„Mam w swojej głowie genetycznie zapisaną potrzebę szukania, eksplorowania nowych przestrzeni”. Wywiad z Arkiem Jakubikiem

Zdjęcie użytkownika Arkadiusz Jakubik.Na scenie – nie tylko tej muzycznej – jest od wielu lat i nie trzeba go nikomu przedstawiać. Arek Jakubik od dekady śpiewa w zespole Dr Misio, a niedawno ukazała się jego debiutancka solowa płyta, Szatan na Kabatach. Z tej okazji artysta opowiedział nam między innymi o najnowszym albumie oraz o tym, jak on powstawał.

Karolina Młynarska: Co skłoniło Pana do nagrania solowej płyty? Czy była to potrzeba spróbowania czegoś nowego, a może niejaka „ucieczka” od Dr Misio? Którego echa, mimo wszystko, dostrzegam w Szatanie na Kabatach.

Arek Jakubik: O ucieczce od Dr Misio nie ma mowy. Zwłaszcza, że w tym roku obchodzimy okrągłą, dziesiątą rocznicę założenia zespołu i cały czas gramy mnóstwo koncertów po całej Polsce. Zwieńczeniem tych 10-ciu lat ciężkiej pracy są dwie nominacje do Fryderyków, które dostaliśmy za najlepszy album rockowy i najlepszy teledysk. A płytę Szatan na Kabatach nagrałem, bo po prostu mam w swojej głowie genetycznie zapisaną potrzebę szukania, eksplorowania nowych przestrzeni. Również muzycznych. Nie chcę ciągle odcinać kuponów od Dr Misio. Potrzebuję płodozmianu. Tak samo było dwa lata temu, kiedy nagrałem z Olafem Deriglasoffem płytę 40 przebojów. Teraz padło na Kubę Galińskiego, który był producentem muzycznym płyty Zmartwychwstaniemy Dr Misio. Mam farta do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Już rok temu w trakcie pracy z Kubą nad ostatnią płytą Dr Misio wiedziałem, że chcę z nim nagrać następną. Tylko we dwóch. To niebywale zdolny, wrażliwy, wybitny multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer. Pamiętam, że kiedy brakowało nam pomysłów na aranżacje kolejnych numerów Dr Misio, Kuba wyciągał gitarę, ja jakieś teksty i robiliśmy zupełnie nowe numery. Jest nam bardzo po drodze.

Karolina Młynarska: W tytułowym numerze opowiada Pan, że Szatan mieszka na Kabatach, jeździ metrem i robi zakupy w Żabce – podobnie jak wielu ludzi. Myśli Pan, że każdy z nas ma w sobie wewnętrznego szatana, który dba o własne piekło?

Arek Jakubik: Każdy z nas ma w sobie małego szatanka. (śmiech) Ten mój szatan nie ma nic wspólnego z mrocznym „księciem ciemności”, to raczej zagubiony, bezradny gościu, który nie daje sobie rady w normalnym życiu. Taki niedorajda, życiowy safanduła raczej niż groźny diabeł. Czuje się wyobcowany, bo ludzie go nie akceptują, wytykają palcami, śmieją się z niego, z tych jego maleńkich różków, zwłaszcza w metrze, którym codziennie jeździ do pracy, bo nie ma swojego miejsca parkingowego w „czyśćcu apartamentowcu”. Generalnie facet ma przerąbane… (śmiech) No i to mieszkanie na kredyt, w którym jest ciasno, trochę śmierdzi. I tam dopiero ma prawdziwe piekło.

Karolina Młynarska: Patrząc na tytuł Pańskiej płyty, ciągle się zastanawiam: dlaczego Szatan mieszka akurat na Kabatach? W końcu to dość niepozorna dzielnica Warszawy, mająca wiele cech wspólnych z pozostałymi.

Arek Jakubik: Kabaty to część Ursynowa, dzielnicy Warszawy, którą znam najlepiej. Mieszkam na podwarszawskiej wsi, ale to na Kabaty odwożę moich synów, żeby mogli się metrem dostać do szkoły w centrum miasta, a potem odbieram, tam mam swoje ulubione kino, w którym podają słodki popcorn, parę restauracji, sklepów. Lubię Kabaty. Ale szatani mieszkają nie tylko na Kabatach. Proszę się rozejrzeć dokoła. Jest ich pełno na każdym kroku. Nie u wszystkich tylko widać te różki. Dobrze się kamuflują.

Karolina Młynarska: Pozostając w temacie Warszawy – jaki ma Pan stosunek do tego miasta? Ma Pan w nim jakieś swoje ulubione miejsce?

