The Vaccines to jeden z tych zespołów, na które zawsze można liczyć. Nie są może super trendy, a szczyt ich popularności miał miejsce dziesięć lat temu, ale nie wydali od tamtego czasu słabego albumu. Ich muzyki słucha się lekko, przyjemnie, bez złych emocji i często w tle. Back In Love City daje muzykom szansę na skupienie na sobie uwagi słuchaczy nieco dłużej. Krążek podejmuje ryzyka i intryguje.

Już tytułowe Back In Love City to znakomity przykład na to, że do swojego piątego długogrającego krążka zespół podszedł z dużą dawką brawury. Utwór buduje wyrazisty klimat dzięki charakterystycznej pracy gitar i momentalnie rozpoznawalnemu wokalowi frontmana Justina Haywarda-Younga. The Vaccines uwielbiają wrzucać różnego rodzaju smaczki również do tekstów swoich utworów; nie inaczej jest w tym kawałku (When I exorcise my demons I just take them to the gym).
Drugi utwór na krążku jest podkreśleniem naprawdę ciekawej drogi, którą postanowili pójść The Vaccines. Alone Star zaskakuje brzmieniami w westernowym stylu (co zresztą od razu sugeruje tytuł kawałka). Mogło się skończyć tandetnie, a wyszło doskonale. Podobne skojarzenia wywołuje utwór Wanderlust – nieco cięższy i bardziej rockowy, opowiadający o miłości za pomocą zgrabnych metafor dotyczących podróżowania. Kawałek pasowałby jak ulał do ścieżki dźwiękowej jednego z nowszych filmów Tarantino.
Jednym z najmocniejszych momentów albumu jest zdecydowanie utwór Paranormal Romance. Utrzymany w westernowym nastroju kawałek jest do tego stopnia przerysowany, że natychmiast wciąga słuchacza. Jego energia nie pozwala się od niego uwolnić. Paranormalna tematyka wbrew pozorom całkiem nieźle wpasowuje się w brzmienie kojarzące się z podróżą po bezdrożach Ameryki.
Niewiele jest albumów doskonałych. Back In Love City do nich nie należy, ponieważ The Vaccines umieścili na krążku kilka utworów niczym się nie wyróżniających lub po prostu słabych. Tak uwielbiane przez fanów zespołu Headphones Baby ma ambicje bycia oryginalnym songiem o miłości, a wypada niestety tandetnie, balansując wręcz na granicy pastiszu. Średnie są People’s Republic of Desire oraz Heart Land (w którym zespół z nie do końca zrozumiałego powodu wyznaje miłość Stanom Zjednoczonym). Z kolei Jump Off The Top jest zbyt… zwyczajne, i dlatego nie współgra z resztą krążka. Utwór ten mógłby się znaleźć na każdym z albumów The Vaccines, ponieważ jest lekki i przebojowy w typowo indie-rockowym stylu, ale od ambitnego Back In Love City nieco odstaje.
Druga połowa albumu, chociaż wyraźnie spokojniejsza od pierwszej, trzyma poziom. El Paso bawi się nostalgicznymi brzmieniami i zachęca do spojrzenia w głąb siebie. Chwytliwe i naładowane chaotyczną energią jest XCT – utwór, który podczas koncertów na żywo na pewno wypadnie świetnie i porwie tłum do tańca, a odważniejszych może i do pogo. Nieco mroczniejsze, nocne brzmienia podbite syntezatorami oferują Bandit i Savage. Krążek zamyka spokojne i bujające Pink Water Pistol. Utwór to wyraźny sygnał na to, że już czas się wyluzować i odpocząć.
Back In Love City to album, który zdecydowanie jest jakiś. Dwa wyróżniające się motywy przewodnie (nocne, niebezpieczne miasto, które może być pełne wampirów i szalona podróż po Dzikim Zachodzie) sprawiają, że krążek jest nakreślony mocnymi liniami i w intensywnych barwach. Muzycy z poczuciem humoru bawią się indie-rockiem, a robią to ze swobodą i bez większych obaw o to, że krążek się „nie sprzeda”. Z czystym sercem polecam!
- Data premiery: 10 09 2021
- Single: Headphones Baby, Back in Love City, Alone Star, El Paso, Jump Off The Top
