
Co jakiś czas słyszymy o dobrze zapowiadającej się grupie muzycznej. Tak jest i w przypadku zespołu Welshly Arms, który pomimo tego, że ma na swoim koncie już jeden album studyjny, dopiero teraz zyskuje na popularności. Czy po wydaniu drugiej płyty nadzieje pokładane w amerykańskiej formacji nie powinny zgasnąć? Po przesłuchaniu No Place Is Home odpowiedź wydaje się być oczywista.
Płytę rozpoczyna energiczny kawałek All The Way Up, który od razu niesamowicie mi się spodobał. W trakcie jego słuchania na myśl przyszedł mi zespół Kaleo, a w moim przypadku to skojarzenie zdecydowanie na plus. Od samego początku albumu grupa serwuje rozkoszną dla uszu słuchacza dawkę instrumentów. Gitary, perkusja, organy tworzą absolutnie rewelacyjne połączenie ze świetnym dla tego typu utworów, nieco chrypliwym wokalem Sama. Kolejny numer- Indestructible– w trakcie zwrotki prowadzony jest głównie przez linię basu, która to w świetny sposób eksponuje, tym razem delikatne, wydanie wokalu. Z kolei delikatniejszy głos bardzo dobrze współgra z intymnym, zmysłowym tekstem „Soft golden skin / Kiss like heaven / You’re an open door but you won’t let me in”. Od piosenek szybszych przechodzimy do spokojnego Sanctuary. Absolutnie zachwyca mnie tu wokal, wspomagany w niektórych momentach przez chór. Kolejnym plusem jest stopniowe budowanie klimatu w piosence. Rozpoczynając od spokojnej partii organów dzieje się coraz więcej- dochodzą gitara, perkusja, klawisze. To zdecydowanie jedna z moich ulubionych piosenek na albumie.
How High to kolejny utwór z rock n’ rollowym zacięciem. Mocne brzmienie gitary dodaje mu dodatkowego poweru i sprawia, że ciężko jest słuchając go usiedzieć w miejscu! Przy kolejnej piosence- All For Us- ponownie tempo staje się wolniejsze. Akurat ta kompozycja mnie nie ujęła, aczkolwiek domyślam się, że wielu osobom właśnie taki spokojny numer przypadnie do gustu. Kolejna pozycja na albumie wydaje mi się już zdecydowanie ciekawsza. Down To The River rozpoczyna gospelowy, kobiecy wokal, po którym przechodzimy do rockowego kawałka. Gospelowe wstawki pojawią się jeszcze w refrenach, co traktuję jako jeden z atutów tego utwór. Największym jego plusem jest jednak dla mnie mocne brzmienie gitary i perkusji.
Locked to piękny utwór o pięknym tekście „Baby, I’m still locked on you / Got a lust, got a touch that I can’t seem to lose”. Bardzo krótka, aczkolwiek świetnie wkomponowana w piosenkę solówka gitarowa, dodaje wyrazistości i rockowego charakteru, który to szczególnie wyraźnie odznacza się pod koniec jej trwania. Następna pozycja z albumu- Hammer– to najdłuższa piosenka na albumie. Świetnym zabiegiem jest tu wprowadzenie wysokich dźwięków wokalu w refrenach, co nieco odświeża tę warstwę. Ponadto organy, organy i jeszcze raz organy! Niezmiernie cieszy mnie to, że muzycy wykorzystali ten przepiękny instrument, bowiem nadaje on utworom znacznie ciekawsze brzmienie. W tym momencie docieramy do kompozycji kojarzonej zapewne przez wiele osób. Legendary to najpopularniejszy utwór grupy, który kilka miesięcy temu często można było usłyszeć w radiach. Osobiście zakochałam się w nim przede wszystkim z racji na wokal obok którego nie da się przejść obojętnie. W tym utworze brzmi on wyjątkowo dobrze. Jedyne co bym w piosence zmieniła dotyczy solówki gitarowej. Brakuje mi tu wyraźnego, dłuższego akcentu gitary. Dlatego też nieco bym wydłużyła czas jej trwania.
X to kolejny utwór, który nie pozwoli słuchaczom usiedzieć w miejscu! Tyczy się to przede wszystkim dynamicznego refrenu. W tej części utworu z wokalem Sama współgra chór, co stanowi świetne dopełnienie głosu wokalisty. Chwilę wytchnienia zapewni nam kompozycja Wild. Pojawia się tu nowy element- fragment tekstu zostaje wypowiedziany, nie zaśpiewany. Wypada to naprawdę ciekawie, a dodatkowym plusem jest to, że wzmacnia te słowa, które biorąc pod uwagę cały tekst, wydają się być najważniejsze „It’s not about playing it safe, it’s about losing control / It’s about finding what and who you want or want to be”.
Do końca albumu pozostajemy w dość spokojnym klimacie. Love Of The Game oraz Unspoken to zdecydowanie przyjemne dla ucha kompozycje, które stanowią naprawdę dobre zakończenie albumu. Szczególnie dobrze słucha się pozycji ostatniej- Unspoken, wyraźnie delikatniejszej od pozostałych, mimo wszystko jednak pasującej do całości albumu.
Legendary pokazało, że grupa Welshly Arms zdecydowanie ma potencjał. Jak to jednak często bywa w takich sytuacjach, jeden hit mógł okazać się jedyną ciekawą pozycja na albumie. W tym przypadku zdecydowanie tak nie jest! No Place Is Home to album naprawdę dobry, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Wyjątkowy wokal, ciekawa warstwa instrumentalna (organy!) i dobre teksty. Czego chcieć więcej? Jedynie tego, aby kolejne płyty były równie dobre!

