Igor Herbut to artysta nietuzinkowy. Przez liczne sukcesy z zespołem LemON i wielką ilość hitów, które podbiły listy przebojów, mało kto pamięta ich początki w programie Must Be The Music. Jednak to właśnie wtedy zespół Igora zyskał popularność, a reszta to już historia. Nie możemy jednak zapomnieć, że te sukcesy nie dotyczą jedynie LemONa. W 2013 roku został wydany pierwszy solowy singiel Igora zatytułowany Wkręceni (Nie Ufaj Mi), stworzony na potrzeby filmu Piotra Wereśniaka „Wkręceni”. Nie jest kłamstwem stwierdzenie, że piosenka odniosła znacznie większy sukces niż sam film. Teraz, Igor powrócił z najnowszym albumem Chrust. Z okazji premiery jego nowego wydawnictwa, zgodził się odpowiedzieć na kilka naszych pytań.
Wydałeś właśnie swój pierwszy album, który jest sygnowany twoim nazwiskiem. Jakie to jest uczucie?
Niesamowite. To jest niewiarygodne i też trochę wielka ulga, ponieważ udało mi się to zrobić. Odpowiadam za warstwę instrumentalną, warstwę muzyczną, za warstwę tekstową, wokalną, pianistyczną, produkcyjną i kompozytorską. To jest naprawdę moje solo. Za tym imieniem i nazwiskiem nie kryje się żadne inne, żaden producent, i tak naprawdę dzięki mojemu synkowi Kaiowi i dzięki Małgosi powstała ta płyta.
Dlaczego akurat Chrust? Jak jest ukryte znaczenie pod tytułem krążka?
Często mi towarzyszył fizycznie podczas robienia tej płyty. Ma on dla mnie jednak też sens filozoficzny, tak jak i cały świat zresztą. Chrust zdawać się mogło, że są to suche i liche gałęzie, które są nikomu niepotrzebne. Jednak to one rozpalają ogień i dają ciepło. Właśnie to chciałem zawrzeć w tym albumie.
Wielu artystów przekłada premiery swoich albumów w związku z panującą pandemią. Czemu zdecydowałeś się jednak wydać go teraz?
Tak naprawdę przełożyliśmy również premierę tej płyty na maj, ale w związku z tym, że są to dosyć trudne czasy, trudny okres wielu trosk, chciałem wyjść z tym co mam, czyli muzyką, prawdą, szczerością i sercem, ponieważ uważam, że to jest po prostu potrzebne i jak się okazało, jest! To mnie bardzo cieszy, ponieważ dostaję wiele listów internetowych mówiących, że to był dobry ruch, i że to było potrzebne dla serc, dla głowy i też dla mnie oczywiście, bo zderzając się ze słuchaczem, to jest wielka inspiracja, wielki uśmiech i radość i motor napędowy do działania dalszego. Gdyby nie było dla kogo tego robić, to nie byłoby tych prawdziwych osób, które chcą się pochylić nad moją muzyką, która jest naprawdę intymna i szczera. Jest w niej wiele intymnych sytuacji. Gdyby nie było tych ludzi, to byłoby kiepsko, a tak, to napawa to radością mnie, ale także i moich słuchaczy, przyjaciół i bliskich.
Artyści przyzwyczajają swoich słuchaczy do pewnego rodzaju muzyki, jaką tworzą. Z nowym albumem poszedłeś w trochę inny gatunek, co zazwyczaj wiąże się z ryzykiem. Czy nie bałeś się różnorakiej reakcji twoich słuchaczy na ten krążek?
Ciężko tu mówić o zmianie gatunku. To jest mój debiut. Zupełnie to nie jest LemON. Chciałbym, żeby to była jasność i świadomość, że Igor Herbut to jest Igor Herbut, a LemON to jest LemON. LemON to jest zawsze kupa ludzi i chimera – połączenie rzeczy, myśli, słów, serc, głów i umiejętności, a to jestem ja, sam. Zaczynam od zera i szczerze czuję, że to jest debiut. Zresztą to też słychać po prostu. Jest tu wiele instrumentalnej i ilustracyjnej muzyki, którą bardzo lubię i chciałem przez to zabrać słuchacza do tych krain, o których pisałem. Tak naprawdę, przez bardzo długi czas myślałem, że ta płyta będzie instrumentalna w ogóle, ale jednak jest głównie wokalistą, więc to mogłoby być dość ciekawe i dla niektórych pewnie też trochę wkurzające, że nie śpiewam. Zdecydowałem, że jednak należy napisać też teksty, a słuchacz będzie mógł zinterpretować i odnieść się zarówno do warstwy tekstowej, jak i bez tekstu, lecz z treścią. Jest to płyta na wiele przesłuchań, by móc odkrywać nowe rzeczy, tak jak ja odkrywam do dziś, chociaż pisałem to wszystko sam.
Czy jesteś bardziej dumny z tego albumu, niż tych z LemONem?
Jestem dumny przede wszystkim z tego, że zrobiłem to samodzielnie – nie tylko jako wokalista, ale od deski do deski, wszystkie emocjonalne i rzemieślnicze rzeczy jak aranże i napisanie poszczególnych partii groove’ów, bębnów, basów, czy nakreśleń harmonicznych, to to jest faktycznie moja robota. Wspaniali muzycy to zagrali, bez których to by się w ten sposób piękny nie udało. Jestem faktycznie dumny z tego albumu. Nie wiem kto tak zrobił ostatnio w Polsce i chciałbym, by inni muzycy też mogli się nad tym pochylić, by poznali mnie nie tylko jako wokalistę, ale także jako muzyka, który poskładał ten cały album samodzielnie. Chciałbym, by muzycy się do niego odnieśli i jestem bardzo ciekaw co będą sądzić o tych moich kompozycjach, ponieważ naprawdę tu występuję jako producent, aranżer i technik.
Czyja opinia na twoją muzykę ma dla ciebie największe znaczenie?
Myślę, że słuchacza. Człowieka, który chce do tego usiąść i przesłuchać tego w całości, poznać to, znaleźć na to czas. Jego opinia jest dla mnie najważniejsza ktokolwiek to jest. Myślę, że moja własna opinia też jest ważna, ponieważ też jestem słuchaczem tego, więc starałem się by to było dobre, by móc tego słuchać i nie wkurzać się. Z reguły to jest tak, że ja bardzo lubię pierwsze take’i, bardzo stawiam na emocjonalność i mam świadomość muzyki jako czystej formy i trochę takiego laboratoryjnego podejścia do tego. Mam tą świadomość ze względu na moje wykształcenie muzyczne, ale lubię niedoskonałość. Stawiam emocjonalność nad perfekcjonizm. Na przykład są na tym albumie elementy, do których można by było lepiej podejść laboratoryjnie, ale nie emocjonalnie. Tak jak wspomniałem jestem fanem pierwszych take’ów. Często chodzę kilka dni z jednym utworem, po czym przyjeżdżam do studia Black Kiss. Arek Kopera, który jest moim kumplem i świetnym fachowcem, wie, że ja tak mam, że nie można mnie zagadywać i gadać o dupie Maryny i innych bzdurach, tylko on jest już gotowy, przygotowany, bo ma świadomość, że często zostaje pierwszy take. Chodzę kilka dni i potem oddaję po prostu na pianie, śpiewając do tego. Jeżeli za pierwszym razem to się nie uda, to ta emocja w pewnym sensie ulatuje. Na tym albumie to słychać, że ta emocja jest taka jak jest – niepoprawiana, nieskładana, bez autotuningu. Jest to prawdziwe i szczere. Mam nadzieję, że to zostanie docenione przez słuchacza.
Z LemONem, jak i solo, miałeś kilka hitów, które podbiły listy przebojów. Twój nowy materiał nie jest zbytnio przyjazny dla radia. Czy nie myślałeś o nagraniu takiej płyty, która byłaby lubiana przez radiostacje?
Zależy jakiego radia. Wiele lokalnych radiostacji gra muzykę z mojego solo, co mnie bardzo cieszy. W dobie tego, że pewne strefy są zamknięte, przypadkowy, nowy słuchacz nie za bardzo ma możliwość dotarcia do tej płyty. Będzie do niego mówiła z półki, albo zobaczy jaka jest piękna okładka, bo jest. Radio ma faktycznie taką możliwość trafienia do zupełnie nowego słuchacza. Utwory pojawiły się w Trójce i w lokalnych radiostacjach. Niestety nie w tych komercyjnych, ponieważ obecnie słucha się innej muzyki. Nie znam się zbytnio na tym, ale bardzo bym chciał być grany w radiach komercyjnych. Trochę za tym tęsknię. Nie wiem, czy jest to możliwe z albumem Chrust, chociaż jest tam jedna piosenka, która mogłaby się spodobać komercyjnym stacjom. Zobaczymy. Chciałbym by te komercyjne radia miały odwagę spróbować chociaż dać ludziom możliwość do tego, by zagłosować na tak, lub nie. Tutaj, w tym wypadku faktycznie nie dostałem takiej możliwości, a ja nie mam zamiaru też tak naprawdę się dobijać o to. Nie mam takiej potrzeby, żeby walczyć o coś, co ludziom gdzieś tam nie pasuje. Chodzi o to, że bardzo lubię z ludźmi współpracować i robić to dla ludzi, którzy to rozumieją i chcą tego słuchać i szerzyć o tym informacje dalej. Aczkolwiek, teraz pracujemy z LemONami pracujemy zdalnie nad piątą płytą, i chciałbym, by był to album piosenkowy, przyjemny i miły.
Mówisz, że nadal nagrywasz z LemONem, czyli Chrust to jedynie przerwa?
