Krakowski (i nie tylko) kolektyw ARS LATRANS Orchestra to burza talentu, niesamowitych melodii i mądrych tekstów. Pod koniec września zespół podzielił się ze słuchaczami pierwszym albumem, otwierającym nowy rozdział projektu. Zatytułowany Sztuką Miłości, stanowi zbiór opowieści o emocjach przekazanych za pomocą muzyki. Na marginesie, album bardzo polecam, a jeśli już go znacie – warto posłuchać tej twórczości na żywo. ARS LATRANS Orchestra wyruszą w zimową trasę, odwiedzając po drodze Warszawę (4 grudnia), Wrocław (5 grudnia), Katowice (9 grudnia), Kępno (11 grudnia) i Gdańsk (12 grudnia). Dodatkowo, grupa wydała ostatnio utwór dodatkowy, Tajne sztuczki.
Nam udało się porozmawiać z częścią zespołu ARS LATRANS Orchestra: Odet, czyli Aleksandrą Dąbrowską i Piotrem Wykurzem. Muzycy zdradzili co nieco o stworzeniu samego wydawnictwa, czy o najbliższych planach. Czym jeszcze podzielili się muzycy ARS LATRANS Orchestry?
Sylwia Krzywonos: Jesteśmy już jakiś czas po premierze Waszego albumu, co zmieniło się po tym wydarzeniu – jak się po nim czujecie? Emocje nadal trzymają?
Odet: Emocje po wydaniu płyty zdecydowanie są nadal żywe i jeszcze w nas rezonują. Pierwsze spotkanie z odbiorcami, czyli październikowy koncert premierowy na naszym festiwalu, był cudownym zwieńczeniem pracy nad płytą, a atmosfera panująca w krakowskim klubie Hol przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Energia zwrotna ze strony publiczności była niemałym zaskoczeniem i znakiem, że ta płyta jest ludziom potrzebna. Zresztą w pewien sposób potrzebna była także i nam, bo powstała z potrzeby serca, od ludzi dla ludzi, dlatego teraz czekamy z niecierpliwością na nadchodzącą już wielkimi krokami trasę, by móc rozsiać te wszystkie cudowne emocje po całej Polsce.
S.K.: Mam rozumieć, że jako kolektyw planujecie rozwój we właśnie tę stronę? Możemy spodziewać się kolejnych albumów Orchestry?
Odet: O to należy już pytać ojca założyciela całego projektu – Piotrka Wykurza. Należy jednak pamiętać, że jesteśmy kolektywem złożonym z wielu niezależnych zespołów dlatego tworząc taki projekt, ogromnie ważnym aspektem jest dobra logistyka i umiejętna organizacja całego przedsięwzięcia. Mieliśmy ten komfort, że praca nad materiałem przypadła w momencie krajowego lockdownu. To umożliwiło nam spotkanie w jednym miejscu i całkowite oddanie projektowi. Jeśli tylko pojawią się możliwości kontynuowania go w takiej formie, podejrzewam, że nasza współpraca nie zakończy się na etapie „Sztuki Miłości”.
Piotr Wykurz: Póki co najważniejsze dla nas jest pokazanie „Sztuki Miłości” ludziom i zaprezentowanie materiału na koncertach. Nie ukrywam jednak, że po tak ciepłym przyjęciu już pracujemy nad logistyką, by ARS LATRANS Orchestra mogła kontynuować swoje działanie i rozpocząć pracę nad kolejnym albumem.
S.K.: No dobra – wiemy, że orchestry nie byłoby gdyby nie Wasze stowarzyszenie. Jakie były jego początki, co tak naprawdę napędziło Was do jego utworzenia?
P.W.: Wszystko zaczęło się od tego, że żyjemy w Krakowie, a tutaj artystów jest więcej niż żabek w całej Polsce (śmiech). Jednak nie wszyscy artyści są tacy chętni do pokazywania swojej twórczości. Chcieliśmy wyjść naprzeciw temu i stworzyć interdyscyplinarny festiwal sztuki, na którym moglibyśmy – oni i my- ją w fajnym, otwartym i równie kreatywnym gronie pokazać. Bez tytułu prawnego nie można jednak organizować takich wydarzeń, więc pierwszym przystankiem naszego działania było założenie stowarzyszenia.
