Nareszcie pojawiła się ogromnie wyczekiwana debiutancka płyta Kaśki Sochackiej! Album nosi tytuł Ciche Dni. Droga do niego nie była łatwa. Miałam okazję porozmawiać z Kaśką między innymi na temat tego jak wyglądała niekiedy wyboista ścieżka prowadząca do powstania krążka.
Przeczytajcie zapis wywiadu poniżej!
Adrianna Małolepszy: gratuluję płyty. Jest świetna.
Dziękuję bardzo!
Adrianna Małolepszy: Patrząc na tracklistę widać, że powstawała dość długo. Mróz jest z 2014 roku, Wiśnia wyszła 2 lata temu… Czy czujesz, że ta płyta jest aktualna? Taka jaką teraz chciałabyś zrobić?
Jest dokładnie taka, jaka chciałam, żeby była. Było kilka etapów jej powstawania, ale trzeba przyznać, że moment, w którym słowo “album” zaczął brzmieć bardzo realnie, to był moment, w którym pojawiła się “Wiśnia”.
AM: Troszkę zamieszania się narobiło.
Tak. To był taki moment, kiedy wszyscy poczuliśmy, że teraz przyszedł czas na płytę. Sięgaliśmy po różny materiał. Na płycie są piosenki, które powstawały na bieżąco, ale też takie, które powstały w ciągu ostatnich 2-3 lat. Jest również, tak zwany, “stary” Mróz… To była jedna z piosenek, dzięki którym Paweł Jóźwicki, szef mojej wytwórni, w 2014 roku zaproponował mi kontrakt płytowy. W zeszłym roku zrobiliśmy nową wersję i stwierdziliśmy, że numer świetnie pasuje do płyty. Wracając do albumu – jestem z jego kształtu w stu procentach zadowolona. Mógłby brzmieć zupełnie inaczej, gdybyśmy spędzili nad nim jeszcze więcej czasu, ale w taki sposób można byłoby go robić w nieskończoność. Trzeba było postawić kropkę, zakończyć pewien etap i ja jestem z tego wszystkiego bardzo dumna.
AM: Jest na tym albumie utwór o bardzo długim tytule, Znowu Jestem w Punkcie który Dawno Już Minęłam, ja go odebrałam jako Twoją opowieść o powstawaniu tego krążka. Mam rację? Taki miałaś zamiar?
Ciekawe spostrzeżenie. Na pewno dużo jest w tym prawdy, choć nie pisałam tej piosenki z taką intencją.
AM: Czy miałaś w czasie całego tego procesu, kiedy ta płyta powstawała, potem były przestoje, zawirowania… taki moment zwątpienia?
Nie jeden. Nawet kilka poważnych.
AM: Chciałabym, żebyś troszkę przybliżyła prawdę o tym jak ta droga potrafi wyglądać, bo wydaje mi się, że często ludzie, którzy nie są aż tak mocno zaangażowani w muzykę myślą, że to co robisz jest bardzo łatwe, a tak nie do końca jest.
Bycie muzykiem, artystą, piosenkarzem – nazw jest wiele – to piękna, przyjemna rzecz, dająca mnóstwo satysfakcji, ale też praca, która wymaga poświęceń i dużo kosztuje emocjonalnie, bo przecież w tym wszystkim trzeba się trochę odsłonić. Myślę, że to moje Love Story, które jest dołączone do fizycznej wersji płyty, pokazuje że to wszystko nie zawsze jest takie proste, słodkie i lukrowane, jak się może wydawać.
AM: A propos odsłaniania swoich emocji, znalazłam kilka wzmianek o tym, że piszesz wiersze. Czy przetwarzasz je potem na teksty piosenek, czy raczej jest to osobna forma?
Kiedyś to było coś zupełnie oddzielnego, a teraz się to u mnie trochę zmieniło. Jest na tej płycie kilka tekstów, które pierwotnie miały formę wiersza i to właśnie do nich dopisałam melodię.
AM: Bo zaznaczmy jeszcze, że te piosenki są w dużej mierze Twoje. Nie tylko ze względu na tekst, ale też angażujesz się w inne rzeczy.
