„Punktem zwrotnym był dla mnie moment w którym uświadomiłem sobie, że jak nie zrobię tego teraz, to nie zrobię tego już nigdy” – Wywiad z Adamem Stańczykiem

Dzisiaj mamy dla Was wywiad z Adamem Stańczykiem, który w tym roku wydał swój debiutancki album. Zobaczcie, co nam o nim opowiedział.

  • AAM: Redakcja All About Music: Od dziecka marzyłeś o wydaniu płyty. Co było impulsem, że właśnie teraz się na to zdecydowałeś?

Adam Stańczyk: Impulsem i jednocześnie punktem zwrotnym był dla mnie moment w którym uświadomiłem sobie, że jak nie zrobię tego teraz, to nie zrobię tego już nigdy. Dotarło do mnie, że mogę już zawsze zadawać sobie pytanie, co by było gdyby… Znalazłem się też w takim momencie swojego życia, w którym nikomu nie musiałem niczego udowadniać i bez niepotrzebnego „ciśnienia” mogłem zacząć zajmować tym, co zawsze mi w „duszy grało”. Oczywiście mam świadomość tego, że jak na debiut, to czekałem dość długo, wiem jednak, że było warto. Wydaje mi się też, że pewne rzeczy przychodzą do nas po prostu z wiekiem i z dojrzałością, która staje się naturalnym, dodatkowym motorem do działania, a słowa: ”lepiej coś zrobić i żałować, niż żałować, że się tego nie zrobiło”zaczynają nabierać trochę innego sensu.

  • AAM: Pracowałeś dwa lata nad swoim debiutanckim materiałem. Kto Ci w tym pomagał?

Adam Stańczyk: Największy wpływ na ostateczny kształt całego materiału, miały przede wszystkim dwie osoby. Pierwsza z nich to Przemek Grzelak, który zajął się aranżacją piosenek i produkcją muzyczną. Myślę, i mogę to powiedzieć również w jego imieniu, że współpracowało nam się bardzo dobrze i jestem pewien, że na tej płycie nasza współpraca się nie zakończy. Druga nie mniej ważna persona, to reżyser całego przedsięwzięcia, odpowiedzialny również za mix i mastering płyty, Wiesław Grzelak, człowiek z ogromnym doświadczeniem, bardzo wymagający a przy tym w zabawny i ciekawy sposób przekazujący swoją wiedzę.

Oczywistą oczywistością jest to, że w procesie tworzenia, realizacji i wydania płyty bierze udział bardzo wiele osób, im wszystkim chciałbym gorąco podziękować za pomoc i za pracę jaką wykonali. Mam nadzieję, że tak jak ja, są zadowoleni i dumni z efektu końcowego.

Wszystko to jednak miałoby małe szanse powodzenia gdyby nie wsparcie i akceptacja najbliższej rodziny, która dawała mi duży komfort działania i jeszcze większą motywację.

  • AAM: Trudno się debiutuje na polskim rynku muzycznym? Co było największym problemem dla Ciebie?


Adam Stańczyk: Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem „debiut”. Jeżeli mówimy o możliwościach samorealizacji, to mogę śmiało powiedzieć, że przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach. Praktycznie w każdej dziedzinie, mamy pełną swobodą i wybór. Jeszcze całkiem niedawno, bez kontraktu z dużą firmą fonograficzną, zadebiutowanie na rynku muzycznym z własnym materiałem, graniczyło z cudem. Obecnie dzięki mediom społecznościowym, Youtubowi i platformą streamingowym, każdy może zaprezentować swoją twórczość innym. Dziś całe życie powoli przenosi się do świata wirtualnego a telewizja i radio zaczynają ustępować pola wszechobecnemu internetowi. Sytuacja ta ma oczywiście swoje plusy i minusy, uważam jednak, że dla twórców, a zwłaszcza dla tych mniej znanych, jest to bardzo dobry kierunek.

W moim przypadku jedynym problemem, a w zasadzie trudnością mimo tego, że wiedziałem iż mentalnie jestem na to gotowy jak nigdy dotąd, było przekonanie samego siebie, że wiek i brak doświadczenia w branży muzycznej nie jest przeszkodą do zrobienia pierwszego kroku. Wszystkie wątpliwości zniknęły po premierze singla „Złota klatka” i po ilości pochlebnych recenzji jakie pod moim adresem zaczęły spływać, natomiast po pierwszym koncercie byłem już pewien, że scena to jest to miejsce i świat w którym zawsze podświadomie chciałem być.

  1. AAM: Jesteś przedsiębiorcą, więc skąd muzyka w Twoim życiu, pochodzisz z muzykalnej rodziny?


Adam Stańczyk: Skąd muzyka w moim życiu? Nie wiem, była zawsze. Trudno jest mi sobie również przypomnieć, kiedy stała się moją pasją, ale wiem że gra na gitarze, komponowanie, pisanie tekstów zaczęły być w pewnym momencie dla mnie bezpośrednią kontynuacją ekscytacji do bliżej nieokreślonych pozytywnych emocji, do czegoś co sprawiało że świat stawał się bardziej kolorowy a ja szczęśliwszy.