S.K.: A co Was inspiruje, zarówno do organizowania festiwali i wydarzeń, jak i komponowania kolejnych utworów?
Odet: Punktem wyjścia do tworzonych przez nas piosenek jest zawsze temat festiwalu, te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie połączone. Inspirujemy się danym zagadnieniem i tworzymy sieć skojarzeń, które staramy się połączyć w jedną, muzyczną myśl podczas wspólnych spotkań, improwizacji i tzw. jamm sessions. Tegoroczny temat okazał się być dla nas wyjątkowo wdzięczny. Teksty i muzyka powstawały bardzo intuicyjnie, nieświadomie popychając nas w stronę egzaltowanych ballad z lat 90. Staraliśmy się ukazać miłość korzystając z całego spektrum znanych nam w niej emocji – od miłości spełnionej, przez miłość wyidealizowaną, aż do miłości toksycznej, destrukcyjnej. Pierwszym impulsem w procesie komponowania nowych utworów jest zawsze muzyka, później do stworzonej już warstwy muzycznej dopisujemy tekst. Co ciekawe, do utworów, które z założenia miały być duetem, słowa pisaliśmy oddzielnie, bez konsultacji ze sobą. Przedstawiając swoje propozycje byliśmy zdumieni, jak pisząc o skrajnie różnych, osobistych doświadczeniach warstwa liryczna nadal może tworzyć spójną, wiarygodną całość.
S.K.: To czym w takim razie kierujecie się przy wyborze tematyki festiwalu?
P.W.: Na początek, wewnątrz stowarzyszenia, wymieniamy się ze sobą pomysłami, następnie rozważamy jak dany temat jest atrakcyjny pod kątem wizualnym i artystycznym i co może w nim pociągać nie tylko nas wzajemnie, ale także naszych potencjalnych odbiorców. Przyjmujemy w tym jedno kluczowe założenie, uciekamy od tematów kontrowersyjnych – szukamy takich, które pomogą nam łączyć ludzi, a nie dzielić. Jeśli dane zagadnienia spełniają powyższe warunki, to następnie z tego, co zostało, już intuicyjnie wybieramy jeden, który nie przestaje nam chodzić po głowie. Jest więc w tym trochę kalkulacji i rozumu, ale główną rolę później odgrywa już serce.
S.K.: ARS LATRANS Orchestra to mix różnych wykonawców i artystów krakowskiej sceny – macie jakiś schemat i obrany klucz wg którego dobraliście czy dobieracie muzyków do projektu?
Odet: Muszę zgłosić sprzeciw. Od 30 lat jestem dumną gdańszczanką i czuję zawsze wewnętrzny zgrzyt, gdy jesteśmy przedstawiani jako „krakowski kolektyw”. Niemniej myślę, że kluczem do stworzenia ostatecznego składu orkiestry była przyjaźń. Po takim doświadczeniu, jakim było wspólne tworzenie płyty, zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej i myślę, że to znajomości na lata, a może całe życie?
P.W.: Tak, zdecydowanie, już na początku kluczem była przyjaźń i chęć wspólnego tworzenia takiego projektu. Mam nadzieję że w przyszłości będziemy poszerzać skład jeszcze bardziej i nawiązywać nowe współprace i kolejne przyjaźnie. Każdy, kto pojawia się w projekcie, odgrywa w nim równie ważną – powiedziałbym może, że nawet kluczową- rolę. Ta muzyka powstaje dzięki tej konkretnie wymianie emocji, doświadczeń i uczuć, także między sobą nawzajem.
S.K.: A jakie macie pomysły na dalszy rozwój ARS LATRANS? Może festiwal w innych miastach?
Odet: Z perspektywy orchestry, aktualnie największym priorytetem jest dla nas trasa koncertowa i promowanie wydawnictwa, ale… można chyba powiedzieć, że projekt zaczął żyć własnym życiem i czas pokaże dokąd nas ta przygoda zaprowadzi.
