Zdaje się, że dobry film to taki, gdzie nawet najbardziej rozpoznawalni aktorzy naprawdę są postaciami, których role przyszło im odgrywać. W muzyce jest identycznie – jeśli gremialnie nie uwierzymy w twoją muzyczną kreację, ciężko będzie o przeboje światowych list przebojów oraz albumy sprzedające się w milionach egzemplarzy. Choć jeszcze nie wiem czy Birds of Prey: The Album jest równie dobry jak film, który promuje, tak nie sposób było nie zwrócić na niego uwagi.
Ze swoich jakże wnikliwych obserwacji mogę wywnioskować, że filmowcy mają dwa podejścia do tworzenia tak zwanych oryginalnych ścieżek dźwiękowych. Pierwszy sposób to umieszczenie na krążku muzyki wprost wybrzmiewającej w danym filmie, by po jego obejrzeniu móc do niej wrócić, przypominając sobie o tych najbardziej wyjątkowych dla nas scenach. Druga możliwość to stworzenie kolekcji utworów, które niekoniecznie stanowią tło do fabuły, za to mają oddawać jej wyjątkowy klimat. Birds of Prey: The Album jest idealnym przykładem tego drugiego sposobu i muszę przyznać, że robi to nadspodziewanie dobrze.
Odpowiedzialna za wydanie tego albumu wytwórnia Atlantic oddała nam w ręce ponad czterdzieści minut czystej i bezkompromisowej popowo-rockowej tanecznej rozwałki. Tak naprawdę każdy, i to niekoniecznie fan tej filmowej produkcji, może tu znaleźć coś dla swojego muzycznego ducha. Pomimo gatunkowej różnorodności, wszystkie piętnaście kompozycji tworzą spójną, a zarazem niezwykle szaloną opowieść. Jak już wspomniałem wcześniej, nie miałem jeszcze szansy zobaczyć „Birds of Prey” na kinowym ekranie, jednak po pełnym przesłuchaniu Birds of Prey: The Album, czuję się w obowiązku go zobaczyć. Wydaje się rzadkością, by ścieżka dźwiękowa potrafiła tak bardzo przekonać do zobaczenia promowanej przez siebie ekranizacji, a tej udało się to w zupełności, przynajmniej wobec mnie.
Przechodząc do konkretów, gdyby nie pewna piosenka, tak naprawdę nie byłoby tej recenzji. Za całe to zamieszanie odpowiada Doja Cat, której utwór Boss Bitch zmiótł mnie już po pierwszym przesłuchaniu. Osobiście uważam, że to nie tylko sama piosenka amerykanki jest najlepsza, ale i sama Doja Cat zapewnia mi największe podkłady szaleństwa, artyzmu i wokalnych umiejętności spośród całej stawki wokalistek tworzących Birds of Prey: The Album. Inna nadzieja muzycznego biznesu, czyli Normani w parze z nadzieją rapu Meghan Thee Stallion wykonały równie dobrą robotę, lecz im jakby zabrakło werwy, której Doja Cat ma aż nadto. Diamonds nie zachwyca błyskiem tytułowych diamentów, jednak dając mu kredyt zaufania, wzbogaci waszą bibliotekę o kolejną intrygującą kompozycję. Na równie gromkie brawa co Doja Cat zasługuje Halsey, której Experiment On Me, to coś, czego zupełnie się po niej nie spodziewałem. Ostra metal rockowa melodia i całkiem intrygujący tekst tworzą coś rzadko spotykanego w głównym muzycznym nurcie. Równie dobrze wypada Sway With Me, gdzie Saweetie oraz GALXARA świetnie ze sobą współpracują, choć to właśnie GALXARA w moich oczach zasługuje na chwilę uwagi odnośnie jej dotychczasowych kompozycji. Ostatni z pięciu singli promujących Birds of Prey: The Album, czyli Joke’s On You w wykonaniu nieznanej mi do tej pory Charlotte Lawrence, jest propozycją dobrą, jednak dla mnie zbyt osadzoną w dźwiękach komputerowych, niż tych realnych, dostarczanych przez najprawdziwszą orkiestrę.
Pozostała dziesiątka kompozycji w żadnym stopniu nie odstaje jakością od singli, no może poza piosenką Danger w wykonaniu Jucee Froot, jednak o niej nie warto wspominać. Najbardziej urzekł mnie utwór Smile w wykonaniu Maisie Peters. Piosenka jest tak fantastyczna, tak zabawna i aż bijącą śmiałością jego autorki, że nie sposób mi było nie zapoznać się z jej dotychczasową twórczością. Najbardziej popowym utworem na krążku z pewnością jest Feeling Good w wykonaniu Sofi Tukker, lecz to dobra odmiana przy zdecydowanie ostrzejszych brzmieniach Halsey, Cyn, czy K.Flay. Dobrze też wypadają utwory Lauren Jauregui, koleżanki Normani z zespołu Fifth Harmony, oraz wieńczący cały album Hit Me With The Best Shot w wykonaniu ADONY. Kilka dodatkowych szlifów przydałoby się So Thick oraz I’m Gonna Love You Just A Little More Baby, zaś interpretacja klasyka Jamesa Browna w wykonaniu występującej w filmie Jurnee Smollett-Bell jest przyjemna dla ucha.
Birds of Prey: The Album jest jednym z najciekawszych filmowo-muzycznych doświadczeń ostatnich paru miesięcy. Jeśli szukacie czegoś, co wyrwie was z symbolicznych kapci, a zupełnie nie wiecie czego, to ścieżka dźwiękowa filmu „Birds of Prey” wydaje się pomysłem idealnym. Choć nie jest to album, który zrewolucjonizuje ten segment muzycznej branży, z pewnością świetnie spełnia swoją rolę, jako nośnika promocji dla produkcji, dzięki której powstał. Tymczasem ja lecę do kina, by zobaczyć, a nie tylko usłyszeć Birds of Prey: The Album.
- Data premiery: 07 02 2020
- Single: Diamonds, Joke's On You, Boss Bitch, Sway With Me, Experiment On Me