A szczęśliwi ludzie… śpiewają! Więc na pewno pochodzę ze szczęśliwej rodziny. Natomiast pod względem muzykalności nie różniącej się pewnie za bardzo od innych. W każdej rodzinie prawdopodobnie znajdzie się ktoś , kto gra na jakimś instrumencie, a już na pewno znajdzie się ktoś, kto dobrze śpiewa. Jesteśmy narodem jak na szerokość geograficzną w której żyjemy dość pogodnym, który lubi biesiadować i dobrze się bawić, a tam gdzie zabawa, tam śpiew i muzyka.

  • AAM: Jakie masz w plany związane z promocją płyty? Będzie można wybrać się na Twoje koncerty?


Adam Stańczyk: Jeżeli chodzi o promocję płyty „Lepiej późno niż wcale” to jestem już po pierwszych koncertach i mogę powiedzieć że materiał jest bardzo dobrze odbierany, a sama płyta jak na debiutanta całkiem nieźle się sprzedaje. Zauważalny i coraz większy zasięg udaje mi się uzyskiwać dzięki mediom społecznościowych oraz Youtubowi i tam też skupione będą najbardziej moje działania marketingowe i promocyjne płyty. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć również serca słuchaczy stacji radiowych, na falach których zaczynają coraz częściej gościć moje piosenki.

Jeżeli chodzi o koncerty, to najbliższy odbędzie się w ramach 27-ego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Kaliszu. Zapraszam 13 stycznia do Hali Sportowo-Widowiskowej „Arena Kalisz”. Startujemy około 20.00 po „Światełku do nieba” Zapraszam też do śledzenia na bieżąco mojego Fanpage’a: facebook.com/stanczykadam

  • AAM: Gdybyś miał wskazać swoich idoli muzycznych, kto by to był?

Adam Stańczyk: Trochę przerażające i niepokojące, ale ostatnio uświadomiłem sobie że wszyscy moi idole muzyczni, których zawsze podziwiałem, już nie żyją… Moje fascynacje muzyczne są ściśle powiązane z latami 80-tymi, kiedy to jako początkujący meloman słuchałem i zakochiwałem się w piosenkach Michaela Jacksona, podziwiałem multiinstrumentalistę Prince’a, uwielbiałem sceniczny power, charyzmatycznego Freddiego Mercury’ego czy przepiękne ballady George’a Michaela. To były czasy, kiedy słowo „idol” znaczyło chyba trochę więcej niż teraz, czasy płyt analogowych i czasy, kiedy słuchanie muzyki to była uczta, czasy które już nie wrócą. Dziś tak naprawdę muzykę „konsumujemy”, wtedy się nią delektowaliśmy.

  • AAM: Podobno jesteś fanem francuskiego kina. Jaki jest Twój ulubiony film, który mógłbyś polecić naszym czytelnikom?

Adam Stańczyk: Jestem kinomaniakiem:) i faktycznie najbardziej lubię kino francuskie, a zwłaszcza komedie. Uwielbiam Dany’ego Boona. W odróżnieniu od amerykańskich produkcji, Francuzi potrafią zaskoczyć , zadziwić i w tak nieprzewidywalny sposób poprowadzić fabułę, że nawet jak domyślasz się jaki będzie koniec, to dobrze się bawisz i nie masz odczucia zmarnowanego czasu.

A co mógłbym polecić? Jeżeli jakimś przypadkiem ktoś jeszcze nie widział, to pozycja obowiązkowa, która spowodowała że zakochałem się w kinie francuskim, biograficzny komediodramat „Nietykalni” z genialnymi Omarem Sy w roli głównej. Właśnie w Nietykalnych odkryłem coś, czym jeszcze francuskie kino wyróżnia się na tle innych, a mianowicie umiejętność i brak oporów mówienia o najbardziej poważnych tematach z humorem w sposób wysmakowany a przy tym nikogo nie obrażający. Jak już jestem przy Omarze Sy to warto obejrzeć bardzo mądry i wzruszający film „Jutro będziemy szczęśliwi”

  • AAM: A propo polecajek – jaki ostatni obejrzałeś film, który mógłbyś polecić naszym czytelnikom, jaką przesłuchałeś płytę, jaką przeczytałeś książkę?

