. Postanowiłam napisać dla nich kawałek. W początkowej fazie wyglądał trochę inaczej, ale został w mojej pamięci, chciałam, żeby stał się także częścią planowanej EPki. Pisząc Z ZIEMI myślałam o bardzo bliskich mi osobach, chciałam by tekst i produkcja była przesiąknięta współodczuwaniem i troską, trochę baśniowością. Później, już w trakcie pracy nad video (performance zarejestrowany na VHS-ie przez Krystiana Daszkowskiego), pojawił się dodatkowy aspekt empatii nie tylko wobec bliskich, ale także wobec otaczającego nas świata natury.
AM: Słuchając tej EPki mam wrażenie, że wszystkie te utwory pisałaś z myślą o konkretnych relacjach.
Zdecydowanie tak. Nie da się chyba ukryć tego bardzo emocjonalnego aspektu tych piosenek.
AM: Popraw mnie jeśli się mylę, ale przez tę muzykę buduje mi się obraz kruchej, wrażliwej artystycznej duszy.
Nie starałam się zamanifestować swojej osobowości i tego jaka jestem na co dzień. Zależało mi bardziej na opowiedzeniu historii o różnych relacjach, sposobach odczuwania. Pewnie jest w tym sporo kruchości, ale bycie wrażliwym w dzisiejszych czasach wymaga wiele siły i odwagi. Od pewnego czasu odkrywam to na nowo.
AM: Zgadzam się w stu procentach.
Opowiesz mi coś o moim ukochanym Przez Chwilę?
Bardzo mi miło, że go wyróżniasz. Nie miałam jeszcze okazji zderzyć się z szerszym feedbackiem co do tego numeru. Cieszę się, że mogę go na nowo przeżywać dzięki naszej rozmowie. Gdy teraz sobie o tym myślę, to jest to taka piosenka, która mogłaby być soundtrackiem do filmu albo bajki o końcu świata. Przedstawia trochę postapokaliptyczną wizję tęsknoty za tym co dziś nam umyka, za tym co nieświadomie tracimy. Ulubione drzewo, które mijamy na spacerze, śnieżna zima, promienie słońca na skórze zaraz po przebudzeniu, a może też relacje z ludźmi, które się niepostrzeżenie wypalają. Ten aspekt świata, w którym żyjemy, najbliższej codzienności, która kiedyś może niezauważenie zniknąć jest dla mnie niezwykle ważny.
AM: To było piękne. Słuchając go bardzo spontanicznie wpadło mi do głowy, “List otwarty do świata.”
Trafiłaś w dziesiątkę!
AM: Piszesz po angielsku i po polsku, w którym z tych dwóch łatwiej Ci się wyrazić?
Zdecydowanie angielski. Nigdy tego nie ukrywałam. Od zawsze słuchałam muzyki w języku angielskim i dość wcześnie zaczęłam się go uczyć. Moja wyobraźnia jest dwujęzyczna. Utwierdziłam się w tym ostatnio czytając książkę Jagody Ratajczak — „Języczni”, która bardzo pomogła mi już całkowicie zwalczyć kompleks „dlaczego tak mało piszę po polsku”.
AM: W ogóle. Jak popatrzeć na kulturę, która Nas otacza, w 90% albo jest albo w oryginale było po angielsku. Wszystko czego słuchamy, oglądamy. Często sama mam wręcz tak, że czegoś słucham lub coś oglądam, ktoś coś do mnie mówi i dosłownie zajmuje mi chwilę, żeby się przestawić na polski.
Dokładnie tak jest. Bardzo mocno teraz tego doświadczam, bo od paru miesięcy nie jestem w Polsce i ze znajomymi też się porozumiewam głównie po angielsku. To przestawianie się bywa trudne, ale mam wrażenie, że w kontekście tworzenia jest intuicyjne. Czasem decydujemy, że posłużymy się takim, a nie innym środkiem wyrazu. To jest intuicja, za którą warto moim zdaniem podążać.
AM: Najpierw wydawałaś w innej wytwórni. Skąd decyzja, żeby się gdzieś przenieść?
To była naturalna kolej rzeczy. Skończył się mój kontrakt i postanowiłam poszukać innych rozwiązań wydawniczych. Nie ukrywam, że cała EPka miała docelowo ukazać się tylko w wersji cyfrowej, ale ze względu na to, że jest ona łącznikiem między pierwszą i drugą płytą, a tym gdzie jestem teraz, wytłoczyliśmy limitowaną ilość egzemplarzy fizycznych.
Zastanawiam się już od dłuższego czasu nad procesem powstawania fizycznych CD, a śladem ekologicznym. Nie chciałabym już nigdy wypusczać dużych nakładów CD. Może w przyszłości winyl z recyklingu, może pojawią się jeszcze inne możliwości.
AM: Fajnie, że o tym mówisz.
To chyba wynika też trochę z całej tematyki tej EPki, ale też po prostu ze świadomości życia na planecie Ziemi. Bycie artystką oznacza dla mnie bycie częścią środowiska, afirmowane relacji z tym co mnie otacza, o czym opowiadam, z czego czerpię inspirację. Stąd również takie kroki w kwestiach wydawniczych. Plastikowe płyty w kolejnych plastikowych foliach nie są tym czego chcę.