Arek Jakubik: Nie mam. A w ogóle to nie cierpię miasta. I nie chodzi tylko o Warszawę. Mam swoje eldorado pod Warszawą i tam jestem szczęśliwy. W Cudownym pogaństwie, jednej z piosenek na albumie Szatan na Kabatach, jest taki tekst o mieście: „jestem tu każdym nocnym autobusem/ gdzie między jedenastą a drugą się całują/ między drugą a piątą wszyscy we mnie rzygają…” Miasto jest słabe. Nie lubię tam jeździć.

Karolina Młynarska: Który z utworów był dla Pana najbardziej wymagający, najtrudniejszy do wykonania?

Arek Jakubik: Najtrudniej było z piosenką Twoje zniknięcie, bo Kuba Galiński uparcie namawiał mnie, żebym spróbował coś „wyrapować”, po prostu powiedzieć tekst do jednego z podkładów. A ja jeszcze bardziej uparcie się przed tym broniłem. „Stary, nie chcę recytować do mikrofonu. Nie da rady, zapomnij o tym.” Ale jakoś dałem się w końcu przekonać i wyszedł z tego numer, który jest dzisiaj dla mnie jednym z najważniejszych na tej płycie. Warto było zaryzykować.

Karolina Młynarska: Niezmiennie odnosi się Pan do tematu religii, wiary, Kościoła. Jakie jest Pańskie stanowisko w tej kwestii? Wierzy Pan w Boga?

Arek Jakubik: Nie. Jestem agnostykiem. Mam permanentną potrzebę rozmawiania ze sobą o tym co jest dalej. Nie przypadkiem ostatnia płyta Dr Misio nosi tytuł Zmartwychwstaniemy. Ale nie jest to żadna zapowiedź powrotu na łono kościoła.

Karolina Młynarska: Niejednokrotnie podkreślał Pan wartość rodziny w Pańskim życiu. Jak bliscy odbierają Pańską muzyczną twórczość?

Arek Jakubik: Moja żona i synowie są zawsze pierwszymi, najważniejszymi recenzentami tego co robię w muzyce. Słucham ich. Bo są szczerzy. I wrażliwi.

Karolina Młynarska: Jak dużo aktorstwa wkłada Pan w swoją muzykę? Czy podczas tworzenia utworów wciela się Pan w jakąś postać, czy raczej pozostaje sobą?

Arek Jakubik: A Piotrek Rogucki jak dużo wkłada aktorstwa w swoją muzykę? A Marysia Peszek ile? Wiem o tym doskonale, że do końca będę miał przypiętą łatkę „śpiewającego aktora”, ale mam to w dupie i robię swoje. Zapraszam na koncert Dr Misio albo Szatana na Kabatach, bo zaczęliśmy już grać ten materiał na żywo. Zobaczysz, co się tam dzieje. Muzyka to jest muzyka. Aktorstwo to jest aktorstwo. A swoją drogą to każdy z nas w życiu gra, udaje. Nie trzeba być aktorem, ani muzykiem.

Karolina Młynarska: Jakie jest Pana największe marzenie jako muzyka?

Arek Jakubik: Żebym na trasie koncertowej nie stanął kiedyś znudzony na scenie, zmęczony tym co robię i nie zaczął odliczać piosenek do końca koncertu. Wiem, że to będzie wtedy koniec mojego muzykowania. I żebym nie przestał szukać, eksplorować najróżniejszych przestrzeni muzycznych, żeby mi nie zabrakło w tym odwagi i wyobraźni.

Karolina Młynarska: Jakich wykonawców słucha Pan na co dzień?

Arek Jakubik: Ja to jestem dziecko muzyki lat 80-tych. Wtedy wszystko było prostsze. Było 100 kapel, których się słuchało, znało się ich wszystkie płyty na pamięć. A dzisiaj dla mnie za dużo jest tego. Nie ogarniam. A słucham najczęściej: Joy Division, Queen Of The Stone Age, AC/DC, The Cure, Rage Against The Machine, The Pixies, The Smiths, tak mogę wymieniać… Moje ostatnie ulubione polskie płyty to: 7 Voo Voo i Wiedza o społeczeństwie Lao Che.

Karolina Młynarska: Jest Pan w stanie wskazać swoją ulubioną płytę, do której często Pan wraca?

Arek Jakubik: Substance Joy Division. Idealna na smutne, depresyjne dni. Zawsze poprawia mi humor. Ostatnio na zajączka kupiłem sobie wersję winylową.

Karolina Młynarska: Czy znajdzie się taki artysta, z którym chętnie nagrałby Pan utwór?

Arek Jakubik: Nie chcę się pod nikogo podpinać. Idę swoją drogą. Pewnie, że mam paru idoli, to polskie ikony rocka, których nawet znam dobrze prywatnie, ale w życiu bym się nie odważył zwrócić do nich z taką propozycją. Dlatego nawet nie wymienię ich nazwisk.

Czytaj również