Tegoroczne wydarzenia muzyczne stanęły pod znakiem zapytania przez panującą od kilku miesięcy pandemię koronawirusa. Z większością imprez musieliśmy się pożegnać, głównie z festiwalami. Na szczęście, na otarcie łez powstała seria eventów na warszawskiej Pradze – Lato na Pradze. W obiekcie Praga Centrum od początku lipca mieliśmy okazję zobaczyć m.in. Kamp!, Krzysztofa Zalewskiego, Brodkę, Clock Machine, Mery Spolsky, Margaret i wielu wielu innych. Na zakończenie sezonu, organizatorzy przygotowali petardę – blond królowa Beata Kozidrak we własnej osobie zagrała na praskiej scenie.
W pierwotnym planie koncert Beaty Kozidrak miał odbyć się tylko raz, 30 września. Jednak ze względu na duże zainteresowanie występem legendy i ekspresowy sold out, organizatorzy zdecydowali dodać drugą datę – 29 września. Ta również była pożądana i oczywiście się wyprzedała.
Mimo końcówki września i niezbyt letniej pogody, Beata Kozidrak przywitała wszystkich równie ciepło przechodząc przez publikę do sceny. Koncert rozpoczął się od Wyspy Bezludnej, po której echo skandowanego imienia artystki niosło się jeszcze przez długą chwilę. Sama Beata podczas swojego krótkiego przemówienia podkreśliła jak bardzo tęskniła za sceną, wzruszając się – był to jej pierwszy koncert od 7 miesięcy. Jako widz, zdecydowanie odczułam tęsknotę na linii artystka – publika. Natomiast, po nostalgicznej chwili, Beata wraz z zespołem ponownie rozgrzała widownię.
Podczas występu usłyszeliśmy Szklankę Wody, U stóp szklanych gór czy Lola, lola. Artystka podkreśliła, że koncert tego wieczoru będzie zawierał utwory mniej znane, które nie były singlami, ale są bardzo ważne dla niej samej i powstały w istotnych momentach jej życia. Stąd na setliście znalazły się także: Siódmy dzień tygodnia, Ściany mają uszy, Siedem gór, siedem rzek, Jak dziecko, czy Etna. Na koniec wybrzmiały klasyki: Co mi Panie dasz i Biała Armia.
Oprócz muzyki, Beata Kozidrak przekazała kilka ciekawych informacji. Już na początku października nadejdzie „coś” – ale czym to będzie, dowiemy się wkrótce. Dodatkowo, powstaje nowa płyta artystki! Cytując legendę, mają znaleźć się na niej tylko „zajebiste kawałki”. To jednak nie koniec nowości. W marcu ma mieć premierę książka Beaty Kozidrak! Wszystkie szczegóły z pewnością już niedługo znajdziecie na naszej stronie.
Nawiązując do tytułu – to był istny wulkan energii! Beata Kozidrak swoim temperamentem mogłaby obdzielić całą publikę i resztę warszawskiej Pragi. Od pierwszego do ostatniego utworu współuczestnicy koncertu bawili się, donośnie wykrzykując teksty piosenek, a nawet dało się usłyszeć wyznania miłości w stronę sceny i artystki. O tym jak dobry był to koncert świadczy to co działo się po nim, czyli ogromna grupa widzów śpiewająca największe przeboje artystki i zespołu Bajm.

