White Lies – Five (2019), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

Inne recenzje

Five jeśli można się domyśleć, to piąty album brytyjskiej, to pojawia się pytanie: tytuł ma za sobą jakieś głębsze znaczenie, czy to oznaka braku koncepcji?

Na całe szczęście White Lies podkreślają, że w tym roku mija dokładnie 10 lat od ich debiutu na scenie muzycznej. To właśnie w 2009 roku świat ujrzała płyta To Lose My Life, która odniosła wielki sukces na wyspach. A co się od tego czasu zmieniło?

Można by powiedzieć, że niewiele. Oczywiście zmieniła się tematyka, okładka, ale można by stwierdzić, że brzmienie to samo. Oczywiście czy to dobrze może każdy postrzegać indywidualnie. Z jednej strony pokazuje to, że zespół nie poczynił żadnego progresu od tego czasu, ale można też się cieszyć, bo nie zmienili się na gorsze. Oczywiste rozwiązanie, dzięki którym utrzymuje się starych słuchaczy. Ale po tak dobrym starcie powinno się oczekiwać coraz więcej.

Problemem tego krążka jest fakt, że jest tak spójny i jednolity, że niemal niewidoczne są przejścia między utworami. Ale nie można im odmówić bardzo przyjemnej i chwytliwej stylistyki, co daje szansę na duży sukces.

Tokyo, które zostało klipem, samo w sobie ma kilka wad, ale jednocześnie chyba jest najbardziej charakterystyczną piosenką z całości. Można wręcz powiedzieć, że słychać w niej elementy popu, co na pewno odróżnia ją od reszty. Do tego klip sam w sobie jest bardzo estetycznie i pomysłowo spójny. To pewnie przyciągnie wielu nowych słuchaczy, którzy bez znajomości poprzednich dokonań zespołu, zainteresują się albumem.

Niestety to jeden z nielicznych momentów tej płyty, w którym można poczuć coś świeżego. Jeśli chodzi o brak kreatywności, to chyba nie jest nic bardziej smutnego niż Denial. Piosenka o niczym, z mało interesującą melodią, którą można by porównać do 50 innych utworów kapel rockowo alternatywnych. Brak jakichkolwiek emocji, równy rytm i stonowany wokal sprawia, że to nie jest coś, do czego chce wrócić słuchacz. Do tego całkowicie szablonowy refren w którym na chwilę się ożywia instrumental, a po chwili znowu wraca na swój nudny tor.

Ale na szczęście można znaleźć kilka godnych uwagi pozycji. Do jednej z nich można zaliczyć Finish Line, które wybija się formą ponad resztą. Jest ciekawa, nieoczywista i jej dużym plusem są instrumenty, które nadają tempa, tworzą oddzielną historię. W brzmieniu tego utworu można wyczuć pomysł i zabawę konwencją. Czyli coś, co brakuje reszcie. Sam fakt, że zaczyna się ona samą gitarą, a później stopniowo są dodawane inne instrumenty, już dodaje uroku tej piosence.

Na szczęście płyta sama w sobie nie jest długa. Składa się ona z 9 kompozycji, lecz te średnio mają około 5 minut, co jest niepotrzebne, biorąc pod uwagę, że większość z nich można było zakończyć po 3/4 minutach dzięki czemu też nie stawałyby się tak monotonne i męczące.

Mimo faktu, że White Lies mają wielki potencjał twórczy i sukces jaki osiągnęli powinien objawiać się w kolejnych ich albumach, Five pokazał, że 10 lat to już wystarczająco. Mimo kilku ciekawych przebłysków świeżości, pozostała część nie przynosi nic nowego, co nie powinno mieć miejsca przy twórczości tak dobrego zespołu.

White Lies - Five
  • Data premiery: 01 02 2019
  • Single: Tokyo, Believe It
Najlepsze utwory: Tokyo
Finish Line
Najsłabsze utwory: Daniele
Kick Me
Never Alone


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Nikola Nina Skopowska
Nikola Nina Skopowska
Uczennica liceum plastycznego w kierunku fotografii, z sercem pełnym muzyki i otwartym na nowe, ciekawe brzmienia.

Czytaj również

Five jeśli można się domyśleć, to piąty album brytyjskiej, to pojawia się pytanie: tytuł ma za sobą jakieś głębsze znaczenie, czy to oznaka braku koncepcji? Na całe szczęście White Lies podkreślają, że w tym roku mija dokładnie 10 lat od ich debiutu na scenie muzycznej....White Lies - Five (2019), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej