„Zawsze znajdzie się kilka elementów, które tworzą uczucie nadziei w piosenkach” – Wywiad z Mighty Oaks

Mighty Oaks to młody i obiecujący zespół, tworzący muzykę tuż za naszą zachodnią granicą – w Berlinie. Kim dokładnie są? Powiedzą Wam o tym wszystkim sami.

Zespół ten poznałem stosunkowo niedawno. Słuchając po raz pierwszy singla Brother (bardzo lubię!) miesiąc temu, nigdy nie pomyślałbym, iż będę miał okazję rozmawiać na żywo z Mighty Oaks. Życie jednak zaskakuje i ten fakt miał miejsce. Zespół przyjechał do Polski, aby promować swój debiutancki longplay Howl, pełen optymistycznych, ciepłych i podnoszących na duchu melodii, utrzymanych w klimacie popowo-folkowym. Premiera wydawnictwa odbyła się 15 kwietnia.

 WYWIAD

Piotr Krajewski:  Jesteście trójką przyjaciół z trzech różnych państw: Stanów Zjednoczonych, Włoch oraz Wielkiej Brytanii. Jak to się stało, że razem współpracujecie?

Ian (Mighty Oaks): Swego czasu mieszkałem w Hamburgu. Tak samo jak Craig – nasz basista, którego niestety nie ma tutaj teraz z nami. Poznaliśmy się. Obaj graliśmy i pisaliśmy teksty. W końcu zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi i poznaliśmy Claudio podczas niewielkiego akustycznego festiwalu w Hamburgu. Został zaproszony tam prosto z Włoch. Wszyscy się zaprzyjaźniliśmy. Później przeprowadziłem się do Berlina, aby rozpocząć pracę w SoundCloud. Claudio również przeniósł się do Berlina, żeby pracować nad swoją pracą doktorską. Zdaliśmy sobie sprawę, iż mieszkamy teraz w jednym mieście, zgadaliśmy się i postanowiliśmy pograć trochę razem.

Piotr Krajewski: Dlatego właśnie zdecydowaliście się tworzyć muzykę w Berlinie?

Ian: Dokładnie. Początkowo nie przeprowadziliśmy się tam z myślą tworzenia muzyki. Craig wciąż mieszkał w Hamburgu. Minęło kilka lat zanim zdecydowaliśmy o utworzeniu zespołu. Musieliśmy ściągnąć Craiga do Berlina. Stało się to w 2012 roku.

Piotr Krajewski: Zwiecie się Mighty Oaks. Skąd pomysł na taką nazwę? Wybór nazwy musi być naprawdę trudnym zadaniem.

Claudio: Tak. To naprawdę trudne. Wiesz… musisz zdecydować o tym, jak będziesz nazywany przez resztę życia. Zrobiliśmy burzę mózgów przez Google Chat. Wszyscy byliśmy wtedy zapracowani, jednak każdy z nas zadawał sobie pytanie: jak powinnyśmy się nazywać, jak powinniśmy się nazywać? Znaleźliśmy wtedy pewne amerykańskie przysłowie, brzmiące: Mighty oaks from little acorns grow (dosłowne tłumaczenie: z małych nasion wielkie drzewa rosną). Pomyśleliśmy, iż świetne pasuje to do naszych historii, a także naszej wizji przyszłości, przejawiającej się wspólną pracą oraz ciągłym rozwojem niczym wielka drzewa, wyrastające z małych nasionek. Razem będziemy silniejsi.

Piotr Krajewski: Czy wiecie jak „Mighty Oaks” brzmi po polsku? Chcecie usłyszeć?

Mighty Oaks: Jasne!

Piotr Krajewski: Potężne, ogromne dęby.

Mighty Oaks: [w tym momencie Ian i Claudio próbują powtórzyć (na swój własny sposób :D) to, co powiedziałem]

Piotr Krajewski: Jak wyglądało wasze pierwsze wspólne granie na żywo? Co najbardziej pamiętacie? Co czuliście?

Claudio: To chyba było w Intersoup (concert bar w Berlinie).

