Waglewski Fisz Emade – Duchy ludzi i zwierząt (2020), recenzja Patrycji Szydlak

Inne recenzje

7 lat to szmat czasu, a tyle przyszło nam czekać na kolejny album panów Waglewskich. Wiadomo, że każdy z nich miał po drodze swoje projekty, w które był zaangażowany – więc są usprawiedliwieni. Lubię panów osobno, lubię w innych kombinacjach, ale chyba jednak najbardziej leży mi ich muzyka gdy są w trójkę. Nie da się zaprzeczyć, że jak zabiorą się za coś razem, to możemy być prawie pewni, że będzie się działo. Czy Duchy ludzi i zwierząt to potwierdzają?

Takiego klimatu jak tutaj nie znajdziecie w ich pojedynczych projektach. Doświadczenie i wrażliwość artystów łączą się w nową, niezmiernie aktualną, czasami brutalną historię współczesną. Nikt na tym krążku nie próbuje pokazać się wyżej niż pozostali. Wręcz przeciwnie, odniosłam wrażenie, że panowie okazują sobie ogromny szacunek, na każdej płaszczyźnie, a to wszystko współgra ze sobą perfekcyjnie.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że to raczej nie jest płyta do słuchania gdy chcemy odpocząć, rozluźnić się. Lirycznie jesteśmy na takim poziomie, że nie sposób nie analizować tych tekstów, metafor, opowieści. Refleksyjność, spokój i melancholia przeplatane z cudowną, ciepłą (mimo wszystko) muzyką, to taka mieszanka, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Z jednej strony, brak tu wyrazistych melodii, brak większego pazura – ale to nie o to chodzi w sile, którą niosą za sobą Duchy ludzi i zwierząt. Tu chodzi o podtekst, o to żeby skłonić nas do refleksji, wycofania się, skupienia. Panowie Waglewscy zawsze wiedzą co chcą zagrać i jak to powinno brzmieć, a gościnny udział niektórych muzyków (np. Mariusza Obijalskiego) sprawia, że wszystko jest wyważone w punkt.

Idealne zgranie tekstu z muzyką sprawia, że nawet ponad 5 minutowe kawałki wcale się nie dłużą, a płyta, chociaż ma prawie godzinę, nie sprawia żeby jej odsłuch był w jakikolwiek sposób męczący.

Pierwszym wydanym singlem był utwór Ziemia, w którym jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że każda sekunda jest doskonała. Tekst tak dobitnie wpisał się w wydarzenia ostatnich miesięcy w naszym kraju, że jego aktualność aż przeszywa serce.

Nie będę tutaj rozpisywać się o poszczególnych utworach, bo żadne słowa nie wyrażą mojego zachwytu nad poszczególnymi elementami tej płyty. Jeżeli chcecie pochylić się nad tym kawałkiem przepięknej muzyki, zróbcie to proszę z ogromną uważnością, a dostrzeżecie wybitną kreację, która wyszła spod rąk rodziny Waglewskich.

Majstersztyk.

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

7 lat to szmat czasu, a tyle przyszło nam czekać na kolejny album panów Waglewskich. Wiadomo, że każdy z nich miał po drodze swoje projekty, w które był zaangażowany – więc są usprawiedliwieni. Lubię panów osobno, lubię w innych kombinacjach, ale chyba jednak najbardziej...Waglewski Fisz Emade - Duchy ludzi i zwierząt (2020), recenzja Patrycji Szydlak