Mery Spolsky podjęła się ostatnio wielkiego przedsięwzięcia. Niedawno ukazała się jej książka, ale na tym nie koniec. Razem z książką światło dzienne ujrzały również dwa audiobooki, jeden bardziej niezwykły od drugiego, wyjątkowe teledysko-obrazy, nie wspominając już o rozpoczętej trasie Live Act.
Co kryje za sobą książka oraz te wszystkie niezwykłości? Mery rozwiała troszkę wątpliwości podczas naszej rozmowy. Przeczytajcie!
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję, bo dzieję się niesamowicie dużo. Jest książka, audiobook, trasa…
Zacznijmy może od tego, że nie jest to do końca taka zwykła autobiografia.
To jest książka na podstawie różnych autobiograficznych refleksji, to co myślę w niej jest, są tam ważne elementy mojego życia, natomiast nie chciałam by było to odebrane jako autobiografia, bo nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby teraz, w tak wczesnym momencie życia ją pisać.
Jest to trochę zbiór myśli postaci Marysi, którą jestem ja, dlatego też ludzie doszukują się w niej moich osobistych przemyśleń. Może słusznie, bo chciałam trochę zbliżyć czytelnika do postaci.
AM: Mówisz o postaci Marysi, czyli nie jesteś to jednak ty w 100%.
Marysia to osoba, która we mnie siedzi i pojawia się w momentach, kiedy tracę wiarę w siebie i czuję się przytłoczona. Każdy pewnie ma kilka takich stron siebie, które nie do końca lubi. Ja swoją nazwałam Marysią. Ma ona trochę inny wizerunek niż ja na co dzień. Mery Spolsky to duża pewność siebie, dużo czerwieni, a Marysia to ta bardziej depresyjna strona.
Na co dzień taka nie jestem i wcale nie chcę taka być.
AM: I gdy miałaś taki moment to siadałaś i pisałaś kawałek książki.
Trochę tak to działa. Pisząc o tym co mnie drażni albo smuci wywalam to od razu z siebie, a przy okazji szukam u czytelników potwierdzenia, że oni mają podobnie. Myślę, że każdy chce czuć, że nie jesteśmy sami i inni. Wszystko jest z nami w porządku. Dzieląc się przemyśleniami i wadami szukam właśnie tego.
AM: To o czym piszesz jest bardzo uniwersalne. Sama utożsamiam się z częścią tych przemyśleń.
Taką miałam nadzieję. Nawet jeśli ktoś nie zgodzi się ze wszystkim to chociaż jeden rozdział do nich trafi i tak się dzieję. Niektórzy mówią, że zupełnie nie trafia do nich pisanie o chodzeniu na terapię, ale utożsamiają się z rozdziałem o kompleksach. Bardzo mi się podoba, że jesteśmy różni, a jednak się rozumiemy.
AM: Natura tego tekstu wydaje się być bardzo surowa, jieprzefiltrowana, nie ugładzona… Pilnowałaś, żeby przy korekcie i wydawaniu tak zostało?
Bardzo. Gdy czułam, że ktoś sugeruje mi bardzo dużo zmianę tekstu wiedziałam, że najlepiej tego nie zmieniać. Na przykład gdy ktoś sugerował duże skrócenie. Chciałam zachować tę autentyczność. Chciałam, żeby te teksty były wprost, z trzewi, z serca…
Na szczęście trafiając na moje dwie redaktorki z Wielkiej Litery od razu się zrozumiałyśmy. Jedyne co zmieniały to jakieś błędy gramatyczne czy interpunkcyjne, które się zdarzają.
AM: Czyli jednak Mery potrafi powiedzieć “Nie!”.
Potrafi! Zdecydowaliśmy się nawet na bluzy i koszulki z takim napisem.
AM: Przejdźmy może teraz do audiobooka, bo tam też się mnóstwo dzieję.
Tak! Audiobooki są dwa. Jeden jest konwencjonalny, przeczytany przeze mnie, klasyczny.
Natomiast ten drugi jest szalony. Niektóre teksty czytam tam sama, część czytają moi goście. Wciąż nie mogę uwierzyć, że się zgodzili. Jest to dla mnie ogromna nobilitacja. Są to Maria Peszek, Maciej Maleńczuk, Margaret, Krzysztof Zalewski, Ralph Kamiński i Ewa Chodakowska.
Oprócz tego przygotowaliśmy 16 piosenek inspirowanych rozdziałami z książki. 10 z nich jest dostępnych w streamingu. Jest to połączenie śpiewu, rapu, czytania… Czuję się w tym świetnie. Taka długa, dziwna, złożona forma jest chyba moją formą wyrazu.
AM: Właśnie to mi się nasunęło słuchając tego audiobooka i czytając książkę. Czy taka tradycyjna forma piosenki 3:30, troszkę Cię nie ogranicza?
Ogranicza. Dlatego sięgnęliśmy po inną formę.
Lubię też te konwencjonalne utwory, nawet te trwające 2 minuty, tyle też trwa utwór Brzuch, czy Dupa Lipa, która ma 3:30 i nawiązania do Beyonce czy Ariany Grande.
Chciałabym mieć wybór i robić i tak i tak. Wiem, że nie jest to radiowy materiał.
AM: Zresztą wydaje mi się, że nie jesteś osobą, która patrzy na to czy grają coś w radio czy nie.
Czas mi chyba pokazał, że nie jest to do końca konieczne. Jesteśmy dwa lata po wydaniu Dekalogu Spolsky, który nie był za bardzo grany w rozgłośniach, a jednak znalazł swoich szalonych odbiorców. Fajnie jest mieć swój internetowy świat, można wrzucać samemu na swoich zasadach.
AM: To na jaką kolejną formę utworów się zdecydujesz?
Teraz sprawdziliśmy tyle dziwnych opcji, że ciągnie mnie do czegoś prostszego. Może coś krótszego, może sama gitara z wokalem…
AM: Byłoby ciekawie!
Okazuje się, że każda forma wyrazu jest ciekawa. Na audiobooku jest też utwór w stylu reggaeton. Tekst jest o morzu, chodzeniu po plaży i tam ten styl mi niesamowicie pasował.
AM: Jest też nietypowa trasa, która wciąż trwa. Live Act. Czego się spodziewać?
Live Act to całkowicie nowa forma. Jest trochę recytowania, trochę odczytu z książki, sporo rzeczy audiowizualnych, jednak bardziej w formie teatralnej. Oczywiście jest też bardzo dużo muzyki – gramy elektroniczne utwory z audiobooka w trochę innej odsłonie. Występuję w roli Marysi, w towarzystwie No Echoes’a jako DJ.
Chciałam nazwać to live act, żeby podkreślić, że nie jest to typowy koncert, a wyjście do ludzi z moją książką, przedstawienie jej “na żywo”, z interakcją z widzami i całym audiowizualnym show.
AM: Próbujesz mnóstwa nowych rzeczy, trochę przecierasz szlaki, wychodzi to genialne, ale czy jest coś czego byś jeszcze chciała spróbować?
Marzy mi się ekranizacja przygód Marysi. Trochę spełniło się to w klipie, ale widziałabym jakiś serial z jej przygodami… Ale wiem, że to trochę na wyrost. Myślę, że to się teraz nie wydarzy, ale kręci mnie świat filmowy.
AM: Byłoby genialnie! Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki.
Dziękuję bardzo!