Ian: Tak. Na początku (kariery) graliśmy tylko ja i Claudio. Intersoup to bardzo niewielkie miejsce. Jednak nasz pierwszy wspólny występ (jako zespół) miał miejsce na alternatywnym Fusion Festival w Niemczech. Wypiliśmy trochę whiskey, byliśmy nieco zdenerwowani, wszystko jednak poszło dobrze, ludziom naprawdę bardzo się podobało. Było świetnie. Po występie stwierdziliśmy: ok, to może się udać!

Piotr Krajewski: Jak wspominacie supportowanie m.in. tak znanego zespołu jak Kings Of Leon czy wschodzącego The Lumineers? Jakie to uczucie? Poznaliście ich osobiście?

Ian: Świetne uczucie. Nauczyli nas jak powinno grać się przed ogromną publicznością. Mieliśmy również okazję zagrać przed nową rzeszą ludzi, sprawdzić które utwory działają pozytywnie na tak dużą liczbę odbiorców. To był rewelacyjny czas. Poznaliśmy osobiście The Lumineers. Bardzo sympatyczni. Spędziliśmy trochę czasu razem za kulisami, wypiliśmy wspólnie piwo, porozmawialiśmy zwyczajnie o życiu. Kings Of Leon nie mieliśmy okazji jednak poznać.

Piotr Krajewski: Z kim lub z jakim zespołem najbardziej chcielibyście dzielić scenę?

Mighty Oaks:Coldplay! Byłoby świetnie. Są niesamowici.

Piotr Krajewski: Wasza twórczość jest pełna energii i ma pozytywny przekaz. Co Was nastraja optymistycznie do życia? Skąd czerpiecie inspiracje podczas tworzenia muzyki?

Ian: Tworzenie muzyki opiera się na życiowych doświadczeniach. Zawsze znajdzie się kilka elementów, które tworzą uczucie nadziei w piosenkach, nawet jeśli opowiadają one o smutnych rzeczach. Wydaje mi się, że żyjemy teraz w jakimś śnie. Możemy spędzać dnie z dobrymi przyjaciółmi, gramy naszą muzykę i dzielimy się nią z nowymi ludźmi, a przy okazji podróżujemy również po świecie. Jesteśmy szczęściarzami. Właśnie dlatego pozostajemy tak pozytywnie nastawieni do życia.

Piotr Krajewski: Jak przebiegają prac nad każdą kompozycją? Czy każdy ma określoną rzecz do zrobienia? Czy może jednak pracujecie nad wszystkim wspólnie?

Claudio: Ian pisze teksty. Zazwyczaj to on przychodzi do nas z pomysłami dotyczącymi piosenki, czyli jak będzie wyglądała, jaki będzie jej kierunek oraz nastrój. Próbujemy zagrać to z instrumentami, aby uwydatnić kilka momentów i zaaranżować utwór. Wymieniamy się instrumentami. Craig gra na mandolinie i gitarze basowej. Ja gram na pianinie i gitarze. Ian również gra na mandolinie, gitarze i ukulele. Robimy coś w rodzaju burzy mózgów, do czasu aż znajdujemy taki kierunek, który nas ucieszy. Czasami dajemy sobie na wstrzymanie i powracamy do kawałka kilka dni później, aby go znów zagrać i posłuchać. Pracując nad albumem, pisaliśmy i nagrywaliśmy te same utwory nawet po kilka razy. Oczywiście przy współpracy z producentami w studiu. Zajęło nam to wszystko 18 miesięcy.

Piotr Krajewski: Waszą pierwszą EP-kę odsłuchało prawie 400 tysięcy osób w serwisie SoundCloud. Jak myślicie, co jest w Waszej muzyce co przyciąga słuchaczy?

Ian: Tak naprawdę nie wiemy. Wydaje nam się, iż ludzie słuchając naszych piosenek z Howl czy z EP-ek Just One Day oraz Driftwood Seat, mogą znaleźć z nami pewną więź, dzięki emocjom tam zawartym. EP-ki bazują na podstawowych ludzkich uczuciach, tj. miłość, szczęście, przyjaźń, przygoda czy rodzina. Każdy takich uczuć doświadcza. Właśnie dlatego, nie ważne kim jesteś albo co robisz w życiu, zawsze możesz coś zrozumieć i wynieść z naszych piosenek. Możesz znaleźć pomoc w naszej twórczości. To cudowne. Zarówno dla nas, jak i dla ludzi.

