Mała garstka ludzi pamięta jak w 2005 roku, co niedzielę siadało się z rana przed telewizorem oglądając pasmo „Przymierzalnia” na kanale ZigZap, tylko po to, by obejrzeć nowy odcinek „Gwiazdy od Zaraz”- serialu o czerwonowłosej dziewczynie wygrywającej konkurs piosenki i stającej się gwiazdą wielkiego formatu. Dzisiaj to dosyć oklepany temat, ale wtedy, właśnie ten serial był jednym z jego prekursorów. Główną rolę odgrywała bohaterka naszego wywiadu – Alexz Johnson. Wcielała się ona w Jude Harrison przez kolejne 4 lata. Po tym jak serial zawiązał produkcję, Alexz miała już nagraną płytę, kontrakt z wytwórnią Epic i dosyć dużą, międzynarodową platformę. Jednak czas pojawiania się w gazetach typu Fun Club, Twist, czy BRAVO szybko minęły….

Alexz właśnie wypuściła swój najnowszy album Still Alive, na którym znalazły się piosenki, które artystka stworzyła na swoją debiutancką płytę, która nigdy nie została wydana przez wytwórnię, do której kiedyś należała. Po 12 latach, postanowiła w końcu rozprawić się ze smutną przeszłością, zamknąć ten rozdział w swoim życiu i wydać materiał, w który tak wierzyła, i w który włożyła dużo serca i pracy.
Fanem Alexz jestem już od ponad 15 lat. Znałem wszystkie piosenki i odcinki Gwiazdy od Zaraz na pamięć. Pamiętam, gdy kiedyś organizowane były konkursy, gdzie można było wygrać „wideorozmowę z Alexz Johnson”. Zapisy tych rozmów były później dodawane na Youtube i każdy mógł je obejrzeć, w tym ja. Pamiętam jak bardzo chciałem też móc wtedy porozmawiać ze swoją idolką jak ci inni fani.
Tytułowy utwór z jej najnowszego albumu zaczyna się od słów „Myślę, że czas porozmawiać/ Myślę, że minęło już za dużo czasu”. Nie mógłbym lepiej ubrać w słowa swojej ekscytacji, gdy Alexz zgodziła się na wywiad. Co więcej, nawet sobie nie wyobrażałem, że potrwa on ponad 45 minut. Jak nigdy nie stresuję się zbytnio przed romowami z artystami, tak tym razem zżarła mnie trema. „W końcu znam ją już ponad 15 lat! Czy dam radę powiedzieć jej wszystko co chcę w krótkim czasie i jeszcze zadać trochę pytań, odpowiedzi na które zawsze chciałem znać?”.
Zacząłem od sztampowego pytania w obecnych czasach….
- Jak sobie radzisz z tą całą izolacją?
Wiem, że każdy radzi sobie z tym w swój własny sposób. Niedawno urodziłam córkę, która niedługo będzie miała 3 miesiące i tak naprawdę już wcześniej się izolowałam w pewien sposób. Opiekowałam się nią, szykowałam się na wydanie nowego albumu, zajmowałam się ogrodem, zbierałam syrop klonowy z drzew, więc to było jak sen. Chociaż mogłam być codziennie w domu z dzieckiem, to jednak trochę mi przykro, że nie mogłam zrealizować swojego planu zagrania koncertu z okazji premiery nowej płyty w Nowym Jorku. Zaraz potem chciałam wyjechać na trasę po Stanach Zjednoczonych i Europie. Na razie będę musiała to wszystko przełożyć, ale mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normalności.
- Czy trasa była już zaplanowana, czy dopiero miałaś zacząć ją planować?
Teraz zastanawiam się nad teledyskiem do kolejnego singla, ale jak na razie to zapisywałam sobie tylko gdzie bym chciała zagrać. Jakiś rok temu był u mnie praktykant z Finlandii, który uczył się o rynku muzycznym. Podpowiedział mi gdzie powinnam zagrać i że powinnam obrać miejsca, w kórych wcześniej nie występowałam jak Pennsburg, czy nawet Polska.