Rzeczywiście, dużo w tych piosenkach jest “mnie”. Oprócz tego, że komponuję i piszę teksty, to lubię też czasem trochę popracować w różnych programach i staram się te moje pomysły na piosenki od razu obudowywać jakimiś wstępnymi aranżami. Olek Świerkot, który płytę wyprodukował i którego wpływ na te piosenki jest nieoceniony, też mnie zachęcał do tego, żebym zrzucała jak najwięcej pomysłów instrumentalnych i żebym się w ten etap produkcji angażowała. Są na płycie moje partie, które Olek mógłby zagrać pewnie lepiej, ale je zostawiał, bo zagrałam je ja. Dzięki temu ta płyta na pewno jest jeszcze bardziej “moja”.
AM: Wydaje mi się, że muzyka nie do końca powinna być idealna. Te małe niedoskonałości nadają ludzkiego wymiaru i dzięki temu bardziej trafia.
Ja też lubię niedoskonałości.
AM: To co jest super, zarówno dla Ciebie jak i dla fanów, to to że masz na tej płycie kilku bardzo fajnych gości. Jest Dawid Podsiadło, jest Vito Bambino, jest oczywiście Kortez… Powiedz mi, skąd, jak i dlaczego?
Robiąc płytę i pisząc te piosenki, nie przypuszczałam, że będę miała zaszczyt gościć innych artystów, że ktoś chciałby obok mnie znaleźć się na tej płycie. Nagle się okazało, że nie tylko są chęci, ale też wychodzą od tej drugiej strony. Zarówno Kortez jak i Vito sami zaproponowali, że się dograją. Te piosenki spodobały im się na tyle, że sami chcieli się dołączyć. Zaproszenie do współpracy Dawida to był pomysł Uzka – szefa mojej wytwórni. Nie przypuszczałam, że Dawid się zgodzi, ale zrobił to i nagrał piękną, pełną emocji wokalizę. Jestem wszystkim panom bardzo, ale to bardzo wdzięczna.
AM: Czujesz się teraz bardziej pewna siebie skoro tak fajnie to wyszło? Mogłabyś teraz wyjść sama z propozycją do kogoś?
No nie wiem… Na pewno jest to miłe. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Muszę przyznać, że dużo marzeń duetowych już mi się spełniło. Zarówno Kortez, Vito jak i Dawid to tacy artyści, których bardzo lubię, szanuję i doceniam.
AM: A jak Twoje emocje w związku z wydaniem płyty?
Bardzo pozytywne. Bardzo się cieszę.
AM: Wiem, że miałaś odsłuch przedpremierowy. Jak było? Jak odbiór?
Kiedy ruszyła pierwsza piosenka, potem druga, trzecia i widziałam co ludzie piszą i jakie mają odczucia, to już trochę wyluzowałam, ale chwilę przed pierwszym numerem było sporo stresu. Odbiór całej akcji przerósł nasze oczekiwania.
AM: Jeśli chodzi o samą płytę i to co na niej jest, masz jakiś swój ukochany utwór?
Wszystkie są równie ważne.
AM: Czy pisząc tę płytę, wiedziałaś, że to będzie całość?
Nie. Pisałam po prostu piosenki. Dopiero później się ułożyły w jakąś spójną całość.
AM: A co się dzieję w głowie Kasi Sochackiej, wydającej teraz płytę w takim momencie jaki mamy? Kolejny lockdown, obostrzenia, ciężki czas na wydawanie. Jakie myśli Ci przechodzą przez głowę?
No wiadomo – to nie jest taki świat, jaki sobie można wymarzyć na debiut. Chyba tak, jak każdy człowiek dzisiaj, tęsknię za normalnością i za tym, co było kiedyś. Nikt jednak nie wie, kiedy to, co jeszcze nie tak dawno wydawało nam się oczywiste, wróci, dlatego nie było sensu przekładać premiery. Na koncerty trzeba będzie chwilę poczekać, ale jestem cierpliwa i mam nadzieję, że słuchacze też będą.
AM: Chciałabyś coś jeszcze dodać na koniec?
Życzę wszystkim zdrowia.
AM: Bardzo Ci dziękuję i jeszcze raz gratuluję albumu. Zrobiłaś kawał dobrej roboty.
Dziękuję bardzo!