Piotr Krajewski: Porozmawiajmy o Waszym debiucie. Gratulujemy bardzo dobrej płyty. Słuchając jej po raz pierwszy, czułem, że idealnie pasowałaby w trakcie przejażdżki samochodem. Skąd pomysł na zatytułowanie płyty właśnie Howl? Przyznam, że bardzo lubię tytułowy kawałek.

Ian: Dziękujemy. Masz rację. Wiele piosenek pasuje do przejażdżki z dziewczyną, przyjaciółmi nad jezioro lub ocean czy do relaksu przy ognisku wraz z whiskey, piwem czy winem. Tak jak Ty, również lubimy tytułowy utwór. Jest to piosenka zamykająca cały album. Pomyśleliśmy, że to będzie całkiem niezłe połączenie.

Piotr Krajewski: Dlaczego zdecydowaliście się na bardziej akustyczne granie? Na czym gracie? Na waszej płycie słychać wiele różnych instrumentów.

Ian: To coś, co potrafię robić najlepiej. Pisanie utworów przy pomocy akustycznej gitary. Jednak podczas występów na żywo czy również jeżeli chodzi o dźwięki na albumie, mamy do czynienia nie tylko z akustycznymi instrumentami, jak gitara akustyczna czy mandolina. Dużo jest pianina, organów, bębnów, ale również elektroniki: gitara elektryczna, keyboard oraz mnóstwo różnych innych dźwięków.

Piotr Krajewski: Czy w dzisiejszych czasach trudno się debiutuje? Co jest największą przeszkodą w tym, aby zaistnieć?

Ian: Przyznam szczerze, iż poszło nam dosyć łatwo. Pracowaliśmy naprawdę ciężko. Chodzi o to, aby współpracować z ludźmi, którym ufasz, których lubisz, którzy zaprowadzą cię poziom wyżej. Najistotniejsze są zaufanie i wiara w to, co robisz. Musisz przede wszystkim lubić to, co robisz i cieszyć się tym.

Piotr Krajewski: Zamierzacie podbić rynek amerykański? Macie już jakieś plany?

Ian: Oczywiście, że o tym myślimy. Byliśmy w Stanach Zjednoczonych w marcu. Graliśmy m.in. w Los Angeles, Austin czy Nowym Jorku. Obecnie jesteśmy w trakcie rozmów z tamtejszymi wytwórniami. Zobaczymy co dalej. To naprawdę trudny rynek. Musisz tam być (osobiście), żeby wszystko poszło dobrze. Będziemy musieli poświęcić dużo czasu na to.

Piotr Krajewski: Czy podczas trasy koncertowej promującej Wasz debiutancki album będziecie wykonywać tylko utwory na nim zawarte czy może też starsze kompozycje? A może też zupełnie nowe utwory?

Ian: Będzie miks. Połowa tego, połowa tego. Gramy na żywo prawie cały materiał z Howl, ale również kawałki z naszych EP-ek. Nie będziemy grać żadnych nowych utworów. Śpiewamy jednak utwór Horsehead Bay, który nie został nigdy nagrany w studio.

Piotr Krajewski: Czy jesteście po raz pierwszy w Polsce? Podoba Wam się tutaj?

Ian: Jako zespół, jesteśmy tutaj pierwszy raz. Osobiście, po raz pierwszy odwiedziłem Polskę w 2008 roku. Zarówno byłem tutaj w Warszawie, jak i w Krakowie. Piękne miasto. Przybyliśmy do Polski autostopem. Ludzie są mili, jedzenie pyszne, alkohol również. Było jednak bardzo zimno, gdyż był marzec. Wciąż padał śnieg.

Claudio: Pamiętam, że imprezowałem w Krakowie pewnego piątkowego wieczoru w 2006 roku.

Piotr Krajewski: Występujecie dzisiejszego wieczoru w warszawskim Skwerze. Jakie macie oczekiwania przed pierwszym polskim koncertem?

Ian: Chcemy przede wszystkim poznać nowych ludzi oraz zdobyć nowych fanów. Mamy nadzieję na liczną widownię, której przypadniemy do gustu i która później opowie znajomym, że jesteśmy warci zobaczenia na żywo.

 

Czytaj również