- Dokładnie! Pamiętaj o Polsce!
To oszałamiajace jak daleko moja muzyka trafiła do ludzi. Moi polscy fani są wspaniali i jestem bardzo za nich wdzięczna.
- Nie wiem czy wiesz, ale gdy jeszcze „Gwiazda od Zaraz” była na topie, to byłaś tu dobrze znana. Mieliśmy w Polsce swoja własną polską wersję ścieżki dżwiękowej do pierwszego sezonu. Mam 2 kopie, więc mogę ci jedną wysłać jeżeli kolekcjonujesz takie rzeczy.
Nigdy o tym nie wiedziałam! Bardzo bym chciała mieć jedną.
- Zastanawiam się czy lubisz być pytana o „Gwiazdę od Zaraz”.
Pewnie! To było świetne uczucie być częścią tego serialu. Minęło już tak wiele lat od kiedy był on emitowany i nadal ma on wielu fanów. Cieszę się, że mogłam napisać kilka piosenek na potrzeby tego serialu. Łączą mnie z nim głównie pozytywne uczucia. Oczywiscie po tym jak wcielasz się w jakąś postać przez dłuższy okres, ludzie mają czasami problem z odróżnieniem cię od niej. Myślę, że to normalne u większości aktorek telewizyjnych. Jakiekolwiek pytania masz, to chętnie odpowiem.
- Chciałbym się dowiedzieć czemu nie wykonujesz piosenek z serialu podczas swoich koncertów. Skin, 24 Hours…. Jesteś przez nie kojarzona.
Jeżeli miałabym wykonywać utwory z „Gwiazdy od Zaraz”, to zapewne byłyby to utwory, tak jak wspomiałeś Skin… takie, które napisałam. Nawet grałam Skin na kilku występach. Możesz zobaczyć na Youtube. Ta piosenka to klasyk dla mnie i mojego brata Brendana. Mam pewien dystans do utworów, które wykonywała Jude, ale których nie napisałam, bo jestem autorką piosenek. Jedne z moich ulubionych piosenek z serialu to Where Does It Hurt, czy Time to Be Your 21, która była piękna, ale której nie napisałam. Jednak gdy ciągle tworzysz nową muzykę i staje się to twoim środkiem utrzymania, to wykonywanie kawałków, do których nie masz praw autorskich nie jest najważniejsze i skupiasz się na materiale, który chcesz wypromować. Mogłabym zagrać jakiś utwór z serialu, ale raczej na życzenie fanów. Nie mam nic przeciwko śpiewaniu ich, ale nie jestem ich autorką. Rozumiesz.
- Mam jeszcze jedno pytanie związane z serialem, a raczej prośbę. Ponieważ podpisałaś kontrakt płytowy z wytwórnią Epic, na ścieżkach dżwiękowych do dwóch ostatnich sezonów mogły pojawić się tylko po 4 utwory wykonywane przez ciebie, a reszta, którą fani słyszeli w serialu, jak Shatter Me, The Music, Here We Go Again, została odłożona na półkę i nigdy nie wydana. Twoi fani zapytali kiedyś Stephena Stohna (producent, który ma prawa autorskie do tych utworów), czy wydałby je dla fanów po tylu latach i zgodził się pod warunkiem, że ty się zgdzisz.
Nie mam nic przeciwko. Cały ten materiał powinien być wydany. To naprawdę świetna muzyka. Moglibyśmy zorganizować petycję do Stephena Stohna i Orange Lounge Recordings, by ludzie mogli ją podpisać. Nie mogę niestety nic z tym zrobić, bo nie mam kontroli nad tym materiałem. Mogę decydować jedynie o materiale, który wydaję pod swoją właśną wytwórnią Laydee Spencer Records Inc. Już od ponad 10 lat. Fani pytają się mnie, czy dałoby radę wydać moją pierwszą płytę Voodoo na winylu i bardzo bym chciała, ale muszę uzgodnić to z wytwórnią Orange Lounge Records, ponieważ oni są właścicielami masterów. Często fani na twitterze pytają mnie „Gdzie jest ta piosenka, a gdzie ta?”, a ja nie wiem jak odpowiedzieć, bo tak właśnie wygląda ten biznes. Wielu artystów o tym mówi. Czasami czujesz się bezsilny i chcesz odzyskać tą siłę.
