Mother Mother to kanadyjski zespół indierockowy. W trakcie swoje dwudziestoletniej działalności na rynku muzycznym nagrali dziesięć albumów studyjnych, a ich single Burning Pile oraz Hayloft stały się światowym fenomenem. W czerwcu zespół w składzie Ryan Guldemond, Molly Guldemond, Jasmin Parkin, Ali Siadat i Mike Young wydali 10. album Nostalgia. Obecnie zespół koncertuje podczas najważniejszych festiwali muzycznych w Europie. Podczas naszego pobytu na festiwalu Lollapalooza w Berlinie spotkaliśmy się na rozmowie z frontmanem Ryanem Guldemondem, aby porozmawiać o najnowszej płycie, a także o przyszłym planach koncertowych.

Julia Maciąg: Nostalgia to wasz dziesiąty album w ciągu 20. lat Waszej działalności. Jakie to uczucie – wydać dziesiątą płytę po tylu latach?
Ryan Guldemond: Fajnie jest wydać dziesiąty album. Wiesz, słyszy się o takich artystach jak Bob Dylan, którzy nagrali, nie wiem, ze sto płyt. I wtedy myślisz: „Okej, musimy pracować ciężej. Mamy dopiero dziesięć.” Tak to czuję. Mam wrażenie, że dziesięć to za mało. Jakbyśmy musieli działać szybciej.
JM: Słowo Nostalgia oddaje marzycielskie skojarzenia i jest tytułem waszego albumu. Dlaczego?
RG: „Nostalgia” to też tytuł jednej z piosenek. Kiedy tworzysz album, czekasz na utwór, którego tytuł mógłby nadać nazwę całej płycie. To trochę jak trzymanie kciuków – myślisz sobie: „Mam nadzieję, że napiszę piosenkę, która zostanie tytułem albumu.” I czekasz. A potem pewnego dnia napisałem „Nostalgia” i pomyślałem: „To jest to. To będzie tytuł.”
JM: Jednak w tej piosence śpiewacie, że kochacie i nienawidzicie nostalgii. Jakie emocje wzbudza w Was to słowo?
RG: Nostalgia to przeszłość. Możemy patrzeć wstecz i romantyzować to, co było. Ale przez to możemy być zbyt surowi wobec teraźniejszości. Dlatego właśnie mówię, że ją kocham i nienawidzę.
JM: Album otwieracie utworem Love to Death. Co sprawiło, że postanowiliście wrócić do niego i ukończyć go właśnie teraz? A to utwór z 2008 roku.
RG: Myślę, że to głównie przez fanów – odnaleźli tę piosenkę na YouTube w wersji bootlegowej, bardzo ją celebrowali, mówili o niej przez lata… i to właśnie oni zainspirowali nas, żeby nagrać ją w studiu. Trochę jak prezent dla nich.
JM: Macie jeszcze jakieś niewydane utwory, które są ulubieńcami fanów?
RG: Tak. Wciąż jest kilka takich kawałków, o których wiedzą fani, a które powinniśmy pewnie w końcu nagrać i wypuścić.
JM: Na Nostalgii znajduje się piosenka dla Jasmine. Czy Jasmine wiedziała o niej wcześniej?
RG: Jasmine odkryła ten utwór, kiedy wysłałem jej notatkę głosową z piosenką na telefon – w jej urodziny. Tak jej ją pokazałem.
JM: Station Wagon ma bardzo nostalgiczny klimat, jak wiele kawałków z tego albumu. Miałam wrażenie, jakbym słuchała kołysanki.
RG: Byłem po prostu szczęśliwy, że ta piosenka w ogóle powstała. Nad takimi rzeczami się za dużo nie myśli. Po prostu masz nadzieję i modlisz się, że pojawi się dobra piosenka. I to, co kocham w „Station Wagon”, to fakt, że brzmi jakby była napisana przez nas dawno temu – ale jest zupełnie nowa. I przypomniała mi, że wciąż mamy w sobie tę iskrę.
JM: Na płycie jest dużo kontrastujących ze sobą utworów. Czy lubicie kontrast w muzyce?
RG: Tak. Myślę, że ludzie są pełni kontrastów. Mamy w sobie wiele różnych osobowości i emocji. I muzyka powinna to odzwierciedlać.
JM: Wspomniałeś kiedyś, że Finger to taki zagubiony brat Verbatim. Jak ten motyw ewoluował i czy zamierzacie go dalej eksplorować?
RG: „Finger” to utwór napisany jeszcze przed „Verbatim”, więc to już dawno temu. Nigdy nie myśleliśmy, że go nagramy. To była niespodzianka, że to zrobiliśmy, taki eksperyment. I niektórzy go pokochali, a inni może nie do końca wiedzą, co o nim myśleć – podobnie jak z „Verbatim”. Więc tak, to kolejny dziwny dzieciak w rodzinie.
JM: Który utwór na Nostalgii był najtrudniejszy do napisania lub skomponowania?
RG: Najtrudniejszy był „Make Believe”.
JM: Dlaczego?
RG: Tekst – jest bardzo szybki. Jestem trochę mitomański. Trudno było znaleźć słowa, które mają sens i jednocześnie dobrze brzmią przy takim tempie. Naprawdę się z tym męczyłem.
JM: Na okładce albumu pojawia się jednorożec. Co on symbolizuje?
RG: Słowo nostalgia sprawia, że ludzie wracają myślami do dzieciństwa. A kiedy jesteś dzieckiem, w twojej głowie jest więcej magii – wierzysz w rzeczy, które nie są prawdziwe, jak na przykład jednorożce. Dla nas to bardzo nostalgiczne stworzenie.
JM: Macie plany, by dalej promować album? Koncerty, trasa? Nie festiwale, tylko własna trasa koncertowa?
RG: Tak, myślę, że w przyszłym roku postaramy się jeszcze trochę pograć. Po tej trasie planujemy małą przerwę, chcemy trochę odpocząć. A potem w 2026 wracamy do grania.
JM:Tym samym chciałam podziękować za rozmowę.
RG: Dziękuję bardzo.
