VANT – Conceived in the Sky (2020), recenzja Darii Radomskiej

Inne recenzje

Czy często macie tak, że artysta, którego piosenkę usłyszycie gdzieś przypadkiem zapada Wam w pamięć na dłużej? Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z Mattie Vant, znanym po prostu jako VANT.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam trwające ponad siedem minut Are We Free? z debiutanckiego albumu Brytyjczyka, wiedziałam, że jest to coś co zostanie ze mną na dłużej. Efekt był taki, że jego muzyka musiała swoje odczekać w przysłowiowym kącie. Jednak, gdy zaczęły pojawiać się single zapowiadające najnowszy album, moja miłość po prawie dwóch latach ożyła na nowo. Każda nowa piosenka zapowiadała, że będzie to coś, co długo nie wyjdzie z mojej głowy. I choć od premiery płyty nie minął jeszcze tydzień, śmiało mogę przyznać, że to będzie jedna z tych, które będą gościć w tym roku (i w późniejszych latach zapewne też!) w moich słuchawkach bardzo często.

Znalezione obrazy dla zapytania VANT - Conceived in the Sky

Single same w sobie nie do końca przygotowały mnie na to, co zastanę na płycie. Na taką różnorodność brzmienia, która często uważana jest za element przeszkadzający wręcz w utrzymaniu spójności albumu i jego odbiorze. W tym przypadku uznałabym to raczej za atut. Ale zacznijmy po kolei!

Krążek otwiera delikatne, klawiszowe intro On My Way Through, gdzie głos wokalisty powtarza kilkukrotnie jeden wers „conceived on my way through the sky”. Prosto od niego przechodzimy płynnie do Mary Don’t Mind. Jest to bardzo rytmiczny i wpadający w ucho utwór, który w nieco przekorny sposób opowiada o wpływie narkotyków na nasze zachowanie.

Po krótkim przerywniku „Around for the Aesthethic” który, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się na albumie w celu wzbogacenia estetyki przechodzimy do mojej ulubionej jego części.

Lie to myself – wow, gdy pierwszy raz usłyszałam ten utwór, miałam ciarki na całym ciele. Choć zazwyczaj nie przemawiają do mnie piosenki przepuszczone w całości przez autotune, to co się dzieje tutaj to totalne mistrzostwo! Przepiękna, bardzo smutna ballada mówiąca o tym, że choćbyś bardzo chciał, to nie oszukasz siebie samego.

Następnie mamy bardzo melodyjne Best Friends, które chyba śmiało mogę nazwać moim ulubionym utworem z płyty.

Bardzo łatwo zapadające w pamięć dźwięki okraszone piękną warstwą liryczną. Mattie nie boi się mówić o rzeczach trudnych, przez które zdarzyło się przechodzić każdemu z nas.

I burnt all of my bridges and I built a wall
Smoked a cigarette at the beggar’s ball
Maybe there’s a gateway after all

VANT – Best Friends

Następne dwie piosenki to totalne przeciwieństwo swoich poprzedniczek. Exoskeleton jest zdecydowanie bardziej żywszą opowieścią o tym, jak ważne jest wsparcie drugiej osoby, bez którego niekiedy wręcz nie potrafimy funkcjonować (co nie do końca jest dobre i zdrowe!). O Propaganda Machine można by mówić długo. To bardzo energetyczy kawałek, w którym wokalista zadaje nam pytanie „is there ever really a rebel without a cause?”. Uplasował się on na samym środku tracklisty.

„He Just Wants to Fuck With Us” to kolejny, nieco przytłumiony przerywnik, który doskonale wprowadza nas do następnej piosenki. Panie i Panowie, przed Wami Thank Lucifer. Zwrotki klimatem kojarzą mi się z hip hopem, natomiast refren to już totalnie inna bajka, jest mrocznie, ciężko, elektronicznie i głośno. Tekstowo to utwór dość intrygujący, który nie każdemu może przypaść do gustu. Osobiście jednak między innymi za to cenię muzykę – za łamanie tabu i kontrowersję.

Z pozostałych czterech piosenek zdecydowanie La La La Blow My Brains out zasługuje na największą uwagę. Kawałek ten jest totalnie inny od tego, co znajdziecie na płycie. Choć może zaczyna się dość niepozornie, elektroniczna petarda jaką otrzymujemy w połowie numeru jest wisienką na torcie. Nie do podrobienia, nie porównania z niczym innym. Choć utwór to powtarzający się na zapętleniu jeden wers ” i could get a gun, we could work this out”, ja zostałam totalnie kupiona. Energia jaka z niego bije to po prostu coś niesamowitego!

Jeśli szukacie nowych brzmień, a klimaty szeroko pojętego indie rocka nie są Wam obce, zdecydowanie jest to pozycja do sprawdzenia. Materiał eksperymentalny, ciekawy zarówno pod względem kompozycyjnym jak i tekstowym. Niektórzy zarzucają, ze wokal brzmieniowo przypomina robota, ale nic bardziej mylnego. A nawet jeśli, wpływa to tutaj na korzyść! Mimo różnorodności płyta jest spójna. Idealnie nadaje się do słuchania całościowo, jak i pojedynczo wybranych kawałków.

Minusów nie znajdziemy tutaj zbyt wiele. Najsłabiej wypada chyba ostatni utwór – Give Up (Morrisey’s Racist), który poza kontrowersyjnym tytułem z założenia mającym intrygować potencjalnego słuchacza, nie ma sobą zbyt wiele do zaoferowania – to po prostu ot taka sobie pioseneczka w stylu country.

Ale co tu dużo mówić, proponuję przekonać się samemu!

Vant - Conceived In The Sky
  • Data premiery: 10 01 2020
  • Single: Thank Lucifer, Exoskeleton, Mary Don't Mind, Best Friends
Najlepsze utwory: La La La Blow My Brains out, Propaganda Machine, Lie To Myself, Best Friends
Najsłabsze utwory: Give Up (Morissey's Racist)


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Daria Radomska
Daria Radomska
Zawieszona pomiędzy alternatywnym graniem a zdecydowanymi krzykliwymi wokalami. Zakochana w rocku lat 80tych. Na pewno spotkasz mnie na jakimś koncercie!

Czytaj również

Czy często macie tak, że artysta, którego piosenkę usłyszycie gdzieś przypadkiem zapada Wam w pamięć na dłużej? Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z Mattie Vant, znanym po prostu jako VANT. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam trwające ponad siedem minut Are We Free? z debiutanckiego...VANT - Conceived in the Sky (2020), recenzja Darii Radomskiej