- Szczęśliwego Dnia Matki! Gratulacje z narodzin twojej córeczki Ryan. Jest przecudownym dzieckiem. Śpiewasz dla niej?
Dziękuję. Śpiewam dla niej bez przerwy. Chyba ma już dosyć mojego głosu. Gdy była jeszcze w łonie, to słyszała Still Alive tyle razy, bo zajmowałam się edycją klipu. Jak chcę posłuchać jakiegoś utworu, by sprawdzić czy jakość jest dobra, tak jak niedawno, gdy wrzuciłam piosenki z nowego albumu na Youtube, to ona nagle nieruchomieje i już wie co słyszy.
- Pomówmy o twoim nowym albumie. Bardzo długo musieliśmy na niego czekać. W 2008 roku pamiętam, że byłaś bardzo podekscytowana tym, że w końcu wydasz swój debiut i co się wtedy stało, że nigdy do tego nie doszło?
Co się stało z tą płytą? Tak naprawdę to ją ukończyłam. Greg Wells ją wyprodukował. Tak więc album był już gotowy, wybrane zostały także single i byliśmy gotowi do wydania. Pierwszym singlem miał być utwór Running With The Devil. Nigdy tego nie ujawniłam. Rob Stringer wybrał ten utwór. Później Charlie Walk, który był prezesem, zmienił wytwórnię. Wiele projektów nad którymi pracował z wieloma artystami przez to ucierpiało. Także mój. Płyta Weight została „odłożona na półkę”. Zadzwonił do mnie manager i powiedział, że przez to, że Charlie odszedł wiele albumów nie zostanie wydanych. Tak to już jest w wytwórniach. Gdy ktoś na górze odchodzi, to wszystko co jest pod nim runie i wszyscy artyści kończą na półce. Nie wiadomo co robić z tymi artystami, co powinno się wydać, a co nie i to wszystko przez to, że tak dużo działo się wewnątrz wytwórni. Byłam zdruzgotana. Pracowałam nad tą płytą przez prawie rok z Gregiem Wellsem i poprostu mi ją odebrano. Z bratem pytaliśmy się, co będzie dalej z tym albumem i czy możemy wykupić te utwory i wydać coś z tego materiału. Spotkaliśmy się z odmową. Wszystko, co tworzyliśmy pod szyldem wytwórni mogliśmy wykupić za $500 000. To nie do pojęcia, ze wielkie wytwórnie mają prawo tak postąpić, ale taka jest polityka. Są szczęśliwcy, którym się udaje wydać album, ale znam wielu, którzy są równie utalentowani i równie ciężko pracują, którym się to nie udało. To jest temat, który powinien zostać poruszony w branży muzycznej. Wtedy postanowiliśmy z bratem, że chrzanić to. Wróciliśmy do początku i napisaliśmy piosenkę Voodoo, która zapoczątkowała nasz nowy rozdział, którym był album Voodoo.To dosyć interesujące, bo nawet ludzie, którzy mnie znają i wiedzą przez co przeszłam mówią do mnie „Twoja nowa płyta Still Alive jest ukończona. Powinnaś teraz wysyłać ją po wytwórniach i podpisać kontrakt, by móc ją wydac pod wielkim szyldem.” A ja wtedy sobie myślę: szanse na to, że znajdę wytwórnię, która będzie podzielać moją wizję artystyczną, uszanuje ją i wyda ten album w sposób jaki ja chcę są znikome. U nich to jest tak, ze wezmą tą płytę i powiedzą, by nagrać coś jeszcze raz, by pójść w inną stronę, bo ta artystka zrobiła to. To jest taka strategia i etykieta nakładana na artystę i jego sztukę. Kiedyś, w latach 70-80, tak nie było. To zaczęlo się w latach 90-tych. Wcześniej liczył się artysta, który miał swoją niszową grupę fanów i nie stawiano za nim napędzajacej, wielkiej maszyny przez którą artyści musieli wcielać sie w kogoś kim nie są. Miałam złamane serce i musiałam się z tego wyleczyć, co zrobiłam dzięki swojej muzyce. Tak więc nadal nagrywam muzykę, ale robię to po swojemu.