AM: Tak. Chociaż teraz pojawia się coraz więcej ekologicznych wydawnictw.
Myślę, że to dobry kierunek, bardzo ważny.
Jak wspomniałam, sama postawiłam na bardzo ograniczoną ilość fizycznych płyt. Można je nabyć poprzez kontakt mailowy czy też na instagramie @oly.music. Każdy egzemplarz posiada ręcznie robioną, unikatową okładkę, a część z nich jest jeszcze w ręcznie szytych woreczkach z pamiątkami-pierścionkami.
AM: Ręcznie robiona okładka… Przyznaj się, malowałaś?
Jak najbardziej. I sklejałam, bo wszystkie okładki są up-cyklingowe.
AM: Wspomniałaś o pierwszej płycie, która była chyba już 5 lat temu. Jak teraz patrzysz na ten materiał?
Z ogromną nostalgią. Był taki czas, kiedy byłam trochę znużona Home, ale teraz myślę sobie, że było to dla mnie niesamowite wydarzenie. Z perspektywy czasu patrzę na te kawałki jako na coś niezwykle prawdziwego, nieobarczonego oczekiwaniami, które pojawiają się później. Te kawałki były totalnie pamiętnikowe, na swój sposób beztroskie. Choć pamiętam recenzje, że była to smutna płyta, ale dla mnie jest tam wiele swobody i radości z pisania pomimo tego, że niektóre numery niosą ze sobą smutne historie. To bardzo wyjątkowa rzecz, mieć zapis tej nastoletniej, beztroskiej części mojego życia.
AM: A w tej chwili czujesz jakąś presję?
Często pojawia się w moich myślach jakaś poprzeczka, którą sobie podnoszę. Zależy mi na moich odbiorcach i zawsze bardzo szanuję, doceniam ich opinie, choć z drugiej strony zależy mi na tym by pokazywać materiał, który na danym etapie jest mi najbliższy, nawet jeśli to oznacza zmianę klimatu kawałków.
Zawsze staram się pomyśleć o tym, że szczerość jest dla muzyki i tworzenia najważniejsza. Pozwala się rozwijać, ułatwia i uwalnia proces twórczy.
AM: Mówisz o aktualności. Pamiętam, że przy promocji ostatniego albumu mówiłaś, że masz tak dużo materiału, że mogłabyś z tego zrobić jeszcze jedną płytę. Wykorzystałaś któryś z tych numerów, czy one już są nieaktualne?
Faktycznie przy drugiej płycie było bardzo dużo demówek. Chyba najbliżej tego drugiego albumu jest przez chwilę. Wtedy jeszcze istniało w formie bardzo surowej i nie sądziłam, że kiedyś ta piosenka się ukaże. Dużo materiału odrzuciłam i nie chciałam do niego wracać. Ale może kiedyś nadejdzie moment, że wrócę do tej szuflady, odkryję ją na nowo.
AM: Teraz jest moda na jubileuszowe wydania albumów. Poczekaj jeszcze 10 lat i będzie akurat piękna wersja deluxe. *śmiech*
Totalnie!
AM: Skoro masz dużo materiału, to skąd decyzja, żeby teraz była tylko EPka?
Jak już wspominałam, z mojej perspektywy EPka jest łącznikiem pomiędzy pierwszą i drugą płytą, ale też z tym czego mi na nich zabrakło. Nie ukrywam, że po takim czasie, który upłynął od tych wydawnictw chciałabym muzycznie pójść w trochę inną stronę. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałam, żeby ukazało się jeszcze coś co mogłoby dopowiedzieć/rozwinąć te dwa poprzednie albumy zanim pójdę dalej.
AM: Bardzo mnie teraz zaintrygowałaś tą nową drogą.
To dobrze. Taki był plan.
AM: Czy chciałabyś jeszcze dodać coś na koniec?
Chciałabym jeszcze opowiedzieć o super ludziach, z którymi pracowałam nad tym materiałem. W refrenach „Kids” pojawia się Fismoll, wiele partii gitarowych to dzieło Kacpra Budziszewskiego (Fismoll, Ofelia, Rasmentalism), oprócz tego w KIDS i Pastlife na saksofonie zagrał Kacper Krupa (Siema Ziemia, SKALPEL Bigband, Kwaśny Deszcz), oraz Piotr Cienkowski w Eye on the Moon na kontrabasie.
Z kolei klipy to dzieło wyjątkowych artystów, wrażliwych, wyjątkowych twórców: KIDS zrealizował Krystian Daszkowski i Igor Jan Zieliński, a Pastlife wyreżyserowała Katarzyna Sawicka. Za tymi obrazami kryją się niesamowite historie, uczucia, chęć współpracy mimo trudności, które niósł ze sobą rok 2020.
Bardzo zapraszam do śledzenia mojego Instagrama, bo w wakacje chciałabym organizować spotkania na których będzie można nie tylko nabyć płytę i merch DIY (będą ręcznie szyte koszule, pierścionki, litografie – wszystko upcyklingowe), ale też spotkać się, porozmawiać, zobaczyć screeningi tych teledysków i poznać twórców. Chcę być bliżej Was z tym wszystkim co kryje sentimental.wav
AM: Bardzo Ci dziękuję!
Ja również. Dziękuję za super rozmowę.
