Zadebiutowali… siedem lat temu, lecz niesamowitą popularność zdobyli dopiero w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Shut Up And Dance wkręciło mi się do tego stopnia, że non stop sobie tych kilka słów podśpiewywałam. Patrząc na to, że panów z Walk The Moon poznałam właściwie w tym samym czasie, co większość z Was postanowiłam nadrobić braki i posłuchać nie tylko ostatniego albumu Talking Is Hard, jednak właśnie temu albumowi poświęcę najwięcej miejsca. Serdecznie zapraszam do lektury.
Sądzę, że nie jestem jedyną osobą, której spodobała się ta jedna piosenka. Gdy obserwowałam poczynania na Billboardzie utworu Shut Up And Dance zastanawiałam się, co ta grupa właściwie sobą reprezentuje i czym ujęli Amerykanów. Zrozumiałam, kiedy kawałek przywędrował do polskich mediów. Przyznam, nieźle mnie wtedy wkręciło.
Przesłuchałam więc całą dyskografię zespołu. Krążek Walk The Moon jest właściwie zlepkiem wszystkich poczynań zespołu, zaczynając od samego początku, czyli od EPek The Anthem, Anna Sun czy wydanego dwa lata wcześniej (self-titled album wyszedł w 2012) krążka i want! i want!, z tym że nagranych w lepszej jakości a nie jak w przypadku wydawnictw z lat 2008-2010, kiedy to grupa radziła sobie we własnym zakresie. Już słuchając wspomnianych wydań przeżywałam wielokrotnie Dzień Świstaka. Piosenki fakt, były inne od tego, czego się słucha na co dzień, lecz żaden szczegół nie przykuł mojej uwagi do tego stopnia, by zaznajomić się z nim ponownie. Wszystko było zbyt monotonne i nudne. Takie bym powiedziała… nijakie – śpiewamy, bo tak.
Zupełnie inna historia ma się z Talking Is Hard. Co prawda ta indie rockowa grupa stara się trzymać fason i przemycić klimat z pierwszych krążków, lecz średnio jej się to udaje. I cieszę się z takiego obrotu sprawy, gdyż teraz słuchanie utworów z tego wydawnictwa jest przyjemniejsze, jednak za słodko też nie jest. Początek albumu nie zachwyca – już wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze, wybór Different Colors na singiel jest nieporozumieniem, chociaż rozumiem motywację chłopaków, którzy chcieli się pokazać z innej strony. Następnie Sidekick i Avalanche, które są typowymi kawałkami dla kapeli (indie) rockowej i tak naprawdę każda mogłaby ten utwór wykonać. Innym słowem – nic wyróżniającego się na tle wykonawców z tej samej kategorii. Z kolei Up 2 U przez pierwszą minutę słucha się dość fajnie, później… chyba ta „solówka” jest zbędna, a popisywanie się niczym Mick Jagger przez drugą część utworu. Ja się pytam: po co to?!
Światełkiem w tunelu okazała się druga połowa krążka. Nie wspominając o Shut Up And Dance, gdyż w obecnej sytuacji, gdzie utwór jest powtarzany wielokrotnie moja ocena wobec tego singla nie byłaby wydana z zachowaniem tak zwanej zimnej głowy. Wy wiecie i ja wiem, że kawałek jest świetny a wybór na singiel był po prostu strzałem w dziesiątkę. Sami widzicie co się dzieje, ale muszę Wam powiedzieć że na Talking Is Hard jest jeszcze parę innych równie dobrych propozycji. Jedną z nich jest Down in The Drops i jeżeli Nicholas Petricca wraz z pozostałymi muzykami rozważają dalszą promocję tegoż wydawnictwa, to ten kawałek jest poważnym kandydatem na kolejny singiel. Chłopaki zdecydowanie dają czasu, słychać tą energię której mi brakowało przez cały czas. Czekałam na takie energetyczne boom, bo muzyka ma być przede wszystkim po to, by bawić ludzi, a czasem umilać im chwile w spokoju, ma nas też przede wszystkim uszczęśliwiać w każdej chwili naszego życia.
Mianem wariacji singla Shut Up And Dance określiłabym z kolei utwór Work This Body. Chwilami nawet podobna linia melodyczna, generalnie dobrze poprowadzony i mimo olbrzymiego podobieństwa to nie jest aż tak dobra kalka singla, co jest zdecydowanie na plus. Z kolei takie kawałki jak Aquaman, Spend Your $$$ (chwilami wokal Nicholasa brzmi jak Katy Perry z Teenage Dream, a właśnie ten utwór przemycił coś, czego nie udało się wspomnianemu wcześniej Up 2 U), Portugal (ten akurat najmniej do siebie przekonał, ale lepiej, że w ogóle… ) przenoszą nas do innej zupełnie epoki – magicznych lat 80’s i 90’s, a właściwie ich przełomu. Symboliczną wisienką na torcie albumowym jednak jest coś, o bardzo banalnym tytule, We Are the Kids. Banalny tekst, więc jest z czego się pośmiać, a podobnie ma się rzecz z Come Under the Covers. Zobaczcie chociażby na refren tej pierwszej (myślę, że nie wymaga on extra znajomości języka angielskiego, by zrozumieć o co chodzi):
WE ARE THE KIDS that you never can kill
you never can kill, you never can kill
you say that we won’t, but you know that we will
you know that we will keep on