- Krążyła teoria, że wytwórnię przejęła pewna kobieta, która uznała, że Weight nie jest przyjazna dla radia, nie nadaje się na debiutancką płytę, i że masz nagrać nowy materiał.
Po tym jak Charlie odszedł, jego miejsce zajęła Amanda Ghost. Napisałam z nią kilka piosenek. Była ona dosyć znanym autorem piosenek wtedy. I bardzo podobała jej się ta muzyka. Jednak z dnia na dzień została głową wytwórni i podjęła decyzję, samodzielną, że Weight jest „zbyt artystycznym albumem dla radia”. Dokładnie takich słów użyła. To dosyc interesujące, ponieważ Epic/SONY podpisali kontrakt z artystą, który podczas pierwszego spotkania powiedział im, że inpiruje się Peterem Gabrielem, Kate Bush, Roxy Music, Cocteau Twins, Toto itd. Wiedzieli to o mnie i nagle przychodzi jedna osoba, która nakazuje mi nagrać nowe piosenki, odłożyć gotowy już album na bok i pracować z wieloma autorami piosenek, których piosenki znalazły się na szczytach list przebojów. Pisałam z Gregiem Kurstinem, który pracował z Tegan and Sara i Adele, Mariusem De Vries, który pracował z Madonną, Martinem Terefe, Sachą Skarbek. To są wybitni autorzy i ciągle z nimi tworzyłam. Jednak co było bardzo frustrujące, to to, ze pracą tych autorów jest dostarczanie hitów wytwórniom. To działa trochę jak maszyna. To będzie dobre dla Avril, a to dla Hilary Duff i tak śpiewasz tą piosenkę i czujesz, że nie jest to esencja tego kim jesteś jako artystka. Możesz śpiewać popowy kawałek dla radia, ale jak to będzie potem wyglądać w na tle twojej późniejszej kariery? Bardzo często miałam z tym problem i kłóciłam się o to z ówczesnym managerem. Mówiłam „ta piosenka jest dobra, ale brzmi jak wszystko inne w radiu, jak każdy inny artysta”. Można powiedzieć, że byłam zadziorna i w pewien sposób była to wzajemna separacja z wytwórnią. Nie chcę ubliżać żadnemu artyście, bo szanuje ich wszystkich, ale nie chciałam poprostu śpiewać muzycznego „fast foodu”. Chciałam być artystką. Dowiedziałam się jak działają wytwórnię dla niektórych artystów, nie wszystkich, ale niektórych, ale do mnie to nie przemawiało. Nie pasowało mi to.
- Jesteś dla mnie wielką inspiracją. Miałaś gotowy album, kontrakt z wielką wytwórnią, „Gwiazda od Zaraz” wypchnęła cię na międzynarodowe wody i miałaś całkiem sporą platformę. I nagle wytwórnia postanowiła się ciebie pozbyć. Musiałaś być psychicznie wykończona. Jak dałaś sobie z tym radę?