Adam Stańczyk: Prowadząc tak jak ja, dość intensywny tryb życia, umiejętnie trzeba rozporządzać czasem i godzić obowiązki związane z prowadzeniem firmy z próbami i zagraniem kolejnego koncertu, promocję płyty z pójściem do kina, pisanie tekstów i muzyki ze zwykłymi codziennymi sprawami. Okazuje się, że najmniej czasu zostaje niestety na dobrą książkę, i tu z pomocą przychodzą uniwersalne rozwiązania czyli, audiobooki…

…i od razu pozycja obowiązkowa do przesłuchania to „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka, a że ostatnio wkręciłem się dość mocno w seriale ,to po przesłuchaniu lub przeczytaniu polecam obejrzeć serial pod tym samym tytułem. Obraz mrocznej i prawdziwie, niepokojąco przerażającej Warszawy opowiedziany dość bezpośrednim i brutalnym językiem z pewnością spodoba się fanom polskiego, mocnego kina.
Rzadko mam z tym problem, ale w tym przypadku ciągle nie wiem, czy lepsza książka, czy film.

Ostatnią płytą jaką przesłuchałem, był najnowszy album Erosa Ramazzottiego „Vita ce n’è”. Wielbiciele Erosa nie powinni być zawiedzeni…najbardziej wpada w ucho, kawałek „Per le strada una canzone” w duecie z Luisem Fonsim.

  • AAM: Kto lub co Cię inspiruje? Jak powstają Twoje teksty?

Adam Stańczyk: Największą inspiracją jest dla mnie życie, to ono piszę najlepsze historie, ja tylko układam rymy i dopisuje muzykę.

Powstawanie moich testów to totalny„spontan”, dlatego też, zdarza mi się pisać w bardzo dziwnych i nietypowych miejscach, zawsze mam ze sobą notes lub telefon w którym zapisuje „złote myśli”, czasami jest to tylko fragment lub pomysł, który właśnie w tym momencie przyszedł mi do głowy, innym razem powstaje kompletny tekst. Następnie do napisanych słów dopisuje muzykę. Najbardziej jednak lubię takie sytuację , w których muzyka i tekst powstają jednocześnie. Biorę do ręki gitarę, i ”rodzi się” jakiś motyw, szlagwort, gitarowy riff, melodia, słowa, rymy…

Najbardziej intrygujące w pisaniu piosenek jest to ,iż mimo tego, że udało mi się w swoim życiu napisać ich już„pełną szufladę”, to nadal nie mam na to żadnego przepisu, patentu, recepty. Czasami jeden numer powstaje w ciągu piętnastu minut, innym razem w kilka godzin lub nawet w kilka dni, są też takie piosenki których nigdy nie udało mi się dokończyć i takie do których wracam nawet po kilku latach…

  • AAM: Niedawno występowałeś przed Bajmem, jak to wspominasz?

Adam Stańczyk: Ten koncert odbył się pod koniec wakacji, więc trochę już czasu minęło. Mój występ był częścią promocji płyty „Lepiej późno niż wcale”, a dodatkowo miałem okazje i możliwość podpatrzenia jak funkcjonuje od strony organizacyjnej „firma” Bajm i zespół który jest niekwestionowaną legendą polskiej sceny.

  • AAM: Jakie masz plany na 2019? Pytamy w dwóch aspektach: jakie masz plany dotyczące Twojej kariery (teledyski, single, koncerty?), a także plany ogólne – na jaki film, książkę czekasz, na jaki koncert się wybierasz?


Adam Stańczyk: Tyle wydarzyło się w moim życiu i tak duże zaszły zmiany w roku 2018, że trudno będzie sprawić, by rok 2019 był jeszcze bardziej wyjątkowy. Biorąc jednak pod uwagę to, że codziennie budzę się z nowymi pomysłami, wszytko jest możliwe.

Poza koncertami będącymi kontynuacją promocji płyty i utworów, które się na niej znalazły, już na wiosnę szykuje niespodziankę. Będzie nią premiera całkowicie nowej piosenki i teledysku, który zostanie do niej zrealizowany. Muzycznie i tekstowo będzie to utwór osadzony w klimacie piosenek z „Lepiej późno niż wcale” i to właśnie na tą premierę czekam w przyszłym roku najbardziej…Obowiązkowo wybiorę się na nowy film Wojciecha Smarzowskiego, mojego ulubionego polskiego reżysera, no i oczywiście jak pewnie wszyscy sympatycy seriali, czekam na finał „Gry o tron”

  • AAM: I na koniec czego możemy Ci życzyć? Czego sam sobie życzysz jako debiutant?

Adam Stańczyk: Czego możecie mi życzyć? Mam jeszcze setki pomysłów, które chciałbym zrealizować, więc myślę, że na pewno cierpliwości, wytrwałości i konsekwencji. Może zabrzmi to groźnie, ale wierzcie mi, ja się dopiero „rozkręcam”.

Natomiast ja sobie życzę, żeby w tym wszystkim pozostać sobą.

Redakcja All About Music
Redakcja All About Musichttps://allaboutmusic.pl
Redakcja portalu All About Music.

Ostatnio opublikowane