The Vaccines – English Graffiti (2015), recenzja Joanny Gulewicz

Swoimi występami otwierali koncerty The Rolling Stones, Arctic Monkeys i Red Hot Chili Peppers a Zane Lowe, prezenter BBC Radio 1 i MTV Rocks ich demo If You Wanna ochrzcił mianem najgorętszego nagrania na świecie. Coś w tym musi być, bo zgarnęli NME Award w kategorii „Best New Band”. Ich najnowszy, trzeci studyjny album English Graffiti został wyprodukowany przez samego Dave’a Fridmanna, znanego między innymi ze współpracy z takimi sławami jak MGMT, The Flaming Lips czy Mogwai, zatem możemy spodziewać się porządnego wydawnictwa. O kim mowa? Drodzy Państwo, przed wami The Vaccines English Graffiti!

Krążek otwiera skoczne i wybuchowe Handsome. Kawałek rozpoczyna rytmizujący całą linię melodyczną dynamiczny wokal. Perkusja i gitary gonią go, starając się dotrzymać mu kroku ale dzięki temu, że sekcja wokalna wyprzedza instrumentarium o kilka taktów, to właśnie głos wiedzie prym. Całość mocno trzyma się durowych, jasnych dźwięków i pogodnej melodii. Mocne wejście i na pewno dobry materiał na pierwszy singiel. Bardzo podobnie został pomyślany utwór 20/20 i Radio Bikini. Dynamiczna linia melodyczna, euforyczny wokal i pogodna, durowa tonacja.

Z 20/20 wydaje się mocno korespondować kompozycja All Afternoon In Love. Kiedy posłuchacie utworów według ich kolejności na krążku może wam się wydać, że All Afternoon In Love to taka nieco bardziej melancholijna wersja 20/20. To wrażenia wynika stąd, że zarówno sekcja gitarowa w 20/20, jak i syntetyzatorowa, naśladująca dźwięk organów w All Afternoon In Love wychodzą od bardzo bliskiej sobie nuty, która w wypadku tego drugiego została obniżona o pół tonu. Oczywiście dalsza część również nieznacznie się różni, bo podczas gdy 20/20 wychodzi od wyższych tonów stopniowo spadając na pięciolinii pełnymi tonami, rozmarzone All Afternoon In Love bazuje na podobnym opadaniu, które zostaje jednak zapętlone i wiedzione przez melodię półtonami. Ciekawy pomysł i urzekający utwór.

Klimat zmienia się całkowicie w kolejnym singlu – Dream Lover. Bazą kompozycji jest duet gitary i perkusji, odznaczający się charakterystycznymi, zgrzytliwymi dźwiękami. Po tym mocnym wstępie dochodzi do wyciszenia i pojawia się stłumiona, wręcz szeptana partia wokalna. Te dwa tak bardzo różne zarazem melodycznie jak i pod względem natężenia dźwięku światy spotykają się w refrenie, gdzie jednoczą się w urzekający, rozmarzony, lecz zarazem mocny dźwięk. Paradoksalnie nałożenie się obu części składowych nie wywołuje kakofonii, lecz wydaje się być idealnie zestrojone i harmonijne.

Minimal Affection zostało zanurzone w jeszcze innej stylistyce. Utwór jest przesycony spokojnymi, kołyszącymi i dość monotonnymi syntezatorami. Dźwięki niespiesznie sączą się w eter, krwisty wokal w refrenach całkowicie znika, ustępując miejsca nuceniu, a linia melodyczna skupia się wokół kilku sąsiadujących ze sobą dźwięków. Chyba najbardziej nieciekawy kawałek na całym krążku.

Denial to kolejna perełka. Kompozycję otwiera rozkołysana, cicha i subtelna ścieżka wokalna, której towarzyszy niemal niezauważalna gitara. Wraz z rozwojem utworu gitarę wymieniają syntezatory ale nigdy nie mamy do czynienia z nałożeniem się całego instrumentarium na sekcję głosu. Aż to refrenu – dopiero tutaj ten z pozoru pozbawiony życia i bezbarwny utwór nabiera kolorów i rozkwita pełnią instrumentarium a wokal wybija się w stronę wysokich rejestrów. To wręcz nieprawdopodobne jak wiele zmian muzycy potrafią wprowadzić za pomocą jednego drobnego szczegółu – wpuszczenia w refren wszystkich dźwięków, które dotąd istniały w separacji. Jedna z lepszych kompozycji na albumie. Bardzo podobnie zostały skonstruowane utwory Want U So Bad. To są utwory, w których jak mało gdzie możemy poczuć tę osławioną magię dźwięku. Olśniewające.

Podobnie brzmi również Maybe I Could Hold You. Utwór jest rozkołysany, lotny i niespieszny. W zwrotkach mamy wrażenie, że głos występuje niemal bez akompaniamentu instrumentalnego. Asysta w postaci gitary oczywiście jest, ale na tyle stłumiona i delikatna, że niemal jej nie dostrzegamy. Ten zabieg owocuje wybiciem na plan pierwszy sekcji głosu, która wydaje nam się wyjątkowo osamotniona na tle muzycznej ciszy. Całość została utrzymana w minorowej, molowej tonacji.

Jeszcze inaczej sprawa wygląda w wypadku Give Me A Sign. Kawałek otwiera promienna, oscylująca wokół wysokich rejestrów ścieżka gitary. Po tym drobnym wstępie następuje wyciszenie i pojawia się cichy głos na tle ukrytej w głębi, skapującej pojedynczymi dźwiękami gitary. W refrenie natomiast dochodzi do euforycznej i radosnej eksplozji zarówno dźwięków jak i wokalu, który ze smętnego nucenia staje się rozeuforyzowanym, wysokorejestrowym, durowym krzykiem.

Krążek zamyka czysto instrumentalne, pełne wdzięku Undercover.

The Vaccines to dość młody zespół ale mimo niewielkiego stażu na scenie z cała pewnością wiedzą czym ma być ich muzyka. Nie znajdziecie tutaj krążenia po stylach, testowania i innych muzycznych poszukiwań. Album English Graffiti jest doskonale przemyślany, skomponowany i podany w naprawdę dobrej oprawie muzycznej. Warto poznać!

Czytaj również