Byłam wykończona tym wszystkim. W wielu momentach mojej kariery, chciałabym, by ktoś powiedział mi, bym się zatrzymała. To jest moja pasja. To nie jest dla mnie tylko muzyka. Nikt nigdy mi nie powiedział, bym dała sobie spokój. Zawsze mówili „to jest świetne, zrób to”. Ostatnio PopCrave napisało świetną recenzję mojego nowego albumu. Moi fani wyciągają do mnie rękę i pytają, czy chciałbym by pomogli mi z PR’em. Zawsze się zgadzałam. To takie oldschoolowe. Udostępnili to na twitterze i fani odpisywali „ona jest wspaniała!”, a z drugiej strony inni ludzie pisali jedynie „kto?” i wtedy odpowiadałam im z linkiem do wikipedii. Czasami fani piszą rzeczy typu „Alexz Johnson jest najbardziej niedocenioną artystką w historii”. Jestem szczęśliwa, że mam takich fanów, i że mogę wydawać muzykę na własnych regułach. Czy mogłabym być bardziej znana? Pewnie tak. Czy mogłabym starać się o nagrody Grammy? Pewnie też, ale patrząc jak wygląda ich polityka i jak jest to wszystko rozegrane, ile ludzie muszą poświęcać, by zdobyć tą nagrodę, to uznaję, ze to nie jest nawet tego warte. Chcę, by moi fani wiedzieli, że jestem szczęśliwa z tego jak potoczyły się sprawy. Kto wie co by się zdarzyło? Kto wie, czy była wystarczająco silna psychicznie w tamtych czasach by zmierzyć się z wielkim sukcesem jaki może na mnie czekał? Może zostałam w pewien sposób ochroniona.
- Twój nowy album Still Alive wyszedł 10 lat po twoim oficjalnym debiucie Voodoo. Czy to był zbieg okoliczności, czy zamierzony efekt?
To był zbieg okoliczności. Zaczęliśmy nagrywać ten album 2 lata temu. Potem dużo się wydarzyło. Moja siostra zmarła na raka, zrobiliśmy sobie przerwę, urodziłam dziecko. Miałam tą płytę zawsze z tyłu głowy. Ktoś mi powiedział, ze minęło już 10 lat odkąd nagrałaś Weight. Ciągle kochałam te utwory. I nawet jak spotykaliśmy się z rodziną i słuchaliśmy tych piosenek, to było mi przykro. Ten album był smutną historią. Nie chciałam, nigdy nie wyszedł. Chciałam go odebrać i przekształcić w pozytywną historię. Postanowiliśmy by go nagrac na nowo i okazało się, że było to jedne z najtrudniejszych przedsięwzięć muzycznych z jakimi miałam doczynienia. Mój głos się zmienił. Jak nagrywałam Weight nie byłam nigdy w trasie. Byłam gwiazdą telewizyjną. Powracając do tej muzyki teraz, byłam już kompletnie innym artystą. Nagranie Still Alive to było trudne zadanie, ale mam nadzieje, że podoba się fanom Weight, jak i nowym słuchaczom. Brendan też się spisał jako producent.
- W jaki sposób utożsamiasz się z tą muzyką. Gdy nagrywałaś pierwszą wersję tego albumu, byłaś całkiem inną osobą.
Zmieniłam kilka piosenek. Jako artystka i autorka tekstów napisałam bardzo dużo utworów od tamtego czasu i pomyślałam, że nowe wersje byłyby lepsze. Wiem, że ludzie przywiązują się do oryginałów, ale można sobie je posłuchać. Są dostępne. Wszyscy mogą sobie posłuchać oryginału jako dema. Ja zrobiłam co chciałam i jestem szczęśliwa, że mogłam to zrobić. To musi być fajne przeżycie dla fanów, którzy przywiązali się do pierwszych wersji. Chciałam by piosenka Shout pasowała do albumu i nadałam jej styl bardziej r&b, by była też bardziej emocjonalna.
- To, że Weight nigdy się nie ukazało nie było jedynym przykrym momentem w twojej karierze. Pamiętam, że kiedyś stałaś się ofiarą hakera, który wykradł wiele twoich utworów, które następnie wyciekły do sieci. Czy udało się odnaleźć sprawcę?