P.W.: Organizacja festiwalu pochłania bardzo dużo czasu i osobiście bardzo bym chciał dalej rozwijać go w Krakowie i w tym właśnie mieście premierowo prezentować materiał ARS LATRANS Orchestra. Nowością, która już za moment, będzie za to koncertowanie jako ARS LATRANS Orchestra po całej Polsce. Miejsca i daty są już ogłoszone na social mediach naszego stowarzyszenia. Jeśli o nasze działania chodzi, warto również wspomnieć, że poza festiwalem i projektem Orchestra, regularnie tworzymy jeszcze ARS LATRANS Experience – wydarzenia prezentujące wschodzących artystów muzycznych w połączeniu ze scenografią/wizualizacjami/instalacjami za każdym razem w innym ciekawym miejscu na mapie Krakowa. W przyszłym roku mamy również w planach cykliczne wydarzenie interaktywnych wystaw sztuki.
S.K.: Tworzyliście album m.in. w domku w górach – jak wyglądał proces twórczy, robiliście burzę mózgów, czy każdy prezentował swój pomysł spontanicznie?
Odet: Jak już wspomniałam, pracowaliśmy wspólnie, wychodząc od pomysłów proponowanych spontanicznie przez poszczególne osoby. Często były to pojedyncze pochody akordowe, charakterystyczny riff czy zarys melodyczny. Na tej bazie improwizowaliśmy, tworząc pierwsze wersje piosenek. Nie jechaliśmy na obóz z wcześniej opracowanymi pomysłami. Wszystko co powstało, powstało organicznie, w przypływie chwili. Atmosfera panująca w Pcimiu, na naszym spotkaniu, była wyjątkowa, niezwykle inspirująca i dająca nam poczucie absolutnej twórczej wolności. Nie rywalizowaliśmy ze sobą, nie ocenialiśmy. Daliśmy wybrzmieć naszym pomysłom, co doprowadzało często do dość ekstrawaganckich, eklektycznych rozwiązań, ale to właśnie dzięki temu, ta płyta jest, taka jaka jest – prawdziwa i barwna.
S.K.: Obecna forma albumu miała tak wyglądać, czy może jakieś czynniki wpłynęły na jej ostateczne brzmienie?
Odet: Początkowo miał powstać jedynie krótki album (EP), na którym znaleźć się miało parę utworów skomponowanych przy okazji pierwszego obozu twórczego. Pandemia sprawiła jednak, że zyskaliśmy czas na rozwinięcie pierwotnej koncepcji, w wyniku czego powstał pełnowymiarowy album. Na płycie znajdują się również kompozycje powstałe długo po ostatnim obozie kompozytorskim. Utwory takie jak „I fall again” czy „Walk the line” miały być naszą intymną wariacją na temat miłości, w ujęciu nieco bardziej osobistym. Ten drugi nagrywałam w swoim pokoju w Gdańsku, a Nikodem Dybiński, producent albumu, zadbał o to, by nadać mu brzmieniowej spójności.
S.K.: Na albumie słyszymy historie miłosne, ale czym były inspirowane – waszymi, waszych znajomych, rodziny czy zasłyszane opowieści?
Odet: Myślę, że to pytanie trzeba zadać osobno każdemu autorowi tekstów „Sztuki Miłości”. Podobnie do solowej twórczości Odet, tworząc teksty na tę płytę starałam się opisywać swoje prywatne doświadczenia. Zagadnienie miłości jest chyba jednym z bardziej eksploatowanych przeze mnie tematów i odnoszę wrażenie, że jak na razie jest to niewyczerpalne źródło inspiracji. Podobno preferencje artystów odnośnie opisywanej rzeczywistości zmieniają się wraz z wiekiem, więc może przyjdzie jeszcze czas, gdy z bohatera swoich historii zmienię się w narratora opisującego doświadczenia innych. Z drugiej zaś strony miłość jest uczuciem niezwykle uniwersalnym, więc czy to nie jest trochę tak, że opisując swoje historie, opowiadam też trochę o Tobie?