Nie jest to nawet przerwa. Chrust jest po prostu nową krainą. Nadal gramy z LemONem. Może nie obecnie, ale graliśmy akustyczną trasę i była ona wielkim sukcesem. Wyprzedała się. Ja grałem także swoje solowe utwory na pianie podczas 2-godzinnego koncertu Lwia Część. To też była zupełnie inna emocja. Tworząc Chrust też wydarzył się nowy świat, nowa ciekawa sytuacja, i to wszystko po prostu inspiruje mnie. Ja teraz, przez ten lockdown i domową kwarantannę, szukam nowych pomysłów i inspiracji, by gdzieś skierować te moje emocje i wulkan pomysłów. Mam nadzieję, że będzie taka możliwość, by było dla kogo to robić.
Teraz mamy dosyć ograniczone możliwości promocji i zastanawia mnie, czy jak to wszystko się skończy, to planujesz wyruszyć w solową trasę koncertową, czy nie będzie możliwości usłyszenia tego nowego repertuaru w całości na żywo?
To co mi teraz pokazano i udowodniono to to, że nie można planować niczego. Miał to być najlepszy rok do tej pory.
Jednym z utworów na płycie jest cover utworu Maanam Krakowski Spleen. Czemu zdecydowałeś się właśnie na ten utwór?
Abstrahując od tego jak Kora była ważna i ile dała mi jako muzykowi i człowiekowi, bo rozmawialiśmy ze sobą na różne tematy. Ta wspomniana wcześniej trasa solowa, zatytułowana Lwia Część, w którą wyjechałem z pianem. Grałem od małych koncertów do dużych. Od Teatru Barakah w Krakowie do warszawskiej ROMY. Właśnie tam, 1-szego listopada, zagrałem aranż Krakowskiego Spleenu i ta cisza, to drganie serc, ten rezonans wśród ludzi, i niesamowita częstotliwość, która się wytworzyła, sprawiła, że poczułem, że ten utwór musi znaleźć się na moim solowym albumie. To był niesamowity dzień.
Los to piosenka z tekstem Leopolda Staffa. Jakie znaczenie ma dla ciebie ten wiersz?
Również wielkie. Wiąże się z nim też pewna historia, gdy zostałem zaproszony na Dzień Poezji przez Anię Gacek do Trójki. Grając po raz pierwszy na fortepianie w studiu im. Agnieszki Osieckiej, to był wyjątkowy dzień. Miałem kilka chwil na przygotowanie czegoś szczególnego i wybrałem właśnie „Los” Leopolda Staffa – tak ważny dla mnie wiersz. Skomponowałem do niego muzykę. Wersja na płycie została trochę zmieniona i aranż został napisany na cały zespół, więc to jest trochę inne brzmienie, natomiast też bardzo ciekawe.
Czy wydanie solowego albumu jest dla ciebie początkiem nowego rozdziału, czy bardziej odhaczeniem punktu z listy rzeczy do zrobienia? Czy planujesz w przyszłości wydanie kolejnego własnego albumu?
Ciężko jest mi cokolwiek teraz planować, więc cieszę się tym co jest. Chciałbym, by ten album dotarł do ludzi, słuchaczy, żeby go poznali. Wydaje mi się, że Chrust jest tego wart, by się z nim zamknąć, pooddychać nim i zrozumieć go.
Słuchając albumu miałem wrażenie jakbyś zabierał mnie w wędrówkę po przeróżnych emocjach – od spokoju i nadziei po smutek i melancholię. Jednak jest w nim pewna spójność. Czy taki efekt chciałeś osiągnąć tworząc to wydawnictwo?
Myślę, że ta spójność wynika z faktu, że robił to jeden człowiek. Wplatałem tam różne elementy jak różne techniki śpiewania, które posiadam. Jestem dosyć wszechstronnym wokalistą. Dużo można o mnie powiedzieć, ale to, że słabo śpiewam, to raczej nie. Chciałem tą swoją umiejętność kompozytorską, czy tekściarza, czy zwolennika poezji i myśli dobrych zawrzeć. Koncepcja jest w ten sposób odczuwalna. To jest tak, jak już kiedyś napisałem o tej płycie – to jest pewien notatnik, który dostajesz i widzisz ostatnią stronę i widzisz, że ten człowiek jest w dobrym, wspaniałym miejscu. Jest otoczony miłością i szczęściem i jest w nim spokój. Jednak kartkując w tył, dostrzegasz te historie i ten gruz, który się wydarzył po drodze. Nikomu o tym nie mówiłem wcześniej, a na tym albumie się otworzyłem. Oczywiście kwestia interpretacji jest otwarta i nie ma niczego podanego na tacy wprost, ale jest tam moja historia i dużo szczerości, więc jest pewna skrajność, jak i emocje różnej maści, odczuwalne właśnie stąd na tym albumie.
Niedawno urodził się twój syn. W jakim stopniu był on inspiracją w procesie powstawania płyty?
Mój Kai jest wszystkim. Jest inspiracją tej płyty zdecydowanie tak wielką, że trudno to nawet określić słowami. Wszystko jest na płycie, więc chciałbym drodzy słuchacze i czytelnicy, abyście posłuchali, a wszystko będzie jasne.
Krążek Chrust dostępny jest już w każdym sklepie internetowym i na portalach streamingowych.