Mam kilka podejrzeń. Było kilka osób, które naruszyły moje prawa. Hakowali mnie, wysyłali maile z groźbami… Zgłosiłam to do LAPD, gdy mieszkałam w Los Angeles i to wszystko jest w aktach. Myślę, że to ważne, że jak korzystamy z portali społecznościowych, to jest tam nasza tożsamość. Mam nadzieję, że będą jakieś większę kary dla osób, które robią takie rzeczy. Naprawdę tego nienawidzę. Dzielisz się swoją muzyką i oddajesz innym cząstkę siebie, ale są tacy ludzie, którzy kochają cię tak bardzo, że aż nienawidzą. To strasznie dziwne. Byłam tego świadkiem przez długi okres. Myślę, że to jest związane z byciem gwiazdą telewizyjną. Niektórzy uważają, ze mają pewne prawa do mnie, do mojej muzyki. Jakbym była im coś winna i zapominają, ze jestesmy wszyscy tylko ludżmi. Mogłabym postanowić, że już nigdy nic nie wydam i miałabym do tego ludzkie prawo. Niektórzy stają się zbytnio emocjonalni. To są minusy bycia w branży muzycznej. Jest tak dużo nienawiści w ludziach. Można to zauważyć w przypadku małych jak i dużych gwiazd. Teraz nie umieszczam już żadnych nowych utworów w chmurach, nie wysyłam nikomu, tylko trzymam u siebie pod kluczem.
- Mogłabyś opisać proces powstawania teledysku do piosenki Still Alive?
Zajęło to nam około półtora roku. To było bardzo czasochłonne. Wygląda na całkiem prosty teledysk, ale jak go oglądasz, to widzisz jak pory roku się zmieniają od zimy do wiosny. Musieliśmy jeździć do tych wszystkich różnych miejsc w Ontario i Nowym Jorku. Wy klipie występuję razem z bratem. Chciałam oddać tym teledyskiem, że są ludzie, którzy zawsze są przy tobie bezwarunkowo kiedy nawet nie zdajesz sobie sprawy, ze tam są. Ta druga osoba może być czymś bratem, siostrą, partnerem, czy aniołem stróżem. Moim współrezyserem był Alastair Sinclair, który jest geniuszem. Sam proces edycji i przemieszczania się w tę i spowrotem… to była ciężka praca. Cieszę się, ze ludziom się podoba.
- Czy podjęłaś już decyzję na temat konta na Patreonie?
Tak! Jestem tym bardzo podekscytowana. To kolejna rzecz, w którą będę wkładać dużo czasu i energii. Chce stworzyć taką społeczność, gdzie moglibyśmy porozmawiać i zaangażować fanów w procesie tworzenia kolejnego albumu. To by było super. Chciałabym nagrać płytę akustyczną. Spędzam teraz dużo czasu na północy, w Ontario, i inspiruję się wieloma rzeczami jak bycie mamą na przykład. Patreon to fajna platforma, by miec ten kontakt z fanami. To trochę jak subskrybowanie Netflixa. Dzięki temu masz dostęp do różnych informacji i może niektórzy będą nawet chcieli mnie zhakować. J
- Moim ostatnim pytaniem jest, co czujesz, gdy fani mówią ci, że twoja muzyka ocaliła ich życie?
To jest powód, dla którego to robię. To naprawdę trudne. Robię wszystko od nagrywania do wydawania muzyki i jestem swoim własnym adwokatem i wierzę w to co roię. Mam szczęście, że mam w życiu wspaniałych ludzi, którzy we mnie wierzą i fanów, którzy dzielą się swoimi uczuciami związanymi z moją muzyką, to mnie umacnia i daje siłę do kontynuowania tego co robię, nawet w takiej beznadziejnej branży.
Najnowszy album Alexz Johnson dostępny jest na każdym portalu streamingowym jak i w wersji fizycznej na oficjalnej stronie artystki. Jeżeli bylibyście zainteresowani zbiorowym kupnem przedmiotów ze strony Alexz, piszcie w komentarzach lub w prywatnej wiadomości na Instagramie @karolwhodis.
Jeżeli zainteresował Was artykuł, lub może jesteście fanami Alexz i ciekawi Was o czym jeszcze rozmawialiśmy, udostępniam Wam zapis wideo z naszego wywiadu, w którym możecie posłuchać między innymi o tym, czy Alexz planuje wydać któreś ze swoich niewydanych wcześniej utworów, które zostały jej skradzione, lub czy doczekamy się albumu „Let Em Eat Cake” na portalach streamingowych. Miłego seansu :)
